piątek, 17 kwietnia 2015

Bomba proteinowo-błonnikowa - mesciua

Po tym wpisie zaczną mnie bardzo lubić weganie, bo wegetarianie chyba już powinni mnie lubić od jakiegoś czasu :) Na 27 przepisów aż 15 to przepisy odpowiednie dla wegetarian. To więcej niż połowa. A to za sprawą tego, że ja jakoś dużo mięsa nie jem, aczkolwiek chyba nie umiałabym całkowicie powiedzieć mu żegnaj. Główni winowajcy to włoskie prosciutto crudo (chyba szynka w ogóle), nasza kiełbasa polska i pyszne dania rodzime, które się z mięsem czy kiełbasą robi, a które uwielbiam, jak fasolka po bretońsku, gołąbki czy bigos. Bardzo lubię też ryby i owoce morza. No nie, chyba nigdy nie uda mi się przejść na wegetarianizm. Byłoby to bardzo sztuczne, bo jadąc do Polski, nie oparłabym się kuchni mojej mamy. Mam chyba za mało ideologicznej motywacji, a za dużo ciągot smakosza dobrego jedzenia :)
Dziś proponuję Wam wykonanie dania, które poznałam dzięki mojej drugiej połowie. Jest to danie, powiedzmy, chłopskie, proste i bazujące na tym, co akurat na polu urosło. Można powiedzieć, że jest to zupa, ale to zależy od tego, ile wody dodamy. Jej pochodzenie to oczywiście Liguria, region na północy Włoch. Wdzięczna nazwa tejże to mesciua. Samo słowo "mesciua" (wymawiane mesiua) wywodzi się z dialektu liguryjskiego. Do jej wykonania potrzebujemy tylko 3 składników, do przyprawienia kolejnych 3. Jest to świetna propozycja dla wegetarian i weganów, ponieważ jedna porcja tego dania dostarcza dużo białka. Dodatkowo zawiera błonnik, dzięki czemu jest zdrowe i przyspiesza nasz metabolizm. 



Składniki na ogromny garnek tej zupy:


  • 350g suchej cieciorki
  • 450g mrożonej fasoli borlotti (lub jakiejkolwiek innej odmiany)
  • 250g ziaren pszenicy (myślę, że kasza gryczana byłaby tutaj dobrym zamiennikiem)
  • sól
  • oliwa z oliwek
  • pieprz czarny świeżo mielony
  • opcjonalnie parmezan

Wykonanie:

1. Cieciorkę i pszenicę moczymy w wodzie przez noc. Mówiąc pszenica, naprawdę mam na myśli ziarna tego zboża, które są tutaj w Grecji do kupienia w supermarketach, a wyglądają jak na zdjęciu poniżej.


2. Cieciorkę i pszenicę zalewamy wodą i gotujemy do miękkości. 
3. Kiedy cieciorka i pszenica są miękkie, dodajemy mrożoną fasolkę i całość jeszcze gotujemy aż fasolka będzie ugotowana.
4. Pod koniec gotowania doprawiamy solą.

I gotowe. Przekładamy zupę na talerze. Ale to nie wszystko. Sekret wyjątkowości smaku tego dania tkwi właściwie w jego finalnym doprawieniu. Kolejność doprawiania (która jest ważna) jest taka: trzemy na wierzch parmezan (weganie oczywiście ten krok opuszczą), następnie całość polewamy niewielką ilością oliwy z oliwek i na to mielimy czarny pieprz. I teraz dopiero możemy zajadać. Smaczne (go!) 

środa, 15 kwietnia 2015

Łatwe i zdrowe curry z cieciorką i szpinakiem

Ciąża ciąża i po ciąży... Zostało mi po niej, oprócz oczywiście cudownego bobasa, parę zbędnych centymetrów. Kilogramów jakimś cudem nadprogramowych nie mam i udało mi się utrzymać wagę sprzed ciąży. Już niecierpliwie zaczęłam snuć plany, co by tu zrobić, żeby mój brzuch i talia wyglądały lepiej. Niestety na ćwiczenia fizyczne jeszcze za wcześnie, dlatego zaczynam od zwracania uwagi na to, co na moim talerzu ląduje. I tak dumając nad menu na kolację, przypomniałam sobie o pewnym daniu, które rok temu, będąc na diecie, zrobiłam chyba dwa razy. Jest to curry z cieciorką. Przepis znalazłam na stronie Budget Bytes, o której już tu kiedyś pisałam i którą bardzo lubię. Chciałam Wam polecić to danie jako naprawdę zdrowe, niskokaloryczne, tanie, szybkie i proste w wykonaniu. Czyż danie może mieć więcej zalet? No nie. To danie ma wszystkie zalety, które mieć powinno. A! Nie wspomniałam o tym, że jest supersmaczne :) Zwróćcie też uwagę na to, że w przepisie nie ma ani ziarenka soli. Na te rzeczy zaczęliśmy zwracać uwagę, od kiedy w ciąży pojawił się problem wysokiego ciśnienia. Podaję przepis, a na wszelki wypadek daję też link do źródła, choć moja wersja nieznacznie się różni. Danie jest odpowiednie zarówno dla wegetarian, jak i weganów.


Curry z cieciorką i szpinakiem


Składniki na 3 duże porcje albo 4 mniejsze:


  • 230g szpinaku swieżego lub mrożonego
  • 1 mała cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 puszka posiekanych pomidorów (waga takiej puszki to 400g, dlatego ja dodałam jeszcze odrobinę passaty pomidorowej, ok. 25g)
  • 1 i pół łyżki przyprawy curry
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • ok. 800g ugotowanej cieciorki (może być z puszki, jeśli zaś używamy suchej i dopiero ją gotujemy, to ok. 350g suchej)
  • 2,5 cm laski swieżego imbiru
  • ryż biały, jeśli serwujemy z ryżem

Wykonanie:

Zaczynamy od namoczenia cieciorki w wodzie przez noc. W dniu przygotowania przystępujemy do ugotowania do miękkości cieciorki w lekko osolonej wodzie. Przygotowujemy w tym czasie składniki. Imbir obieramy ze skórki i trzemy na tarce o małych oczkach. Cebulę i czosnek drobno siekamy. Imbir, cebulę i czosnek podsmażamy na dużej patelni lub w tzw. woku do czasu aż cebula zmięknie (3-4 min.). Dodajemy do tego przyprawę curry i jeszcze podsmażamy przez minutę. Następnie do tego wlewamy 1/4 kubka wody i dodajemy swieży szpinak. Uwaga, jeśli używamy szpinaku mrożonego, nie ma potrzeby dodawania wody. Pozwalamy się szpinakowi podgotować nieco, jeśli jest to szpinak mrożony, niech rozpuści się zmarzlina. Do całości dodajemy ugotowaną i odsaczoną z wody ciecierzycę oraz pomidory z puszki. Mieszamy dokladnie, aby przyprawy połączyły się ze składnikami przez kolejne 5 minut. I gotowe! Serwujemy z ryżem, najlepiej białym. Można ewentualnie potraktować to danie jako przystawkę i wtedy serwować samo.

piątek, 10 kwietnia 2015

Fasolka po bretońsku

Fasolka po bretońsku to potrawa, o której moja mama zapomniała. Pamiętam, że dawno dawno temu ją robiła, ale jakoś przestała, nie wiem, z jakiego powodu. Szkoda, bo to jest naprawdę jedna ze smaczniejszych potraw w naszej rodzimej kuchni. Kiedyś spisałam od mamy ten przepis w specjalnym zeszycie, w którym mam przepisy na dania, które robi się u mnie w domu. Przepisy, które wydębiłam w bólach od mamy, bo mama robi wszystko "z głowy" i zupełnie nie umie podawać ilości i tłumaczyć jak laikowi. A ja laikiem jestem, dlatego wszystko muszę mieć powiedziane jasno i wyraźnie. Takie są moje przepisy. Udało mi się stworzyć jednak własny przepis na fasolkę po bretońsku, aby odejść trochę od gotowania wszystkiego na mięsnych wywarach, bo w tej potrawie i tak jest dużo mięsa. Z czystym sumieniem polecam, bo jestem dumna z tego przepisu, a samo danie gotowałam dzisiaj i jest przepyszne. Dopiszę, ile porcji z tego wyszło, jak skończymy garnek ;-)



Składniki na 5-6 porcji:


  • 500g fasoli jaś
  • 200g kiełbasy
  • 100-150g boczku
  • 2 średnie marchewki
  • 1 cebula
  • 80g koncentratu pomidorowego
  • 3 kopiaste łyżki mąki
  • 1 kostka rosołowa
  • 2 liście laurowe
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • natka pietruszki
  • sól, pieprz i papryka słodka do doprawienia

Wykonanie:

Fasolę należy moczyć w wodzie przez całą noc, jak moja mama mówi: "dziś na jutro". Fasolę odcedzamy z wody, w której się moczyła i przekładamy do dużego garnka, dorzucamy do niej pokrojone w talarki marchewki, ziele angielskie, kostkę rosołową, liście laurowe i natkę pietruszki, zalewamy wodą i gotujemy. Kiełbasę kroimy w talarki, boczek w kostkę i w miarę drobno kroimy też cebulę. Kiełbasę, boczek i cebulę przekładamy na patelnię, gdzie podsmażamy wszystko aż do zrumienienia. Odstawiamy na bok i czekamy aż fasola się ugotuje. Gotowanie fasoli do miękkości zajmuje ok. 55 minut. Kiedy fasolka jest miękka, dodajemy do niej zawartość patelni, czyli kiełbasę, boczek i cebulę. W garnuszku przygotowujemy 0,5l wody, w której mieszamy 3 kopiaste łyżki mąki i koncentrat pomidorowy. Zaprawiamy tak przygotowaną mikturą naszą fasolkę po bretońsku. Gotujemy jeszcze przez chwilę. Próbujemy jak smakuje całość i doprawiamy solą, pieprzem i mieloną papryką słodką. Gotowe. Smacznego :)

piątek, 3 kwietnia 2015

Nie ma Wielkanocy bez babki cytrynowej

Która to już Wielkanoc poza domem rodzinnym? Czwarta w sumie, trzecia pod rząd i druga w Atenach. I tak człowiekowi tęskno za polską swojską kiełbasą, którą się święci, jakby nie była wystarczająco dobra, i za chrzanem i za sałatką i za wieloma innymi rzeczami, które tylko made in Poland smakują równie dobrze. Pomyślałam w tym roku, jakby tu przemycić trochę Polski i trochę naszego klimatu świąt wielkanocnych do Grecji, która jest prawosławna i z racji tego obchodzi Wielkanoc za tydzień. I tak, co jest absolutnym numerem jeden dla mnie i bez czego w moim domu nie ma świąt? Ano bez babki cytrynowej i bez jajek faszerowanych chrzanowym nadzieniem. Jestem znana w kręgu bliskich mi osób z tego, że jak sobie coś umyślę, to nie ma mocnych. Prędko napisałam do siostry po przepis na babkę, którą wiele razy robiłam, kiedy byłam jeszcze w Polsce. To ciasto ucierało się u mnie w domu rodzinnym zawsze w makutrze pałką, pomagając sobie mikserem jedynie przy ubijaniu piany z białek. Ale że jestem mamą świeżo upieczoną i nie mam za wiele czasu, mikserem potraktowałam całość. Co i Wam polecam, jeśli zależy Wam na czasie. Jeśli macie czas, możecie utrzeć wszystkie składniki, smak ponoć jest lepszy. Babka bardzo posmakowała moim włoskim teściom, więc mogę ją Wam z czystym sercem polecić. Upieczcie ją jednak w typowo "babkowej" formie, bo ta, którą miałam w domu - na wpół babkowa, niezbyt się sprawdziła, kształt babki pozostawia wiele do życzenia. Z przyjemnością obwieszczam światu mój pierwszy słodki przepis ;-)

Babka cytrynowa



Składniki:


  • 250g mąki
  • 250g masła
  • 250g cukru pudru
  • 4 jajka
  • 10g proszku do pieczenia
  • 1 cytryna
  • masło i bułka tarta do posypania formy

Wykonanie:

Aby wyrobić ciasto mikserem najlepiej wyjąć masło z lodówki odpowiednio wcześniej, żeby zmiękło. Do garnka lub dużej miski wrzucamy masło, mąkę, cukier puder, proszek do pieczenia i żółtka jajek i wyrabiamy to wszystko mikserem. Cytrynę sparzamy i scieramy na tarce o małych oczkach jej skórkę, a sok wyciskamy i nadal miksujemy. Kiedy ciasto jest już wyrobione, ubijamy pianę z białek mikserem na sztywno i mieszamy łyżką (to ważne, nie miksujemy!) z wyrobionym ciastem, tak aby całość uzyskała jednolitą konsystencję. Formę smarujemy masłem i wysypujemy bułką tartą i przelewamy do niej ciasto. Pieczemy w temperaturze 180 stopni przez ok. godzinę. Kiedy ciasto ostygnie, pozbywamy się foremki i posypujemy je cukrem pudrem. Smacznego i wesołych świąt!

piątek, 20 lutego 2015

Owsianka z karmelizowanymi jabłkami i cynamonem

Poranek to szczególny czas w ciągu dnia. Zapowiada się nowy dzień, obietnica czegoś nieznanego, dreszczyk niepewności, ale i kolejna szansa do wykorzystania dla nas. Posiłkiem, który powinien być najszczególniej celebrowany, jest według mnie śniadanie. Zacznijmy to nowe uroczystą ucztą. Nestety rzadko jest czas, aby uczynić je wyjątkowym, ponieważ spieszymy się do pracy, do szkoły, do urzędu, po prostu się spieszymy. Dlatego warto poświęcić śniadaniu więcej uwagi, kiedy nie musimy się nigdzie spieszyć, np. w weekendy czy gdy jesteśmy na urlopie. Pisałam już kiedyś przy okazji posta o tradycyjnym śniadaniu polskim, że ja raczej preferuję śniadania wytrawne, czyli jajka, szyneczka i ser żółty, ewentualnie twarożek czy pasty kanapkowe oraz świeże pieczywo. Ostatnio jednak, pewnie z powodu mojego odmiennego stanu, naszła mnie wielka ochotę na owsiankę w połączeniu z jabłkiem i cynamonem. Mimo iż nie przepadam za słodkościami, są pewne smaki, które uważam za idealne dopasowanie. Takim właśnie jest para - jabłko plus cynamon. Dzisiaj udało mi się zachciankę zrealizować, łącząc przepisy z dwóch blogów: Wino i oliwki oraz W koperkowej kuchni, oczywiście nieznacznie je modyfikując do swoich potrzeb. Efekt był przepyszny i mam zamiar śniadanie w takiej formie jeszcze nie raz i nie dwa razy powtórzyć. Prezentuję Wam przepis z wielką radością. Zobaczcie również jak pięknie się prezentuje takie śniadanie. Przepis podaję na jedną porcję, ponieważ wiem, że często nasi mężczyźni nie bardzo przepadają za słodkimi śniadaniami albo też jesteśmy zmuszone konsumować śniadanie w samotności. Ja osobiście szukałam właśnie przepisu na jedną miseczkę.


Owsianka z karmelizowanymi jabłkami i cynamonem


Składniki na 1 porcję:


  • 5 łyżek płatków owsianych
  • 1 jabłko
  • 1 szklanka mleka (ok. 200 ml)
  • cynamon
  • ok. 1,5 łyżki brązowego cukru
  • 1 łyżka masła
  • płatki migdałowe

Wykonanie:

Jabłko myjemy, nie obieramy ze skórki i kroimy dokładnie na pół. Jedną połowę oczyszczamy z pestek i trzemy na tarce o małych oczkach, drugą połowę kroimy w większą kostkę. Do małego garnka wsypujemy 5 łyżek owsianki, starte jabłko, 1/4 łyżeczki cynamonu i całość zalewamy mlekiem. Wstawiamy na ogień. W momencie zagotowania się owsianki słodzimy ją 1 łyżeczką brązowego cukru, mieszamy i gotujemy jeszcze ok. 5 minut. W tym samym czasie przygotowujemy małą patelnię, na której rozgrzewamy łyżkę masła i wrzucamy pokrojoną w kostkę drugą połówkę jabłka. Jabłka słodzimy 1 płaską łyżką cukru brązowego i mieszamy, obracając raz po raz, aby jabłka się równomiernie smażyły. Zniżamy również ogień, żeby masło się nie spaliło. Owsiankę gotującą się w garnku przelewamy do miseczki, jabłka karmelizowane układamy na jej wierzchu, posypując całość płatkami migdałów i szczyptą cynamonu. I gotowe. Pychota!


sobota, 22 listopada 2014

Grochówka niewojskowa

Zajęłam się dzisiaj robieniem grochówki. Już od jakiegoś czasu miałam na nią ochotę. Niedawno jakoś wynalazłam przepis na całkiem fajnej stronie Budget Bytes i postanowiłam zrobić. Strona chyba amerykańska, ale grochówka trochę domem zapachniała. Tyle, że nie jest aż na tylu rodzajach mięsa, jak zwykło się ją w Polsce robić, a zaledwie na boczku. Przedstawiam przepis.

Zupa z groszku połówek



Składniki na ok. 5 porcji:


  • 170g boczku (ja kupiłam pokrojony w kostkę)
  • 4 większe ziemniaki
  • 2 małe cebule 
  • 2 ząbki czosnku
  • 45 dag groszku połówek
  • 2 listki laurowe
  • ok. 8 kubków bulionu (jeśli nie mamy naturalnego, można zrobić go na kostce rosołowej)
  • pieprz czarny
  • sól



Wykonanie (mi zajęło 1 godzinę i 15 min.):

Przygotowanie zupy należy zacząć od ugotowania bulionu. Ja użyłam do tego celu 8 kubków wody, w której rozpuściłam naturalną kostkę rosołową przygotowaną przez mojego znajomego Włocha oraz pół kostki rosołowej warzywnej Maggi. Całość zagotowałam, w międzyczasie dosalając delikatnie, bo wywar wydawał mi się mało słony. Jeśli chcemy użyć do zupy boczku w kawałku, następnym krokiem jest pokrojenie go w kostkę. Siekamy także cebulę i czosnek oraz obieramy i kroimy w grubą kostkę ziemniaki. Ja preferuję pokroić i przygotować wszystkie składniki na samym początku, żeby później móc skupić się już tylko na gotowaniu. Wrzucamy boczek do dużego garnka i przesmażamy go we własnym tłuszczu, cały czas mieszając aż do momentu, gdy zbrązowieje lekko i zrobi się chrupiący. Nie należy się zbytnio martwić, że boczek przywiera do dna tworząc brązowy osad, w kolejnych fazach wykonania osad zniknie. Następnie dodajemy cebulę i czosnek i nadal mieszamy aż do momentu, gdy cebula i czosnek zarumienią się i zmiękną. Na to wszystko wysypujemy groszek i zalewamy bulionem. Wrzucamy do garnka liść laurowy oraz pieprzymy, następnie dodajemy ziemniaki - to wszystko na większym ogniu aż do czasu, gdy wszystko będzie bulgotać i wrzeć. Spróbujcie, czy zupa nie jest za słona lub za mało słona i ewentualnie wyregulujcie smak.Po zawrzeniu przykrywamy zupę pokrywką i gotujemy na małym ogniu przez 45 min. W tym czasie można się oddać ulubionym czynnościom albo... zmywaniu naczyń :) Po upływie 45 min. sprawdzamy, czy groszek jest odpowiednio miękki i jeśli jest, zupa gotowa :) Można zupę zblendować, jeśli lubimy taką gładką konsystencję, a jeśli wolimy czuć składniki zupy każdy z osobna, wylewamy na talerze. Moja zupa po ugotowaniu wyglądała w zasadzie prawie jak zblendowana, więc podarowałam sobie blendowanie. 

Smacznego, Moi Mili! 

wtorek, 28 października 2014

Smakowe impresje z mojego domu. Wspomnienia z pobytu w Polsce

W poprzednim poście z zupą kalafiorową w roli głównej wspominałam, jak bardzo dała mi się we znaki ponad roczna emigracja i rozłąka z Polską. 4 października nastąpił w końcu ten szczęśliwy dzień, kiedy to udałam się na 16-dniowy urlop do ojczyzny. Możecie sobie wyobrazić, że po takim stęsknieniu się za polską kuchnią, rzuciłam się na wszystko, co polskie i Polskę przypomina. Było to trochę takie uczucie, jakbym po długim okresie głodówki nagle mogła się cieszyć nielimitowanym dostępem do jedzenia. Moi znajomi patrzyli na mnie dziwnie, kiedy nie mogłam się nachwalić i nawzdychać nad kotletem z piersi z kurczaka, gniecionymi ziemniakami i surówką z kapusty kiszonej z marchewką. Jakże wszystko, absolutnie wszystko, mi smakowało! Niewiele osób jest w stanie to zrozumieć. Zwłaszcza, że dla Was, Moi Mili w ojczyźnie, to codzienność i nic nowego. Okazuje się, że tylko w Polsce ziemniaki gniecione smakują tak dobrze, tak maślanie i tak mlecznie. Nasza kapusta kiszona to również skarb i genialny w swojej prostocie wymysł. Na szczęście mogłam jej spróbować, będąc gościem na obiedzie u mojej przyjaciółki, u mnie w domu bowiem mama z bratem dopiero co wstawili kapustę do garnka do zakiszenia. Pisałam już trochę o daniach i smakach, które "chodziły za mną" najbardziej intensywnie. I moja mama oraz pozostałe kobiety w rodzinie wyszły jakby na przeciw moim zachciankom i tęsknotom. Nie mogłam się nadziwić, że w ciągu dwóch zaledwie dni wszystkie moje największe marzenia smakowe spełniły się. Starałam się pstrykać zdjęcia tym moim ukochanym smakom, żebyście mogli dowiedzieć się, co kocham i za czym tęsknię najbardziej z moich rodzinnych, a zarazem polskich potraw. I też byłoby mi miło, gdybyście inaczej spojrzeli na naszą kuchnię polską, jeśli do tej pory jeszcze jej nie doceniliście wystarczająco. 
Co ja takiego pisałam w ostatnim poście? "Moją uwagę skupiają przede wszystkim ziemniaki gotowane w polski sposób, z wody, z omastą i ewentualnie koperkiem, kapusta, najlepiej młoda z koperkiem, polskie zupy oraz polskie surówki typu mizeria, buraczki ćwikłowe. Z zup najbardziej "chodziła za mną" zwykła ziemniaczanka, barszczyk z botwinki oraz kalafiorowa." Były oczywiście gniecione ziemniaki z wody, które moja mama maści masłem lub słodką śmietaną od wiejskiej krowy. Była też młoda kapusta słodka z grochem Jaśkiem z naszej działki - bardzo żałuję, że nie udało mi się zrobić jej zdjęcia. Słodką kapustę przywiozła również moja ciocia wraz z gołąbkami już w pierwszy dzień mojego pobytu w domu. Jej kapusta różni się od tej, którą robi mama, ale była tak samo pyszna. Ogólnie na kapustę w każdej jej odmianie miałam ogromną ochotę. I była: słodka z grochem, w gołąbkach, w bigosie, kiszona w surówce, jaka jeszcze? Hm, to chyba tyle. A nie, jeszcze w łazankach w wykonaniu mojej mamy. Bigos jadłam dzięki uprzejmości mojej siostry, która się ze mną nim podzieliła. Był przepyszny.

Bigos autorstwa mojej siostry
Łazanki zrobione przez moją mamę

To tyle na temat kapusty. Nasza kuchnia bazuje na ziemniakach, kapuście i mięsie. Kolejnym moim wielkim pragnieniem były buraczki ćwikłowe w połączeniu z gniecionymi ziemniakami i kotletem mielonym. Moja mama okazało się miała mielone, a buraczki zawsze są w naszej spiżarni, bo mama co roku je robi do słoików.

Mielony, ziemniaki i buraczki

Na moją korzyść podczas pobytu w domu odwiedziła nas moja ciocia z Nowej Huty, która uwielbia gotować. Dzięki niej zjadłam przepyszne leczo z papryki, cukinii i pomidorów z dodatkiem naszej polskiej kiełbasy, która jest najlepsza, nie ma co do tego dwóch zdań, oraz jajek. Efekt pracy cioci możecie podziwiać poniżej. Niebo w gębie!

Leczo w wykonaniu mojej cioci
Ciocia nauczyła mnie też robić knedle ze śliwkami, które okazały się być łatwiejsze do zrobienia niż pierogi. Wyszły nam bardzo dobrze. Nie zdążyłam zrobić zdjęcia, zanim zniknęły bez śladu.
Z innych moich ulubionych potraw, których niestety nie udało mi się uchwycić na zdjęciu, muszę wspomnieć o żurku z białą kiełbasą, barszczu zabielanym z naszych buraków (to popisówki mojej mamy) oraz o sałatce śledziowej, w której wyspecjalizował się mój brat. Mama zrobiła też kalafiora w bułce tartej, którego kocham. 
Kiedy jestem w domu po tak długim pobycie za granicą, nieopisany smak ma chleb oraz wędliny. Uważam, że w Polsce te dwa typy produktów opanowaliśmy do perfekcji. Polska może być naprawdę dumna z wędlin (w tym na specjalne wyróżnienie zasługuje kiełbasa) oraz z chleba - moim zdaniem są jedyne w swoim rodzaju i, powiem to bez stronniczości, o którą i tak zostanę posądzona, najlepsze na świecie! 
Pobyt na polskiej wsi niesie ze sobą również takie plusy, jak: kwaśne mleko od polskiej krowy (organic!) oraz możliwość zrywania malin prosto z krzaczka (tak, maliny ogrodowe na szczęście są późną jesienią). Mnie udało się zrobić z malin przepyszny koktajl przy użyciu słodkiej, wiejskiej śmietanki. Nie mam słów, jak smakował!

Koktajl z malin w przygotowaniu

Koktajl z malin gotowy!
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Udało mi się wspomnieć o wszystkich smakach, które najbardziej utkwiły mi w pamięci. W Polsce jest pysznie! Pamiętajcie o tym!