Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żywność ekologiczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żywność ekologiczna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 marca 2016

Co w sezonie? Warzywa i owoce dostępne w marcu i kwietniu w Polsce i w Grecji

Kochani Moi, biję się mocno w pierś, bo zaniedbałam serię o sezonowości dość znacznie. Nie było przepisu z wykorzystaniem lutowego warzywa i nie było postu na temat warzyw i owoców, które są w sezonie teraz w marcu, a marzec już prawie za nami. Wytłumaczenie jest jedno (wspólne dla wielu z nas): brak czasu. Zatem nadrabiam straty i piszę Wam zbiorczo, co się pojawiło nowego w marcu i co się pojawi w kwietniu u mnie w Grecji i chętnie doedukuję siebie i Was z tego, co się pojawiło lub pojawi nowego w Polsce (czy w ogóle coś? A jakże!?).
Zacznę od Grecji. W stosunku do lutego mamy 2 nowości wśród warzyw: szparagi (białe i zielone) oraz groszek zielony. Jeśli chodzi o szparagi na słynnym targu warzywnym laiki jeszcze ich wcale nie było, w mojej dzielnicy przynajmniej. Zobaczę, czy będą w ten piątek, bo zaczajam się na pewien przepis z wykorzystaniem szparag, ale na razie nie miałam szczęścia spotkać, a z supermarketu nie chciałam kupować. Poza tym wszystkie warzywa zimowe, które królują od bodajże grudnia ciągle są dostępne (buraki, brokuły, seler, kalafior itp.). Owoców w marcu nie ma nowych żadnych, ciągle są w sezonie pomarańcze i inne cytrusy.

Co w Polsce było w marcu nowego? A no mamy rzodkiewkę (to tak, jak i w Grecji) i sałatę oraz młodą cebulę dymkę. Pojawiają się zatem nowalijki (yupie!). Z owoców ciągle tylko (albo aż, bo nasze są przepyszne w porównaniu z tymi greckimi) jabłka i gruszki.

A teraz jaką obietnicę niesie za sobą kwiecień, który już tu będzie za 3 dni, dokładnie w piątek. U nas w Grecji pojawi się:
1. Bób (już był na targach wcześniej, ale bardzo malutkie miał groszki, taki dopiero co wyrośnięty był, choć już się nim zajadaliśmy...)
2. Cebula dymka (jak w Polsce)
3. Cukinia (wcześnie, prawda?)
Więcej warzyw niestety już jest poza sezonem. Swój sezon kończy: seler (bye bye ryba po grecku...), endywia, rzodkiewka, fenkuł (tu akurat nie ma rozpaczy, bo to znienawidzone przeze mnie warzywo). W kwietniu możemy się cieszyć ostatnimi zbiorami brukwi, bo w maju już jej nie będzie. Nie ma co prawda nowych owoców, ale już od jakiegoś czasu występujące na targach truskawki będą tanieć i zacznę je kupować. Zawsze daję sobie na nie zielone światło dopiero od kwietnia, bo wcześniej są tylko te gigantyczne rozmiarem, a słabe smakowo. Oficjalnie sezon na truskawki zaczyna się w Grecji w maju.

Co w Polsce nowego w kwietniu? Zmiana jest taka. że jarmuż wychodzi poza sezon, a pojawiają się pomidory (!). To ciekawe. W Grecji, co prawda są dostępne cały rok, ale jest ogromna różnica w jakości między latem i zimą. Oficjalny początek sezonu na pomidory jest tu w czerwcu. 
Na początku wiosny w Polsce można się cieszyć nowalijkami: rzodkiewką, cebulką dymką, sałatą i pomidorami. Widzicie już oczami wyobraźni twarożek z rzodkiewką i dymką na kromce chleba z plasterkiem pomidora? Bo ja widzę ;)

W lutym i marcu przepisu nie będzie, za co przepraszam bardzo bardzo szczerze. Zmobilizuję siły na kwietniowy przepis. Co mamy wspólnego? Cebulę dymkę (zieloną cebulkę inaczej), buraki, kapustę, marchew i pora.

Nie mogę się doczekać piątku, kiedy nieopodal będzie się odbywał targ warzywno-owocowo-rolniczy, który, jak już mówiłam, nazywa się laiki. Można się tam zaopatrzyć także w miód, jajka, ryby i owoce morza oraz nasiona, orzechy, zioła, a nawet ubrania i bieliznę. Główny cel to jednak sprzedaż płodów rolnych przez greckich rolników. Zazwyczaj zaopatruję się tam w warzywa i owoce na cały tydzień, bo ceny i jakość produktów są lepsze niż w supermarketach. W zeszłym tygodniu w piątek było w Grecji święto i nie było laików i daje się to bardzo odczuć w naszej rodzinie. 
Tyle pisania. Na targ, Moi Mili! ;-)

czwartek, 4 lutego 2016

Co w sezonie? Warzywa i owoce dostępne w lutym w Polsce i w Grecji

Moi Mili, oto piszę drugi post z nowej serii: Co w sezonie? Mamy nowy miesiąc już od 4 dni. Zawsze z pewną dozą ekscytacji sprawdzam, jakie nowe warzywa i owoce pojawią się w danym miesiącu. Niestety luty nie przynosi znacznej odmiany. Jest to przecież czas przedwiośnia, najuboższy ze wszystkich w dobra natury, a już szczególnie w Polsce. W Grecji wszystkie te warzywa, które były w sezonie w styczniu ciągle mają swój czas, a do nich dochodzą 3 nowe:
1. Karczochy
2. Rzodkiewka
3. Endywia
Dwa ostatnie warzywa powracają, bo pamiętam, że jesienią też były w sezonie. No i cóż, muszę przyznać, że goniona wewnętrznym pędem nowości, a także wyznaniami mojego partnera jakoby karczochy były jego najulubieńszym z ulubionych warzywem, pobiegłam na laiki (grecki targ) i kupiłam. Po 6 euro za 5 sztuk (!) Cena zwala z nóg. Nie wiem, czy mam uznać karczochy za towar luksusowy czy też żyć nadzieją, że jeszcze potanieją. Karczochy robił Fra zgodnie z przepisem na carciofi alla giudia, czyli karczochy po żydowsku. Generalnie obiera się je, moczy w wodzie z cytryną, smaży na głębokim tłuszczu i doprawia solą i pieprzem. Niczego bardzo fancy nie robiliśmy.
Po sprawdzeniu kalendarza sezonowości w Polsce stwierdzam, że w Polsce stan warzyw i owoców nie zmienia się w stosunku do stycznia. Pozostaje czekać na marzec aż pojawią się jakieś nowości, ale to też jeszcze bez szaleństwa.
Króciutki post mi wyszedł. Czekacie na przepis z wykorzystaniem warzywa sezonowego wspólnego dla Polski i Grecji? Nie będą to karczochy, bo niestety nie do końca wiem, kiedy się pojawiają w Polsce (może mnie oświecicie?), ale też nie mam na nie żadnego fajnego pomysłu. Fra też nie ma, bo odmiana, która występuje w Ligurii pozwala na jedzenie karczochów na surowo. Kiedyś w Genui jadłam pizzę z karczochami, która była bardzo dobra, no ale przepisu niet. Więc co tam nam zostaje wspólnego? Buraki, brukiew, kapusta, por, marchewka, seler. Koło fortuny już się kręci... ;-)

wtorek, 12 stycznia 2016

Co w sezonie? Warzywa i owoce dostępne w styczniu w Polsce i w Grecji

Drodzy Moi, chciałabym, żeby mój blog miał jasne przesłanie i misję, którą jest propagowanie jedzenia warzyw i owoców. Mam jeszcze parę innych, ale ta jest dość istotna ;) Ważne jest, aby jeść warzywa i owoce, które są akurat w sezonie, co znaczy, że w danym czasie następuje ich naturalna zbiórka. Nie jest to jednak łatwe zadanie, ponieważ piszę swojego bloga z Grecji, ale jego odbiorcami są głównie Polacy mieszkający w Polsce (wiem wiem, polonia jest wszędzie, sama nią jestem ;) ). Zauważyłam ogromny rozdźwięk pomiędzy tym, co jest w sezonie w Polsce, a co tu w Grecji. Najbardziej dobitne przykłady: rzodkiewka, która jest nowalijką i mojej polskiej duszy kojarzy się z wiosną i budzącą się do życia przyrodą, tu na targach warzywnych pojawia się w jesieni i w tymże czasie jest tu na nią sezon. Podobnie np. kalafior, który u nas je się latem i wczesną jesienią, tu pojawia się późną jesienią i jest w sezonie zimą, nawet teraz w styczniu. Podobnie z botwinką i młodymi buraczkami. Pamiętacie, że niedawno publikowałam przepis na botwinkę, bo młode buraki są w sprzedaży jakoś od grudnia. 
Ten post będzie poświęcony informacji na temat: jakie warzywa i owoce są w sezonie w tym miesiącu, czyli w styczniu, w Polsce i w Grecji. Wiedzę na ten temat czerpię z Internetu. Może zacznę od Grecji, bo jest tych warzyw tu zdecydowanie więcej do wyboru w styczniu. Co zatem w sezonie:

Warzywa i zioła:

Brokuły
Brukselka
Burak
Kapusta
Marchewka
Kalafior
Seler
Boćwina (nie chodzi tu o liście buraka, ale o zielone liście z tej samej rodziny, po włosku bietole, wyglądają tak: KLIK )
Cykoria
Koperek
Fenkuł
Por
Pietruszka (jej natka, Grecy nie znają korzenia pietruszki, jak i Włosi)
Brukiew
Sałata rzymska
Szpinak

Owoce:

Jabłka
Awokado
Klementynki
Grejpfruty
Cytryny
Pomarańcze
Mandarynki

Jak widać, jest tego sporo, a niektóre z tych warzyw dostępne są u  nas dopiero w lecie. A teraz co w Polsce jest w sezonie (źródło: http://www.produkty-tradycyjne.pl/kalendarz):

Warzywa i zioła:

Brukiew 
Brukselka
Burak
Cebula
Czosnek 
Fasola
Jarmuż (w Grecji niedostępny w supermarketach i sklepach i trzeba go ze świecą szukać...)
Kapusta
Marchewka
Pietruszka (korzeń)
Por 
Seler
Ziemniak
Pieczarki

Owoce:

Jabłka
Gruszki


Pomyślałam, że dobrym sposobem na propagowanie jedzenia warzyw (do owoców nie trzeba aż tak przekonywać) jest pokazanie, w jaki sposób je przyrządzać. Według mnie, większość warzyw w odpowiedni sposób przyrządzona jest pyszna i do każdego warzywa można się przekonać. No chyba że ktoś ma szczególną awersję do czegoś, jak ja do anyżku i dlatego fenkuł zdecydowanie odpada. Ale tylko fenkuł, całą resztę warzyw uwielbiam. Mam taki pomysł na serię postów, każdego miesiąca będę publikować posta informacyjnego, co w sezonie u mnie i w Polsce, a następnie wybiorę jedno warzywo dostępne u mnie i u Was i opublikuję przepis z wykorzystaniem tego warzywa. Co Wy na to? :) Dajcie znać w komentarzach. 

sobota, 2 maja 2015

Moje podejście do odżywiania

Postanowiłam napisać, jak podchodzę do tematu odżywiania siebie i moich bliskich (mały jeszcze na razie pije mleko, ale już niedługo pozna nowe smaki). Pewnie się domyślacie, że aby prowadzić bloga o takiej tematyce, trzeba być jedzeniowym maniakiem. I ja właśnie nim jestem. Dużo czasu poświęcam myśleniu o tym, co zjeść. Ale myślę, że nie jestem w tym jakimś odosobnionym przypadkiem, wystarczy tylko wejść na różne portale społecznościowe czy aplikacje, aż roi się tam od zdjęć tego, co dzisiaj zjadłam na obiad, śniadanie czy deser. Trochę to płytkie, aczkolwiek dobitnie świadczy o tym, jak ważne jest dla nas jedzenie. Ja też często publikuję gdzieś w sieci zdjęcia swojego posiłku, zwłaszcza jeśli jest szczególnie udany. Chcę uwiecznić go zanim zniknie w czeluściach :) 
Jeśli chodzi o to, w jaki sposób się odżywiam, to powiem tak: staram się zdrowo. W dzisiejszych czasach mamy wielki boom na zdrowe odżywianie i fitness. I dobrze. Jest też dużo szumu wokół tzw. organicznego jedzenia. W pewnym momencie ludzie sobie przypomnieli, że należy po prostu jeść to, co wyrosło/wyhodowało się. Trochę to dziwne. Wydaje się oczywiste, a okazało się, że trzeba ludziom o tym przypominać. Zabrnęliśmy za daleko w sztucznym napędzaniu naszego jedzenia, żeby rosło szybciej, większe i żeby przynosiło zyski. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. No bo zachodzę w głowę, jakim cudem trzeba nam teraz płacić więcej, żeby zjeść to, co po prostu wyrosło siłami natury.
Ja nie zaopatruję się w produkty spożywcze w sklepach bio. Nie wybieram też produktów ze specjalnych półek z jedzeniem organicznym, gdzie za pomidory w puszce muszę zapłacić ponad 2 euro, a normalnie ok.1. Może dlatego, że aż tak nie ufam temu, że to jest faktycznie takie bio i że jest dużo lepsze od tego nie bio. Nie wiem. Staram się większość swojego jedzenia robić sama, żeby wiedzieć, co jem. Ale nie wszystko oczywiście robię sama: chleb czy makaron kupuję, a tam też jest duże pole do wmanewrowania czegoś chemicznego. Ostatnio dojrzewam do tego, aby zacząć piec sobie chleb, ale na pewno nie dam rady na bieżąco piec dla siebie. Brak czasu na takie rzeczy niestety. Nie mogę być w 100% pewna, że jem samo zdrowie. Ale przynajmniej staram się, żeby było zdrowo i śledzę różnego typu publikacje na temat zdrowego odżywiania. Właściwie jest teraz tego tyle, że nie możemy zwalać winy na naszą niewiedzę na temat tego, co wybierać. Ja osobiście wiem doskonale, co się kwalifikuje do kategorii "jedz to, bo to zdrowe", a co do kategorii "be". I staram się, idąc do supermarketu, wybierać produkty do tej pierwszej kategorii należące. Wiadomo, jak nie będziesz mieć w domu niezdrowego jedzenia, nie będziesz go jeść.
A zatem. Jakich zasad się trzymam:

1. Jedz owoce i warzywa

Tutaj dużo pisać nie trzeba. Po prostu idąc na zakupy, wkładam do koszyka różnorodne owoce i warzywa, przestrzegając jednak tego, które z nich są w sezonie, żeby nie jeść sztucznie hodowanych. Jeśli włożysz do koszyka banana, a nie chipsy, w chwili gdy dopadnie cię głód, sięgniesz po banana, a nie po chipsy. As simple as that. Niestety nie mogę w mieście sadzić dla siebie warzyw i owoców, choć Francesco posadził ostatnio swoje najukochańsze warzywo w doniczce. Mówię o chilli. Jedzenie owoców i warzyw nie sprawia mi problemu, bo lubię je wszystkie, oczywiście jedne bardziej, drugie mniej, ale czasami jest to kwestia przyrządzenia. Absolutnie kocham smak truskawek i borówek (moje najulubieńsze owoce!), wiśni, białych winogron, pomarańczy. Jeśli chodzi o warzywa moje ukochane to: pomidory (wiem, wiem, to owoce, występują jednak w roli warzyw), papryka, marchewka i oczywiście ziemniak (ci, którzy są ze mną na codzień, wiedzą, że jestem absolutnym maniakiem ziemniaczanym i mogę je jeść o każdej porze i w każdej postaci). Bardzo lubię też rośliny strączkowe i kapary. W Grecji jest to bardzo fajnie urządzone w miastach, w wyznaczony dzień tygodnia w każdej dzielnicy na danej ulicy ma miejsce targ warzywny, owocowy i rybny, gdzie swoimi produktami handlują rolnicy. Właściwie gdziekolwiek nie mieszkałam, zawsze miałam ten targ blisko, kilka ulic dalej. Chyba nie muszę pisać, że te warzywa i te owoce są najlepsze.

2. Zajadaj dużo zielonych liści

To będzie właściwie kontynuacja punktu pierwszego, wszak sałaty zaliczają się do warzyw. Jednakowoż chciałam podkreślić, że od jakiegoś czasu wyrobiłam sobie, idąc za przykładem szacownej teściowej, nawyk jedzenia sałat po obiedzie (jeśli obiadu nie stanowi jakaś sałatka) i po kolacji. Jest to obyczaj typowy dla włoskiej kuchni. Dlaczego? Zielone liście obfitują w wiele cennych składników, takich jak: witamina C, witamina A, kwas foliowy, potas, magnez, wapń, mniejsze ilości witaminy E oraz witamin z grupy B oraz antyoksydanty. I tu znowu staram się nie kupować gotowych miksów, ale kupić powiedzmy 3 rodzaje liści i je własnoręcznie umyć, osuszyć i podrzeć. Bardzo ładnie wizualnie prezentuje się połączenie jakiejś purpurowej sałaty jak np. cykoria czy sałaty dębolistnej z zieloną, plus do tego obowiązkowo moja ukochana rukola. Często mieszam również świeży szpinak. Tak przygotowany miks, posypujemy solą (my używamy różowej soli z Himalajów), a następnie skrapiamy octem (balsamicznym, winnym lub jabłkowym) i oliwą z oliwek. 

3. Trzymaj się z daleka od soków i napojów w kartonach oraz napojów gazowanych

Nie piję w ogóle powyżej wymienionych. Soki owocowe nie mają z owocem nic wspólnego, za to z cukrem wiele. Spożywając taki sok, możemy wyczerpać swój tygodniowy limit spożycia cukru. Mówię również o coca coli. Piję tylko i wyłącznie wodę mineralną (z konieczności niegazowaną, ponieważ w Grecji nie ma wód gazowanych, i tęsknię za naszą Muszynianką), herbatę czarną i zieloną, herbaty ziołowe (moje ulubione to melisa i rumianek), kawę (1 moka dziennie) i soki świeżo wyciskane z owoców. Jeżeli chodzi o wyciskanie soków mamy w domu wyciskarkę do owoców cytrusowych, marzy mi się jednak taki prawdziwy sokownik. Kiedyś u koleżanki piłam przepyszny sok wyciśnięty z marchwi, jabłka i jakiegoś jeszcze owocu - wspaniały! Jeśli mowa o dopajaniu, wspomnę, że uwielbiam tzw. smoothies. Z racji tego, że mój Francesco nie toleruje mleka krowiego, a żeby i jego do smoothies przekonać, zaczęłam używać mleka migdałowego. Mam jeszcze zamiar wypróbować mleko sojowe i kokosowe, do tej pory nigdy nie miałam przyjemności. 

4. Wybieraj produkty zdrowe

Brzmi jak ogólnik, ale wiadomo, o co chodzi. Pisałam już o tym na wstępie. Mamy obecnie ogromną bazę wiedzy na temat tego, co zdrowe, a co nie. Mówiąc zdrowe, mam w tym momencie na myśli produkty, których wartości odżywcze zostały zbadane naukowo i określone jako dobroczynne dla naszego organizmu. Staram się sięgać po nie, tak więc wybieram np. kasze, ryż brązowy, owoce, warzywa, nabiał, chude wędliny, chude mięso, ryby, pieczywo wieloziarniste, czy też produkty z listy tzw. superfoods: jagody goji, borówki czy awokado. 



Z wieloma z tych produktów mam problem, jak np. z awokado czy z kaszami, bo nie wiem, jak je przyrządzać, ale wówczas szukam w internecie przepisów i staram się je wprowadzać do swojego jadłospisu. Pod to hasło podpięłabym również fakt poszerzania przeze mnie wiedzy na temat wartości odżywczych oraz kalorycznych poszczególnych produktów. Wartości odżywcze dopasowuję do swojej kondycji w danym momencie oraz zgodnie z zaleceniami lekarza. Z racji tego, że tracę dużo białka wraz z moczem, muszę jeść dużo produktów bogatych w białko, jak kurczak, jajka, nabiał, strączkowce czy kasze. Ciąża przyczyniła się do wystąpienia u mnie anemii, dlatego starałam się jeść produkty bogate w żelazo.
Nie znaczy jednak, że jem tylko i wyłącznie pumpernikiel i ryż brązowy. Owszem bardzo często jem białe pieczywo i biały ryż, bo je po prostu lubię. Pewnych rzeczy nie umiem się wyrzec ze względu na to, że kocham ich smak. Nie jestem maniakiem czekolady i słodyczy, problematyczne są dla mnie inne produkty z tej "złej listy". Na przykład uwielbiam boczek i jego smak i to, co z jego użyciem się robi. Dlatego więc robię sobie jajecznicę na boczku czy też wcinam carbonarę. Moje podejście jest takie, że dla smaku czasem można sobie pofolgować. Jeśli staramy się jeść zdrowo i chudo, sporadycznie można wpleść w to coś, co nie jest już aż takie zdrowe czy lekkie, jeśli to lubimy. W końcu jedzenie to jedna z największych przyjemności w życiu :)

5. Staraj się przyrządzać swoje posiłki, ale jeśli nie możesz, zamawiaj z głową

Myślę, że dużą częścia zdrowego odżywiania jest przygotowywanie samemu swoich posiłków od początku do końca. Jeżeli jednak stanie się tak, że nie mamy na to czasu i musimy skorzystać z jedzenia na wynos lub na telefon, wybierajmy z głową. My często zamawiamy albo pizzę albo chińskie jedzenie. Jedno i drugie z w miarę pewnego źródła, jedzenie wydaje się robione ze świeżych składników. Myślę, że jeśli mamy do wyboru pizzę i hamburgera czy gyros, pizza jest tu lepszą opcją. W zdrowym odżywianiu chodzi o nasze wybory przede wszystkim.

Na chwilę obecną zdaje mi się, że wyczerpałam temat. Chętnie usłyszę Wasze opinie na temat zdrowego odżywiania i komentarze do mojego wywodu.

niedziela, 6 października 2013

Dzień Obfitości


Dzień okazał się słoneczny i ciepły, wprost idealny na wycieczkę i spędzanie czasu na łonie natury. Pojechałam dziś do ekologicznego ogrodu w północno-wschodnim Londynie, a dokładniej w Hainault, żeby uczestniczyć w evencie, o którym wspominałam w poprzednim poście. Zorganizowana tam impreza pod nazwą Dzień Obfitości miała na celu pochwalenie się bogatym tegorocznym zbiorem oraz promowanie żywności ekologicznej. Do kupienia były miód z tamtejszej pasieki, dżemy i przetwory zrobione z owoców i warzyw wyhodowanych na ich działkach, można było napić się soku ze świeżo wyciśniętych jabłek oraz dowiedzieć co nieco na temat leczniczych właściwości ziołowych herbat. Wszystko to w otoczeniu rosnących sobie spokojnie na grządkach warzyw. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ludzkość w swoim rozwoju zatoczyła jakby krąg i zaczyna powracać do tego, co było. Zdaje się, że nasza ogólna kondycja jest dość kiepska, skoro musimy sobie przypominać, jak dobrze jest zjeść coś, co po prostu wyrosło z ziemi, w odpowiednim dla siebie tempie i na tyle, na ile było w stanie, i że to wszystko, co wyrosło z ziemi jest do naszego użytku i ma nam służyć. Skąd wynika nagły entuzjazm dla ekologicznych upraw, ogródków, działek, pasiek i farm?