Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gluten free. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gluten free. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 lutego 2019

Bigos - moja miłość

Nie interesuje mnie, że nie wstrzelam się z daniem w okazję. Podczas gdy inni publikują szparagi i trufle czekoladowe, ja publikuję bigos. Bo oto dzisiaj pierwszy raz zrobiłam to moje ulubione danie kuchni polskiej. Dlaczego dopiero teraz? Ano tak jakoś wyszło. Wspominałam tutaj może, że bardzo dawno temu, tak dawno, że jeszcze wtedy nie gotowałam, natchnęło mnie, żeby poprosić moją mamę o podanie mi przepisów na wszystkie jej popisowe dania. Spisałam jej słowa, prawie bez redakcji w takim szczególnym zeszycie. I miałam w nim przepis na bigos. Wiele lat nie spożytkowany. Aż do dziś. Francesco jakoś niedawno gmerał, że czemu nie zrobię bigosu. Wykręcałam się brakiem potrzebnych składników. Wczoraj spotkałam się z dziewczynami, z którymi razem tworzymy tu w Genui stowarzyszenie "Bratanki" i jakoś tak się złożyło, że byłam w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu, aby brakiem składników nie móc się już zasłonić. W restauracji Kowalski zepsuła się lodówka i Agnieszka, moja koleżanka i współwłaścicielka, dała nam po siatce pełnej polskich dóbr. Mnie przypadła m.in. kapusta kiszona i kiełbasa śląska... No i sami widzicie...
Postanowiłam, że now or never. Dokupiłam brakujące składniki i zabrałam się do dzieła. Trzy godziny z życia wyjęte, ale jaka za to nagroda..! Bigos wyszedł jak ten mojej mamy. Poczułam się chwilę jak w domu. A to, wiadomo, jak karta Mastercard - bezcenne. 
Publikuję tu przepis mamy i wykonanie krok po kroku, jak to robiłam dzisiaj.


Składniki:

800 gr kapusty kiszonej
800 gr kapusty świeżej 
400 gr kiełbasy (u mnie śląska)
640 gr łopatki wieprzowej
ok. 200 gr przecieru pomidorowego
2 cebule
2 kostki rosołowe
odrobina oleju
liść laurowy
angielskie ziele
pieprz

Wykonanie:

Zaczynamy od pokrojenia kapusty świeżej. Kapustę dajemy do garnka, zalewamy wodą tak, aby woda pokryła kapustę i dajemy na palnik do zagotowania. Gdy kapusta zawrzy, odlewamy z niej całą wodę i wlewamy nową, gorącą wodę. Dodajemy 2 kostki rosołowe i gotujemy kapustę do miękkości przez ok. 15-20 minut. W tym czasie kroimy łopatkę w kostkę. Pokrojone mięso dusimy w wodzie z liściem laurowym, paroma ziarenkami ziela angielskiego i pieprzem do miękkości. Kroimy kiełbasę w półplasterki, a cebulę w miarę drobno. Cebulę i kiełbasę podsmażamy razem na patelni. Oceńcie sami, czy potrzebny jest tu olej do smażenia. U mnie nie było trzeba go użyć, bo kiełbasa puściła swój tłuszczyk, a cebula soki. Po usmażeniu wyłączamy ogień i zostawiamy wszystko na patelni. Zauważcie, że używamy już 3 palników (szaleństwo!). Wracamy do kapusty świeżej. Do tego czasu powinna już być ugotowana. Wycedzamy z niej wodę do garnka, w którym będziemy gotować kapustę kiszoną. Gotową kapustę odstawiamy na bok. Jeśli mięso jest już gotowe, odcedzamy z niego wodę i również odstawiamy je na bok. Zabieramy się za kapustę kiszoną. Odlewamy z niej wodę i kroimy na mniejsze kawałki. Dodajemy ją do garnka z wodą po poprzedniej kapuście i gotujemy do miękkości. Zajmuje to o wiele więcej niż ugotowanie świeżej kapusty, bo nawet do godziny czasu. 

Kiedy kapusta kiszona jest ugotowana i miękka, wycedzamy z niej całą wodę i następuje moment łączenia wszystkich składników: dwa typy kapust, kiełbasa z cebulą oraz mięso wieprzowe. Mieszamy dokładnie wszystkie składniki ze sobą. Na końcu dodajemy słoiczek przecieru pomidorowego wymieszany z niedużą ilością przegotowanej wody oraz dopieprzamy. Mieszamy jeszcze raz baaaaardzo dokładnie i voila! 3 godziny później i bigos jest :)

Wyszło mi 8 porcji jedzonych bez niczego (chleba, ziemniaków itp.).


niedziela, 20 maja 2018

Smoothie morelowe

Ktoś tu, moi drodzy, właśnie zakupił nowy, mocny blender ze szklanym pojemnikiem <dumna>. I nie zawaha się go użyć :) Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam był oczywiście mój ukochany hummus, na który przepis znajdziecie tutaj CLICK, Ten przepis jest idealny, ostatnio odkryłam, że bez soli jest również bardzo dobry (sól już przecież jest w cieciorce, jeśli kupujecie w puszce lub jeśli gotujecie w osolonej wodzie). Ale ja nie o tym. Zaczęłam eksperymenty z różnymi rodzajami smoothie. 
Dzisiaj rano niechcący wyszło mi super smoothie morelowe. Francesco zażyczył sobie smoothie truskawkowo-bananowego, ale że nie mieliśmy w domu żadnego z tych owoców, zrobiłam smoothie z tego, co miałam i wyszło... zadziwiająco truskawkowe. Miało posmak truskawkowy, nie wiem, jak to wytłumaczyć :) Pyszne i zdrowe. Dzielę się przepisem.

Photo by Sonnie Hiles on Unsplash

Składniki na 1 ogromną porcję lub 2:

1 słodka pomarańcza
4 bardzo dojrzałe morele (mięciutkie)
125 gr jogurtu naturalnego
1 łyżka miodu

Wykonanie:

Obieramy dokładnie pomarańczę, usuwając białe narosty, i kolejne jej kawałki wrzucamy do blendera. Wybieramy te morele, które są bardzo miękkie, tak, że prawie rozchodzą się w palcach i obieramy je ze skórki oraz usuwamy pestkę. Dodajemy do blendera wraz z łyżką miodu i blendujemy. Kiedy są już dokładnie zblendowane, dodajemy jogurt i jeszcze włączamy na sekundę blendowanie, aby połączył się z pozostałymi składnikami. I gotowe. Można rozlewać do szklanek. 

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Ratatouille albo ratatuj

Zawsze poszukuję przepisów na dania warzywne, które równocześnie są syte i pełne różnorodnych smaków, aby je przyrządzać w poniedziałki, w tzw. meatless Mondays. Staram się jeden dzień w tygodniu jeść nie tylko bezmięsnie, ale i wegańsko. To danie jest jednym z tych, które wykorzystuję. Ratatouille albo ratatuj to nie tylko nazwa kreskówki, ale i danie pochodzące z kuchni francuskiej, w całości warzywne. Wykorzystuje warzywa, których szczyt sezonu przypada w Polsce na sierpień, a tu jakoś cały rok spotyka się: bakłażana, cukinię, pomidory i paprykę. Nie jest tajemnicą, że uwielbiam paprykę i każde danie z jej dodatkiem będzie mi smakować :) Nie mogłam jednak do pewnego momentu znaleźć dobrego przepisu na ratatuj. Ale o to jest, znalazłam i zapisuję tu - w mojej wirtualnej książce kucharskiej, na moim blogu. Stosuję wymiennie z leczo (bez bakłażana) czy z peperonatą (sama papryka z cebulą) do podawania z kaszą, ryżem lub quinoą. Ten przepis jest może bardziej czasochłonny, ale efekt jest taki, że warzywa nie są rozgotowane, zachowują swój kształt i smak. I uwaga! W przepisie nie ma soli!

Składniki:

2 bakłażany
4 małe cukinie (ja wolę cukinie o ciemnozielonej skórce niż te jasnozielone)
2 papryki o różnych kolorach
4 średnie pomidory albo puszka krojonych pomidorów (passata też może być)
średnia cebula
3 ząbki czosnku
świeża bazylia
inne zioła: tymianek, oregano, zioła prowansalskie, natka pietruszki (opcjonalnie)
papryczka chili (opcjonalnie)
odrobina octu winnego
1 łyżeczka cukru (obojętnie jakiego)
oliwa z oliwek

Wykonanie:

Wykonanie zaczynamy od umycia warzyw i pokrojenia ich. Bakłażana kroimy wzdłuż, a potem jeszcze na połowę wzdłuż i kroimy na plasterki. Cukinie kroimy w plasterki. Paprykę kroimy w kostkę. Cebulę można pokroić trochę grubiej, nie musi być drobniutka kostka. Czosnek obieramy i kroimy w plasterki. Jeśli używamy świeżych pomidorów, należy sparzyć je, naciąć i obrać ze skórki. Następnie kroimy je, usuwając nasionka. Rozgrzewamy patelnię, wlewamy na nią oliwę i przesmażamy bakłażany, mają się ugotować, ale nie rozgotować. Tak samo przesmażamy cukinie i paprykę. Po ugotowaniu wyjmujemy na miskę. Warzywa mają być ugotowane, ale nie za bardzo, będą miały jeszcze swoje 5 minut w sosie.
Przystępujemy do przygotowania sosu. W garnku rozgrzewamy oliwę i szklimy cebulę. Do cebuli dodajemy czosnek, mieszamy i przesmażamy. Następnie dodajemy cukier i wlewamy ocet winny (czerwony najlepiej), mieszamy składniki razem, po czym dodajemy pomidory (świeże lub z puszki). Mieszamy całość i doprowadzamy do zagotowania się. Dodajemy zioła, bazylię i inne według uznania, oraz, jeśli nie boimy się ostrości, papryczkę chili, przykrywamy garnek i obniżamy ogień do minimum. Sos ma się tak gotować przez 20 min. Po upływie tego czasu dodajemy do garnka wcześniej przesmażone warzywa: bakłażana, cukinie i papryki. Mieszamy wszystko razem, aby warzywa połączyły się z sosem pomidorowym, przykrywamy i zostawiamy na minimalnym ogniu na 5 min. Po tym czasie, jeśli w garnku mamy za dużo wody, wyparowujemy jej nadmiar, podkręcając ogień na większy. Po uzyskaniu pożądanej konsystencji danie jest gotowe.
Smacznego!

wtorek, 26 grudnia 2017

Sałatka z porem, której nie jadłam od prawie 25 lat

Mam ze sobą na emigracji taki zeszyt. Jest to w zasadzie zeszyt do ćwiczeń z nie pamiętam jakiego przedmiotu na pierwszym roku studiów, który użyłam na nowo, kiedy to zmusiłam moją mamę do przekazania mi przepisów na dania, które funkcjonują w naszej rodzinie, niektóre od pokoleń myślę. Jakoś niedawno przyszła do mnie myśl, że w tym zeszycie mam przepis na sałatkę z porem, której nie robi się u nas w domu ani u mojego rodzeństwa. Kiedyś, kiedy byłam jeszcze w szkole podstawowej, jadłam u mojej przyjaciółki z dzieciństwa tą sałatkę i mi bardzo posmakowała. Poprosiłam ją o przepis, ale ona powiedziała, że musi go zdobyć od autorki, czyli teściowej jej brata. Teściowa łaskawie podzieliła się ze mną przepisem, który ja zapisałam potem w tym zeszycie i od tego czasu nigdy go nie wykorzystałam (!). No i właśnie niedawno, na początku grudnia przyszła do mnie ta myśl, żeby może odtworzyć ten smak dzieciństwa i zobaczyć, czy nadal mi będzie smakował. Był tylko jeden problem: sałatka wymaga użycia musztardy krem z gorczycy z miodem krakowskiej firmy Konik, której oczywiście znikąd w Genui nie mogę dostać. Podzieliłam się swoimi pragnieniami i problemami ekspatriantki na mojej stronie na Facebooku, jakoś tak, jak dzielę się wszystkimi moimi ochotami czy zachwytami smakowymi. Moje zaskoczenie było ogromne, kiedy napisała do mnie moja koleżanka z mojej ostatniej pracy w Polsce, oferując przysłanie mi paczki z tąże musztardą (i innymi produktami wedle życzenia). Niesamowity gest i z tego miejsca chcę jeszcze raz podziękować gorąco kochanej Iwonie Bąk za tą cudną niespodziankę. Paczka z musztardą przyszła w piątek przed samym weekendem świątecznym, więc nie było już wymówek, tylko robić sałatkę. Zaoferowałam mojej włoskiej rodzinie, że pojawię się z "insalata russa polacca" w Boże Narodzenie, na co oni przyklasnęli, bo już wcześniej robiłam dla nich jarzynówkę i meksykańską, o czym pisałam w tych dwóch postach KLIK i KLIK. Cóż mogę powiedzieć, moje gusta kulinarne się nie zmieniły, sałatka i tym razem podbiła moje (i całej włoskiej rodziny) podniebienie. Post i danie zdecydowanie od teraz dedykowane mojej przyjaciółce z dzieciństwa Jasi i teściowej jej brata oraz Iwonce. Idealna na święta i na imprezę sylwestrową, w zasadzie bez okazji też świetnie się nada ;) Zrobiłam z połowy sugerowanych składników.


Składniki:

2 pory, część biała
150-180 gr ogórków kiszonych (najlepiej użyć domowych)
6 jaj ugotowanych na twardo
220 gr tartego sera żółtego (najlepiej sprawdza się ser typu cheddar, ja użyłam holenderskiego sera extra belengen, zamawianego przez moją znajomą Holenderkę z Holandii)
1 puszka groszku
170 gr jogurtu greckiego (w oryginalnym przepisie jest kwaśna gęsta śmietana)
4 łyżki czubate majonezu
4 łyżki musztardy krem z gorczycy z miodem firmy Konik
pieprz czarny i sól do smaku

Wykonanie:

Pory kroimy wzdłuż na pół i potem na plasterki. Następnie przekładamy je na sito i przelewamy wrzącą wodą, po czym zimną wodą z kranu. Zostawiamy je do ocieknięcia. Ważne jest, żeby je dokładnie osuszyć, ja potem wyłożyłam je jeszcze na talerz wyłożony podwójnym ręcznikiem papierowym, żeby wchłonął wilgoć. Kroimy w drobną kostkę jajka, ogórki i odcedzamy groszek. Wszystkie razem łączymy w naczyniu, w którym będziemy mieszać sałatkę. Dodajemy do tego świeżo starty na grubych oczkach ser żółty. Doprawiamy solą i pieprzem według uznania, uwzględniając słoność użytego majonezu. Całość polewamy wymieszanym wcześniej sosem majonezowo-musztardowo-jogurtowym i dokładnie mieszamy całość. Sałatka musi zostać schłodzona w lodówce przez jakiś czas, również po to, żeby jej składniki miały szansę się "przegryźć". I smacznego!

niedziela, 24 września 2017

Sos z włoskiej kiełbasy z polentą - danie zimowe z północnych Włoch

Klimat północnych Włoch nie jest tak łagodny, jak południowych i w zimie potrafi być naprawdę zimno. Mieszkańcy północnych regionów, zwłaszcza wiejskich, wykształcili swoje sposoby na ogrzanie się i przetrwanie chłodniejszych miesięcy. Jednym z nich jest polenta z sosem - danie rustykalne i bardzo proste do zrobienia, a przede wszystkim przepyszne. Ponoć Włosi z południa nazywają tych z północy polentoni. My w czwartek wróciliśmy z Polski z mocnym postanowieniem niejedzenia już kiełbas, ale tak jakoś wyszło, że dziś na obiad był sos z kiełbaskami z polentą... Słowem wyjaśnienia, kiełbasa włoska, czyli salsiccia, jest z surowego mięsa wieprzowego, więc nie da się jej jeść zanim ją ugotujemy. Polentę wykonuje się natomiast z mąki lub kaszki kukurydzianej, jest więc gluten free. Ja polecam pójść na łatwiznę i zakupić tą wcześniej podgotowaną, aby skrócić czas jej przygotowania. 
Jest to solidne danie, które przypomina trochę kuchnię polską ze względu na użycie wieprzowiny i jego sytość. Polecam wypróbować w tym sezonie szczególnie.



 

Składniki:

Na sos :

pół cebuli pokrojonej drobno
ząbek czosnku pokrojony drobno
garść pokrojonego drobno selera naciowego
pół marchewki (opcjonalnie) 
garść suszonych grzybów leśnych (najlepiej prawdziwków) namoczonych we wodzie
3 włoskie kiełbaski (tzw. salsicie)
1l passaty pomidorowej
szczypta soli, pieprzu i cukru
pół papryczki chili (opcjonalnie)
oliwa z oliwek do podsmażenia

Polenta:
375 gr polenty już podgotowanej (czas jej przygotowania to 8 min., my użyliśmy polenty firmy Valsugana)

Wykonanie:

Wykonanie sosu: 
Wykonanie zaczynamy od pokrojenia drobno cebuli, czosnku, selera naciowego, marchewki i chili (jeśli używamy) oraz namoczonych grzybów i ich podsmażenia w garnku na niewielkiej ilości oliwy. Do tego dodajemy kiełbaski w błonie (można też wycisnąć samo mięso z błony, jeśli ktoś woli w ten sposób) i podsmażamy do czasu, gdy zbrązowieją lekko. Następnie wlewamy do garnka passatę pomidorową i przyprawiamy całość szczyptą soli, pieprzu oraz cukru. Tak połączone składniki muszą się gotować na minimalnym ogniu przez 2 godziny.

Wykonanie polenty:
Według instrukcji na opakowaniu: doprowadzamy do zagotowania 1,5 l osolonej wody, kiedy wrzy, wsypujemy polentę, bezustannie energicznie mieszając w jednym kierunku. Po około 5-8 minutach polenta jest gotowa do serwowania na talerze. Polewamy ją sosem z kiełbaskami. Wierzch Włosi posypują tartym parmezanem oczywiście ;)
Polenty zazwyczaj zostaje i po czasie twardnieje. Włosi kroją ją i smażą, aby wykorzystać pozostałości.

wtorek, 5 września 2017

Sałatka ziemniaczana z wasabi

Bohaterką tego posta będzie moja znajoma, z którą zaprzyjaźniłam się po przyjeździe do Genui. Przeprowadzka do Genui oznaczała dla mnie konieczność zaklimatyzowania się w trzecim obcym dla mnie kraju (po Wielkiej Brytanii i Grecji). Oprócz znajomych Franceska nie miałam tu prawie nikogo, a teraz jeszcze jestem mamą. W Atenach moją mamą, teściową i całą wioską (It takes a village to raise a child) była dla mnie grupa na Facebooku Foreign mothers and mothers-to-be living in Athens. Postanowiłam taką samą założyć w Genui, aby, obchodząc barierę językową, stworzyć sobie grupę wsparcia mam angielskojęzycznych lub tych znających język angielski. Wtedy poznałam Maeve, mamę 6-letniej Silvii i Niccolo, który jest o 2 miesiące młodszy od mojego syna. Maeve jest Chinką z Singapuru, jedyną osobą, którą znam z tego kraju. Przez jej pryzmat poznaję Singapur. Wymieniamy się wiedzą na temat kuchni naszych korzeni.
Dzisiaj przedstawię Wam przepis na przepyszną sałatkę, którą włączyłam do swojej rodzinnej książki kucharskiej dzięki Maeve. Ziemniaki, chrupiący boczek i wasabi, a więc to, co lubię. Sałatka świetnie nadaje się na imprezę domówkę, na grilla albo po prostu na rodzinną niedzielną kolację (małe dzieci jednak nie będą jej jeść ze względu na chrzan japoński). Mówię niedzielną, bo jak dla mnie jest to raczej danie na tzw. "cheat day" ze względu na boczek i majonez w jej składzie. Zapraszam do zapoznania się z przepisem.



Sałatka ziemniaczana z wasabi

 

Składniki:

0,5 kg ziemniaków
150 gr boczku wędzonego
4 laski selera naciowego
2 garści pokrojonej zielonej cebulki
170 gr majonezu
3 łyżki wasabi (ilość wasabi proszę regulować zgodnie ze swoim smakiem i odpornością, jak dla mnie mogłyby to być nawet więcej niż 3 łyżki)
sok wyciśnięty z połowy dużej cytryny
sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

Zaczynamy cały proces od umycia ziemniaków i ugotowania ich w mundurkach. Ziemniaki sprawdzamy najlepiej, wbijając nóż w najszerszym miejscu największego z nich. Jeśli nóż wchodzi gładko, ziemniaki są ugotowane. Nie przegotujmy ich, muszą trzymać formę, aby ładnie się prezentować w sałatce. Ugotowane ziemniaki przestudzamy, obieramy ze skórki i kroimy w dużą kostkę. W czasie kiedy gotują się ziemniaki, możemy przystąpić do przygotowania boczku. Wszystko zależy od tego w jakiej formie go kupiliśmy. Jeśli jest w całości, musimy go pokroić w drobną kostkę, jeśli w plasterkach, kroimy na mniejsze części. Ja kupiłam już pokrojony w kostkę. Należy go wyłożyć pokrojonego na patelnię i na bardzo niskim ogniu podsmażać aż do momentu, gdy boczek będzie chrupki. Boczek przekładamy do miski z pokrojonymi ziemniakami bez tłuszczu, który z niego wytopiliśmy. Seler naciowy kroimy w półksiężyce i dodajemy wraz z zieloną cebulką do miski z ziemniakami i boczkiem. Przystępujemy do przygotowania sosu. W miseczce mieszamy majonez z wasabi, sokiem z cytryny i doprawiamy go solą i pieprzem. Całość mieszamy dokładnie i zalewamy nasze składniki. Wszystko razem mieszamy najlepiej plastikową lub drewnianą łyżką, aby nie rozpaćkać naszych ziemniaków (w zależności od rodzaju ziemniaków może być z tym różnie, a dobrze, żeby ziemniaki zachowały kształt kostki ;) ). Sałatka musi "oddychać" minimum godzinę w lodówce przed podaniem, ale nie dłużej niż 2 godziny. 
Smacznego!

wtorek, 22 sierpnia 2017

Parmigiana, czyli sezon na bakłażany w pełni

Kochani, wiem, że nie było mnie tu za długo. Przykro mi z tego powodu. Zapewniam, że mam ogromną, trwającą już czwarty rok chęć pisania o jedzeniu i całą masę rzeczy w głowie i na talerzu, którymi chcę się podzielić z Wami. Na Facebooku zapewniliście mnie, że moje pisanie komuś się przydaje i daliście naprawdę pozytywnego kopa do działania. Będzie ciekawie, będzie zdrowo i będzie pysznie. 
Mamy koniec sierpnia. Sezon na bakłażany jest w swoim szczycie. Widzę w sieci, że robicie ratatuje, makarony alla norma i inne pyszne dania, a mnie wzięło na zrobienie parmigiany, którą dotąd jadłam tylko wykonaną przez Franceska lub teściową. Nie jest to przepis szybki, łatwy i przyjemny, jakie lubię, ale jego efekt finalny wynagradza ciężką pracę ;) Poza jego smakiem, ważne jest dla mnie to, że wspiera moje dążenia do niejedzenia mięsa zbyt często. Po przeprowadzce do Włoch niestety zaczęłam jeść znowu wędliny i mięso czerwone. W tym momencie staram się nad tym zapanować i jeść mięso czerwone tylko dwa razy w tygodniu. Parmigianę zrobiłam dzisiaj na kolację. Jest bardzo sycąca, nawet dla mojego partnera, który zazwyczaj, jak to typowy mężczyzna, musi konkretnie sobie podjeść, a najlepiej mięsem ;) 
Tak więc idealna w sierpniu, na meatless Monday i dla wegetarianów, ale wymaga poświęcenia odrobiny więcej czasu. Nie muszę chyba pisać, że to danie kuchni włoskiej. Zapraszam!

 

Parmigiana di melanzane

 

Składniki  na ok. 6 porcji:

Ok. 1,5 kg bakłażanów (u mnie to były 2 pokaźne)
150 gr tartego parmezanu
2 puszki pomidorów krojonych na sos lub ok. 900 ml passaty pomidorowej
250 gr mozzarelli
ząbek czosnku
świeże liście bazylii
oliwa z oliwek
pieprz, sól, szczypta cukru do sosu
sól gruba morska do posypania bakłażanów

Wykonanie:

Zaczynamy całą dość długą operację od umycia bakłażanów, odcinamy ich charakterystyczny łepek i tniemy je wzdłuż na 4-5 mm grubości plastry. Po pokrojeniu najlepiej ułożyć je na sitku lub kratce (żeby woda mogła swobodnie z nich wykapać), posypać solą, jeśli mamy najlepiej grubą, i przycisnąć talerzem i czymś ciężkim. W ten sposób przygotowane bakłażany zostawiamy na minimum godzinę, ale najlepiej na kilka godzin. Wypłynie z nich mnóstwo wody, co ustrzeże danie przed zbytnią ilością płynów w końcowym efekcie.

W tzw. międzyczasie można przygotować sos pomidorowy. Rozgrzewamy oliwę na patelni i opiekamy na niej przez chwilę czosnek. Kiedy czujemy jego piękny zapach, a kolor czosnku zrobi się lekko brązowawy, wlewamy na patelnię pomidory lub passatę. Doprawiamy je solą, pieprzem, szczyptą cukru oraz porwanymi liśćmi świeżej bazylii. Kiedy pomidory zawrzą, zniżamy ogień i zostawiamy je gotujące się pod przykryciem przez ok. 35 min. Jeżeli sos jest zbyt wodnisty, w końcowym etapie podkręcamy ogień na większy i ściągamy przykrywkę, aby wyparować nadmiar wody. Sos ma być gęsty w miarę.

Bezpośrednio przed rozpoczęciem właściwego procesu przygotowywania dania myjemy bakłażany z soli i osuszamy czystą ścierką lub ręcznikami papierowymi. Następnie smażymy bakłażany na patelni z obu stron aż do ich zmięknięcia i układamy na talerzu wyłożonym ręcznikiem papierowym, aby wchłonął nadmiar oleju.

Kroimy w kostkę mozzarellę i trzemy parmezan.

Mamy już gotowe wszystkie składniki, dlatego możemy przystąpić do ich składania w całość. Potrzebujemy naczynie żaroodporne o wymiarach 20x30 cm. Smarujemy jego dno sosem pomidorowym, na którym układamy warstwę bakłażanów. Smarujemy je sosem pomidorowym i posypujemy kosteczkami mozzarelli. Ponownie układamy warstwę z bakłażanów, smarujemy ją sosem i posypujemy mozzarellą. Całość posypujemy startym parmezanem i gotowe.

Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni i pieczemy danie przez ok. 40 min.

Smacznego!

czwartek, 7 kwietnia 2016

Wegańska zupa z soczewicy

Pamiętacie zapewne mój przepis na pyszną zupę z soczewicy, który publikowałam jakiś czas temu (przepis TUTAJ). Widzę, że przepis ten cieszy się sympatią tych, którzy dotarli przez sieć do Rozmarynowego i raduje mnie to bardzo. Od tamtego czasu trochę się zmieniło w moim sposobie odżywiania się. Pewnie część z was zauważyła na facebooku, że od 28 października zeszłego roku przestałam jeść mięso czerwone (wołowinę, wieprzowinę, jagnięcinę, baraninę, mięso kozie itd.). Wiąże się to ze względami zdrowotnymi, a ściślej mówiąc, z raportem World Health Organization, który zalicza mięso czerwone i jego przetwory do czynników rakotwórczych. Zachęcam do przeczytania informacji na ten temat w sieci, ja podsyłam link do strony WHO na ten temat w języku angielskim: KLIK
Sam fakt niejedzenia mięsa czerwonego nie czyni mnie weganką, ba! nie czyni mnie nawet wegetarianką, co niektórzy mięsożercy mi już przypisują ;) Jem i nie zamierzam nigdy porzucić jedzenia ryb i owoców morza, jem też 1-2 porcji mięsa z kurczaka tygodniowo (jednak nie polędwicę czy np. boczek z indyka). Jednakowoż niektóre potrawy, które dotąd lubiłam i robiłam, musiały pójść w odstawkę. Tak właśnie stało się z moją wyśmienitą zupą z soczewicy. Długo poszukiwałam jej substytutu w wersji bezmięsnej i w końcu znalazłam. Przepis jest odpowiedni dla wegetarian. Jego zaletą jest również to, że świetnie nadaje się dla niemowlaków (i tutaj pozostawiam do rozeznania mam od jakiego wieku, ja podawałam zupę z soczewicy mojemu synowi od 9 miesiąca, choć na Zachodzie podaje się ją już od 6 miesiąca, czyli jako jeden z pierwszych pokarmów).
Mnie osobiście ta zupa przypada szczególnie do gustu ze względu na kombinację pomidorowo-paprykową, którą uwielbiam, oraz dlatego, że jest gęsta, lekko pikantna, po prostu pyszna ;)



Składniki:

120gr cebuli
2 średnie marchewki
2 papryki (obojętnie, jaki kolor)
100gr zielonej soczewicy
1 duży ziemniak
280gr pomidorów (swieżych lub 1 puszka krojonych)
1l rosołu warzywnego lub z kurczaka (jeśli nie mamy, może być woda)
1 ząbek czosnku
oliwa z oliwek do podsmażenia
Przyprawy: sól (płaska łyżka), pieprz, słodka papryka w proszku, chili (sproszkowane lub 1 papryczka)
Tarty parmezan do posypania (opcjonalnie)

Wykonanie:

Pewnie sobie wyobrażacie, że zaczynamy od pokrojenia warzyw. Tak więc marchewkę kroimy albo w talarki, a jeśli ma to jeść maluch, to kroimy w drobną kosteczkę. Paprykę kroimy w kostkę, cebulę albo w kostkę albo w pióra. Czosnek kroimy w półplasterki. Ziemniaka obieramy i kroimy tylko na ćwiartki. Soczewicę przepłukujemy na sicie, aby wyeliminować nieczystości. W garnku rozgrzewamy oliwę lub inny olej i złocimy na niej cebulę, a następnie czosnek. Potem wrzucamy paprykę i marchew i chwilę przesmażamy, cały czas mieszając. Następnie dodajemy soczewicę i chwilę jeszcze przesmażamy. Zalewamy całość litrem rosołu albo po prostu wody (też wychodzi smaczna zupa). Dodajemy pomidory i zagotowujemy zupę. W momencie, kiedy zupa zawrzy, ustawiamy timer na 45 minut, skręcamy palnik na mały ogień tak, aby zupa sobie lekko bulczała. Po 10 minutach dodajemy ziemniaka. Musi on w całości opływać w zupie, jeśli nie jest pokryty wodą, albo dolewamy więcej wody albo kroimy ziemniaka na mniejsze kawałki. Przykrywamy całość pokrywką i idziemy się zrelaksować. Po 45 minutach zupa jest gotowa. Ziemniaka zgniatamy tłuczkiem i odlewamy ją dla dziecka, a całość doprawiamy przyprawami. Po doprawieniu jeszcze chwilę gotujemy, mieszając i zestawiamy z ognia.
Smacznego! ;-)

czwartek, 18 lutego 2016

Tzatziki - jak je robią Grecy?

Po ponad dwóch latach w Grecji, które minęły 25 stycznia, postanowiłam dedykować osobny post greckiemu dipowi, który zrobił międzynarodową karierę. Wiadomo, chodzi o tzatziki, pisane także jako cacyki, choć jeśli chcielibyśmy transkrybować fonetycznie, powinien istnieć zapis dzadzyki, bo tak właśnie wymawiają to słowo Grecy (słychać twarde, dźwięczne dz). Ja jakoś zapałałam miłością do tzatzików niedawno i to przy okazji dość obrazoburczego zestawienia tego dipu z gotowanymi brokułami. Nie widziałam, żeby Grecy tak robili, ale jest to zestawienie tak genialne, jak pomidory i bazylia czy jabłko i cynamon. Polecam spróbować. Przygotowując ten post, przejrzałam przepisy istniejące na polskich blogach i byłam pozytywnie zaskoczona, że dip ten nie żyje tak całkiem swoim życiem, jak choćby spaghetti carbonara czy inne. Wiele przejrzanych blogów prezentowało właściwy przepis. Jaki jest tradycyjny grecki przepis na tzatziki? Przekonajcie się, czytając tego posta do końca.

Podstawowe składniki widzicie na zdjęciu poniżej.


Składniki:

200 gr jogurtu greckiego (jogurt grecki jest bardzo gęsty i po dodaniu soczystego ogórka, soku z cytryny i oliwy, dip nabiera właściwej konsystencji. W przypadku użycia jogurtu rzadszego, konsystencja pozostawia wiele do życzenia)
1 średni ogórek (ok 110 gr po obraniu)
2 ząbki czosnku
oliwa z oliwek
pół garści pokrojonego drobno koperku
odrobina soku z cytryny lub białego octu winnego
sól i pieprz do smaku




Wykonanie:

Ogórka obieramy ze skórki i odcinamy końce. Ścieramy go na tarce o małych oczkach na sitko lub durszlak, pozbywając się w ten sposób nadmiaru wody. Solimy ogórka i zostawiamy na sitku, żeby wypuścił soki. Do miski, w której będziemy mieszać tzatziki, dodajemy jogurt grecki. Wyciskamy 2 ząbki czosnku, wrzucamy koperek, ogórka, wyciskamy sok z cytryny, dodajemy pieprzu i mieszamy. Całość polewamy oliwą z oliwek według uznania i znowu dokładnie mieszamy. Próbujemy i w razie potrzeby dosalamy. I już! Podawać z pitą, chlebem czy właśnie, jak radzę ja, z brokułami.

wtorek, 15 grudnia 2015

Wegańska meksykańska chili

Od czasu do czasu (a nawet dość często) romansuję z kuchnią meksykańską. To, czego miałam okazję próbować, było pewnie jakąś tam reprezentacją tej kuchni, bo w końcu w Meksyku nigdy nie byłam, ale nawet to było bardzo dobre i myślę, że kuchnia meksykańska przypadłaby mi do gustu. Od 26 października nie jem mięsa czerwonego, dlatego chili con carne, na które przepis znajdziecie TUTAJ, poszło w odstawkę. Robiłam też zupę meksykańską z mięsem mielonym. Musiałam poszukać dla siebie wersji wegetariańskiej i znalazłam - nawet wegańską i naprawdę przepyszną, którą zajadał się również mój partner-mięsożerca i nie szczędził komplementów. Jest bardzo rozgrzewająca, bo to w końcu chili. Dzielę się tym, co dobre z Wami, licząc na przychylność weganów ;) 



Składniki na 4 porcje:

2 papryki (u mnie 1 czerwona, 1 zielona)
2 puszki fasoli czerwonej
pół litra dyni piżmowej pokrojonej w kostkę (po angielsku nazywa się butternut squash, ja np. tak rozpoznaję to warzywo lepiej ;))
puszka pomidorów
1 mniejsza cebula
1l bulionu warzywnego
3 ząbki czosnku
płaska łyżeczka chili sproszkowanego (jeśli nie lubicie bardzo pikantnych dań, można zredukować ilość chili)
łyżeczka kminu rzymskiego
łyżeczka papryki słodkiej
pół łyżeczki soli
3 łyżki oliwy z oliwek
1 zielona cebulka

Do podania:
1 limonka

Wykonanie:

Zaczynamy od przygotowania bulionu. Kolejnym krokiem jest obranie i pokrojenie warzyw, a więc:
1. Dynię obieramy ze skóry i kroimy w kostkę.
2. Papryki myjemy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w paski, a następnie w kostkę.
3. Cebulę kroimy, jak lubimy.
4. Czosnek obieramy i przygotowujemy do przeciśnięcia przez praskę lub starcia na tarce, ewentualnie drobno kroimy.
5. Kroimy zieloną cebulkę.
W garnku rozgrzewamy oliwę i złocimy na niej cebulę. Następnie do garnka dodajemy papryki, przyprawiamy je chili, kminem, solą, czosnkiem, słodką papryką i chwilę, dosłownie moment, je przesmażamy (uwaga na opary chili! najlepiej otworzyć okno i włączyć wentylację). Wlewamy do garnka bulion i dodajemy pomidory z puszki oraz dynię piżmową. Doprowadzamy to do zagotowania, a następnie zniżamy ogień i zostawiamy zupę w garnku na maleńkim ogniu, aby "pyrkała" przez ok. 35 min. Po tym czasie dodajemy fasolę z puszki i po zawrzeniu gotujemy na malutkim ogniu jeszcze przez jakieś 10 min. Po zestawieniu zupy z ognia dodajemy do niej zieloną cebulkę.
Koniecznie serwować z limonką, której sokiem skrapiamy zupę już na talerzu. Pychota!

czwartek, 10 grudnia 2015

Botwinka

Mam jakieś dziwne wrażenie, że moje posty są anachroniczne i ja, której celem jest propagowanie sezonowego jedzenia, publikuję przepis na fasolkę szparagową w październiku... Dzisiaj jeszcze raz popełnię tą anachroniczność, ale wytłumaczę się z niej. Sezon na buraki w Grecji trwa teraz i w sklepach są dostępne młode buraczki z liśćmi, więc jak mogłam się powstrzymać? Zwłaszcza, że nie byłam w Polsce od ponad roku i znowu polskie smaki zaczynają mnie prześladować w myślach, to znaczy tęsknię za polskimi smakami :) Tak więc podczas, gdy wszyscy publikują przepisy na dania wigilijne i wypieki, u mnie będzie botwinka. Zrobicie w maju ;) Ale żeby nie było, wczoraj zastawiłam zakwas na barszcz wigilijny z przepisu z mojego ulubionego bloga Fotokulinarnie. I to właśnie kupno buraków na ten zakwas było bodźcem do zrobienia botwinki, pierwszy raz w życiu zresztą. Kupiłam prawie kilogram tych buraczków i zostały mi te liście i łodygi, a ja jestem znana z tego, że nie znoszę marnować niczego, co nadaje się do spożycia. Postanowiłam zgłębić wykonanie botwinki. Niestety jak to zawsze blogów kulinarnych jest milion i tyleż przepisów, ale ja nie lubię zbyt skomplikowanych, zbyt ciężkich itd. itp. Dlatego też zebrałam wiedzę do kupy, dodałam do tego moje preferencje smakowe i zrobiłam moją własną wersję botwinki. Była tak pyszna, że nie umiem Wam tego opowiedzieć. I koniecznie zaserwujcie ją z jajkiem i ubitymi ziemniakami z masełkiem. Jeśli pominąć jajko, mój przepis jest całkowicie wegański. Zapraszam!



Składniki na ok. 5 porcji:

1 cebula
ćwiartka dużego selera
1 marchew
2 listki laurowe
4 ziela angielskie
2 litry wody
2 buraczki z łodygami i liśćmi
2 ząbki czosnku
koperek
oliwa z oliwek do podsmażania
sól i pieprz do smaku
sok z cytryny

Do podania:
ziemniaki ugotowane w osolonej wodzie, utłuczone i omaszczone masłem (1 duży ziemniak na osobę)
jajka ugotowane na twardo 

Przygotowanie:

Zaczynamy wykonanie botwinki od przygotowania warzyw:
1. Cebulę obieramy i kroimy w półtalarki. 
2. Marchew i selera obieramy i trzemy na tarce o grubych oczkach.
3. Buraki odcinamy od liści, obieramy i kroimy w drobną kostkę, liście przebieramy, myjemy dokładnie i kroimy drobno.
4. Przygotowujemy 2 ząbki czosnku do późniejszego przeciśnięcia przez praskę.
5. Koperek drobno siekamy.
W dużym garnku, w którym będzie się gotowała botwinka, rozgrzewamy 2 łyżki oliwy z oliwek i wrzucamy na nią cebulę. Kiedy cebula się zezłoci, dodajemy marchew i selera i chwilę podsmażamy, a następnie zalewamy je 2 litrami wody i dodajemy listek laurowy i ziele angielskie. Gotujemy całość przez okolo 15 minut. W czasie gdy nasze warzywa się gotują, na patelni lub w osobnym garnku podsmażamy na oliwie buraczki przez około 5 minut, pod koniec skrapiając je sokiem z cytryny (pomoże nam to zachować ładny kolor zupy). Po upływie tych 15 minut buraczki oraz pokrojone liście dodajemy do wywaru. Wszystko razem gotujemy przez kolejne 20-30 minut. Pod koniec gotowania solimy i dodajemy pieprz do smaku oraz czosnek przeciśnięty przez praskę. Po zestawieniu zupy z ognia dodajemy do niej koperek. 
Botwinka smakuje wyśmienicie z gniecionymi ziemniakami i ugotowanym na twardo jajkiem.

czwartek, 5 listopada 2015

Hummus - optymalny przepis

Hummus - słynny dip wywodzący się z krajów tzw. Lewantu, czyli wschodnioazjatyckich krajów nad Morzem Śródziemnym: Syrii, Jordanii, Libanu, Izraela i Autonomii Palestyńskiej, ale także z Egiptu i Turcji. W chwili obecnej popularny jest prawie na całym świecie, propagowany przez zastępy aktywnych ostatnimi czasy weganów. 
Ostatnio udało mi się zrobić hummus, który miał smak zbliżony do tego, który zaserwowali mi znajomi z Izraela. A wzorowałam się na tym przepisie KLIK z mojego ulubionego bloga, zmieniając go nieznacznie. Znakomity wyszedł. Dla weganów i wegetarian ten niepozorny dip jest bardzo ważny, ponieważ zarówno cieciorka, jak i sezam są dobrym źródłem żelaza, plus żelazo jest ponoć lepiej wchłaniane w towarzystwie witaminy C (patrz sok z cytryny). Cieciorka jest też źródłem białka. 
A dla pozostałych myślę kuszące mogą być walory smakowe ;)




Składniki:

1 puszka cieciorki (lub 240g samodzielnie przez siebie ugotowanej cieciorki, w tym celu należy zamoczyć noc wcześniej pół szklanki suchej cieciorki)
3 łyżki tahini - pasty z sezamu
sok z 1 cytryny
3 łyżki oliwy z oliwek
1 ząbek czosnku
pół łyżeczki soli
pół łyżeczki kminu rzymskiego
2 łyżki wody
szczypta słodkiej papryki do posypania po wierzchu

Wykonanie:

Zaczynamy od zblendowania tahini wraz z sokiem z cytryny. Następnie dodajemy do blendera cieciorkę i blendujemy na gładką masę. Dodajemy ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę (ewentualnie starty) i wlewamy oliwę z oliwek, miksujemy wszystko razem aż olej się wchłonie. Na koniec przyprawiamy solą i kminem (kuminem). Jeśli hummus jest za gęsty, dodajemy 2 łyżki wody i jeszcze z minutkę miksujemy. Całość jeszcze polewa się oliwą z oliwek oraz oprósza papryką słodką, ale wykończenie pozostawiam inwencji i preferencjom każdego z Was :) Zajadamy z chlebem arabskim, pitą, chlebem lub krakersami. W wersji light niektórzy jedzą marchewki lub seler naciowy - według uznania ;)

I choć wykonanie hummusu może być tak proste, jak na obrazku poniżej, ja polecam jednak ten przepis.




poniedziałek, 2 listopada 2015

Bezglutenowe naleśniczki bananowe - tylko 2 składniki

Od początku 2014 roku zaczęłam się interesować fitnessem, czyli, generalnie rzecz ujmując, zaczęłam ćwiczyć i edukować się na temat zdrowego odżywiania. Jakoś od początku kwietnia zeszłego roku zaczęłam śledzić w Internecie i ćwiczyć razem z wesolutką youtuberką Cassey Ho, która prowadzi kanały Blogilates i BlogilatesTV. Na swoich kanałach oprócz zestawów ćwiczeń podaje też przepisy na zdrowe jedzonko oraz różne rady dotyczące fitnessu. Takim chyba sztandarowym przepisem, który propaguje Cassey są pancakes bananowe, bez mąki, bez glutenu, niskokaloryczne i zrobione tylko z 2 składników. Dość ciekawe mi się to wydało, co można zrobić z banana i 2 jajek, bo to są właśnie te 2 składniki. Długo żyłam z tą ciekawością. Aż do dziś. Dziś w końcu zrobiłam. I wyszło całkiem yummmie... Dlatego dzielę się. Bo to fajna opcja śniadaniowa, a pomysłów na śniadanie nigdy za wiele. Poza tym od kiedy zaczęłam się interesować zdrowym odżywianiem jestem ciągle poszukująca, taki niespokojny duch. Czego poszukuję? Głównie przepisów na dania proste, kilkuskładnikowe, szybkie w wykonaniu, a przy tym niskokaloryczne i odżywcze. Dlatego jeśli ktoś z was jeszcze nie spotkał się z tym przepisem, podaję linki do 2 filmików Cassey:
1. Filmik tylko i wyłącznie dotyczący naleśników KLIK
2. Filmik z 4 pomysłami na zdrowe śniadania, z którego ja korzystałam KLIK


Nie ma już wymówki, żeby zjeść pyszne i zdrowe śniadanie: przejrzały banan i 2 jajka w domu się znajdą ;) I jeszcze jeden ważny aspekt tego dania: uwielbiają je niemowlęta i dzieci! Może być serwowane już od... No właśnie, zależy od tego, jakich dyrektyw przestrzegacie. W naszym przypadku było to całe jajko od 7 miesiąca, ale różnie się o tym pisze. Te placuszki są słodkie w smaku i są świetnym sposobem na przemycenie jajek do jadłospisu waszych pociech, jeśli nie lubią jajek. 

Składniki na 1 porcję:

1 bardzo dojrzały banan
2 jajka
szczypta cynamonu (to moja innowacja, bardzo polecam)
olej kokosowy lub inny tłuszcz do smażenia

Na sos:

pół jabłka
6 truskawek
1 łyżeczka miodu
odrobina wody

Wykonanie:

Zaczynamy wykonanie od przyrządzenia sosu jabłkowo-truskawkowego. Przekrawamy na pół jabłko, usuwamy gniazdo nasienne, nie obieramy z łupki, tylko kroimy w kostkę. Pokrojone jabłko umieszczamy w blenderze, dodajemy do niego truskawki (ja użyłam mrożonych), łyżeczkę miodu i odrobinę wody (sos ma być gęsty, jeśli będzie potrzeba, można w trakcie dolać jeszcze wody). Blendujemy sos i przelewamy go do pojemnika, z którego łatwo będzie nam polewać naleśniczki.
Do blendera wrzucamy banana i rozbijamy 2 jajka, dodajemy szczyptę cynamonu i blendujemy. Naleśniczki smażymy na rozgrzanym tłuszczu, jednak nie na maksymalnie dużym ogniu, ale na średnim. Układamy je piętrowo na talerzu, polewamy sosem i zajadamy. Pyszne, prawda? Mnie wyszło 6 małych naleśników. Ewentualnie można wymyślić inne sposoby dekoracji naleśników albo zajadać same. Porcja naleśników ma podobno 277 kcal.

Moje rady:
1. Aby naleśniczki nie przywarły do patelni, musi być ona cały czas natłuszczona, ale nie ociekająca olejem.
2. Formujemy małe placuszki, w ten sposób łatwiej się je przewraca.
3. Ważne jest aby ustawić średnią moc palnika, bo naleśniczki łatwo się przypalają.

czwartek, 29 października 2015

Fasolakia - fasolka szparagowa na sposób grecki

Trochę się spóźniłam z tym przepisem, bo sezon na fasolę szparagową się już skończył. Cóż, będzie na kolejne lato albo zamiast świeżej fasoli można użyć mrożonej. Kolejne greckie danie po gemiście i tzatziki, którego się nauczyłam gotować, to fasolakia - fasola mamut lub zielona fasola szparagowa w sosie pomidorowym. Świetnie smakuje zwłaszcza w lecie posypana pokruszoną fetą. Pomyślałam, że może to być trochę inne spojrzenie na fasolkę i sposób jej przyrządzania niż nasze polskie (masło i bułka tarta). Po raz kolejny zaskoczenie: tradycyjne danie kuchni greckiej jest wegańskie. Zbędne są wszystkie wstępy. Na pewno nie raz jeszcze przyrządzę w ten sposób zieloną fasolkę, no i dumna jestem, kiedy gotuję jak Greczynka ;) Zapraszam do zapoznania się z przepisem.


Składniki:

1 kg fasoli mamut (można ewentualnie użyć zielonej fasolki szparagowej)
50 ml oliwy z oliwek
2 cebule
2 ząbki czosnku
1 puszka krojonych pomidorów
garść drobno pokrojonej natki pietruszki
sól i pieprz
100 ml wody

Wykonanie:

Zaczynamy od umycia fasoli i odcięcia końcówek. Cebule obieramy i trzemy na tarce o grubych oczkach, tak samo czosnek, z tym że jego trzemy na małych oczkach (można również przecisnąć go przez praskę). Na głębokiej patelni lub w garnku o teflonowym dnie rozgrzewamy oliwę z oliwek. Wrzucamy na oliwę cebulę i smażymy ją przez chwilę. Następnie wrzucamy fasolkę oraz czosnek i mieszamy przez jakąś minutę. Następnie wlewamy pomidory z puszki oraz wodę i przyprawiamy solą i pieprzem. Całość przykrywamy i na bardzo małym ogniu gotujemy przez około godzinę i 20 minut. Pod koniec dodajemy pietruszkę, zwiększamy ogień i odkrywamy garnek/patelnię, aby odparował nadmiar wody. Efektem końcowym ma być gęsty sos pomidorowy. Jeśli chcemy być jeszcze bardziej greccy, pokruszmy na talerzu ser feta na wierzch naszej fasolakii ;)

sobota, 24 października 2015

Zapiekanka z ziemniaków, boczku i cukinii

Moja fascynacja zapiekankami (bynajmniej nie tymi z krakowskiego Kazimierza, bo ta jest wcześniejsza) zaczęła się, kiedy mieszkałam w Londynie z rodziną goszczącą mnie na wolontariacie. Mówię teraz o daniu typu casserole, którego składniki zapieka się w piekarniku po pierzynką serową lub inną. Moja landlady robiła świetne zapiekanki, w tym angielski fish pie. Dodatkowo zauważyłam wtedy jak efektownie prezentują się podczas kolacji, a do tego nie są trudne i czasochłonne w wykonaniu. Poszukiwałam jednak idealnego przepisu i zajęło mi to długo, aż do zeszłego tygodnia. Udało mi się znaleźć ten przepis, wpisując w google, co akurat znajdowało się w mojej lodówce. Danie pochodzi z bloga Płaszkowo, choć przepis prezentowany tu jest nieco zmodyfikowaną wersją swojego pierwowzoru. Link do przepisu z bloga Płaszkowo znajdziecie TUTAJ. Pominęłam suszone pomidory, które nie bardzo mi tu pasowały i odchudziłam nieco danie, bo i tak do bardzo lekkich nie należy. Powiem jeszcze tylko tyle, że robiłam je dwa razy i będę jeszcze nie raz. Jest absolutnie przepyszne, co potwierdza Francesco. No i wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że włączam jajka do swoich posiłków ochoczo (żeby nie powiedzieć maniakalnie...). Zapraszam.



Składniki na 2 duże porcje:

250g cukinii
250g ziemniaków (2 duże ziemniaki)
100g boczku w plasterkach
1/2 cebuli
2 jajka
200ml jogurtu naturalnego (najlepiej jogurtu greckiego, bo jest gęstszy)
1 ząbek czosnku
garść drobno pokrojonej natki pietruszki
100g startego na grubych oczkach sera żółtego
2 i 1/2 łyżki oliwy z oliwek
sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

1. Wykonanie tego dania zaczynamy od obrania i ugotowania do miękkości dwóch dużych ziemniaków. Moja rada (ponieważ zrobiłam ten błąd za pierwszym razem): naprawdę ugotujmy ziemniaki do miękkości, nie łudźmy się, że dojdą w piekarniku. 
2. W międzyczasie, kiedy ziemniaki się gotują, kroimy drobno cebulę i natkę pietruszki, czosnek na pół i w plasterki, cukinię w cienkie plasterki i boczek wzdłuż węższego boku w paski. 
3. Gdy ziemniaki się ugotują, odcedzamy je i studzimy, następnie kroimy w plasterki. 
4. W miseczce mieszamy jogurt na serem żółtym i doprawiamy ten miks solą i pieprzem.
5. Rozgrzewamy na patelni łyżkę oliwy i smażymy do zarumienienia się plasterki cukinii. W trakcie solimy cukinię. Przekładamy cukinię na talerz.
6. Dolewamy na patelnię 1 łyżkę oliwy z oliwek i smażymy na niej cebulę, pod koniec dokładając do niej czosnek. Po uzyskaniu złotego koloru przekładamy cebulę i czosnek na talerzyk.
7. Jako ostatni smażymy boczek do uzyskania złotobrązowego koloru.
8. Naczynie żaroodporne smarujemy 1/2 łyżki oliwy (najlepiej dokładnie rozprowadzić oliwę pędzlem). Układamy na spodzie ziemniaki, na nich cukinię, a na niej połowę boczku. Całość smarujemy połową jogurtowo-serowej mikstury, którą posypujemy cebulą z czosnkiem oraz natką pietruszki. Ponownie układamy składniki w tej kolejności: ziemniaki, cukinia, boczek i smarujemy całość miksturą jogurtowo-serową. 
9. Na wierzch rozbijamy 2 jajka. Jajka solimy lekko i pieprzymy.
10. Tak przygotowaną całość wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza na 20 minut.

Po upływie tego czasu serwujemy zapiekankę. Smacznego!



środa, 23 września 2015

Wyśmienita zupa z soczewicą

Zostałam oficjalnie specem od gulaszu, kurczaka i warzyw z curry i zupy z soczewicą. Zupę zrobiłam wczoraj po raz drugi z filmikiem z youtube'a (link do filmu TUTAJ). Uwielbiam ten przepis, prosty, nieskomplikowany, a efekt: zawsze proszą o dokładkę ;) Sam przepis oczywiście nieznacznie zmodyfikowałam i podaję Wam moją wersję. Dla osób niejedzących mięsa mam przepis wegetariański (a nawet wegański) TUTAJ. To troszkę egoistyczny post, chcę spisać ten przepis, bo na pewno będę do niego wracać milion razy. I wreszcie zrobiło się chłodniej w Grecji, więc sezon na zupy można uznać za otwarty.


 Składniki na ok. 6 porcji:

250g soczewicy zielonej
2 łodygi selera naciowego
3 średnie marchewki
2 cebule
250g chudej kiełbasy albo innego mięska (ja użyłam kreteńskiej apaki)
1 puszka krojonych pomidorów
1,5l bulionu (jeśli nie mamy aż tyle, śmiało możemy dopełnić go wodą, nie stracimy i tak na smaku)
1 ząbek czosnku
1 papryczka chilli świeża lub suszona
słodka papryka w proszku
2 liście laurowe
pieprz 
pół łyżeczki soli
2 łyżki oliwy z oliwek
opcjonalnie tarty parmezan do posypania zupy

Wykonanie:

Zaczynamy od namoczenia soczewicy w wodzie przez 5 min. Następnie przepłukujemy ją na sicie pod bieżącą wodą, żeby usunąć ewentualne nieczystości. Następnie kroimy drobno cebule, marchewkę w kostkę oraz seler naciowy w półtalarki. Czosnek można pokroić drobno, przecisnąć przez praskę lub zetrzeć na tarce. Kroimy również w kostkę kiełbaskę (lub co tam mamy). W dużym garnku rozgrzewamy oliwę z oliwek i dorzucamy do niej poszatkowaną cebulę, a za jakiś czas czosnek. Przesmażamy aż cebula lekko zmięknie i będzie ładnie pachnieć. Następnie dodajemy do garnka marchew i selera, mieszamy chwilę i posypujemy je papryką w proszku. Dodajemy kiełbasę. Podsmażamy całość, mieszając dość intensywnie przez 10 min., po czym dodajemy pomidory z puszki, bulion oraz soczewicę. Przyprawiamy całość 2 listkami laurowymi, chilli i pieprzem i mieszamy. Podkręcamy ogień na największy, aby doprowadzić zupę do wrzenia. Kiedy zawrzy, stopniowo zmniejszamy ogień na najmniejszy, przykrywamy i gotujemy 1 godzinę. 10 minut przed upływem godziny (najlepiej ustawić timer) dodajemy sól. Po godzinie zupa jest gotowa i przepyszna. Można serwować z tartym parmezanem, którym posypujemy zupę już na talerzu. 
Smacznego :)

sobota, 19 września 2015

Przystawka z tuńczyka i awokado

Awokado. Pisałam już, że mam z nim trochę kłopot, bo nie wiem, jak go jeść i jak go przyrządzać (jestem otwarta na sugestie). Nie wspominając, że za samym jego smakiem nie szaleję. Do tej pory zrobiliśmy guacamole raz i na tym poprzestaliśmy. Ale jakiś miesiąc temu zobaczyłam na fanapage'u osoby ze świata fitness ten przepis i pomyślałam, że awokado występuje w nim w towarzystwie składników, które bardzo lubię, więc powinno być smacznie. I przyszedł czas na przystawkę z awokado. Wyszła bardzo smaczna i efektownie wyglądająca, a po jej zrobieniu inteligentnie dostrzegłam, że niezła z niej pasta na chleb. Spróbujcie zrobić i dopasujcie do swoich potrzeb. Jak dla mnie może to być fajny sposób na starter przy okazji romantycznej kolacji we dwoje, a może też być smacznym śniadaniem (jeśli lubicie słone) lub kolacją z chlebem. 

A czemu się upieram na awokado? (Jak wcześniej na kasze, z kaszami idzie mi już całkiem dobrze ;) ) Wszyscy wiemy, że awokado to tzw. zdrowy tłuszcz, zdrowy bo pochodzenia roślinnego, a tłuszczu, choć znienawidzony zwłaszcza przez kobiety, też nasze ciało potrzebuje. Mało tego, obecność tego tłuszczu powoduje, że lepiej przyswajamy witaminy z produktów, które w towarzystwie awokado jemy. Oprócz tego reguluje ciśnienie, obniża cholesterol, zawiera więcej potasu niż banany. Ma również działanie antyrakowe, przez co zaliczany jest do tzw. super foods. Warto go włączyć do swojego menu? Niewątpliwie tak. Pomysłów na przepisy z jego wykorzystaniem nigdy dość. Ja proponuję jeden. Smaczny :)


Składniki:


1 dojrzałe awokado
1 puszka dobrej jakości tuńczyka we wodzie
1/4 drobno pokrojonej cebuli
garść posiekanej zielonej cebulki
sok z cytryny
1 łyżeczka czosnku w proszku
1 łyżeczka soli

Wykonanie:

1. Awokado przecinamy dokładnie na pół, usuwamy pestkę, a miąższ wyskrobujemy łyżką i przekładamy do miski.
2. Do miski dodajemy odcedzonego z wody tuńczyka i pozostałe składniki i wszystko dokładnie ugniatamy i mieszamy widelcem.
3. Pięknie wymieszaną mikturą wypełniamy łupki awokado lub smarujemy kromki chleba.
Smacznego!

środa, 2 września 2015

Sałatka z kaszą jaglaną, rukolą i pomidorami suszonymi

Za prawie każdym moim przepisem jest jakaś osoba, jakiś inspirator. W sobotę poznałam Ewelinę, do której wybrałam się na sesję zdjęciową mojego półrocznego synka. Sesja trwała cały dzień i Ewelina w swej gościnności zapewniła nam także posiłki. Byłam absolutnie oczarowana sałatką, którą mi zaserwowała, a na którą przepis bodajże można znaleźć w sieci (choć nie jestem pewna, czy dokładnie w takiej postaci). Dziś zrobiłam tą sałatkę i postanowiłam się i z Wami podzielić przepisem. Super się wpasowuje w moje postanowienie jedzenia kasz, jest wegetariańska i bardzo bardzo zdrowa. Sałatka z kaszą jaglaną. Do jej zalet należy m.in. to, że jako nieliczna nie wymaga żadnych okraszaczy w postaci oliwy z oliwek i octu czy majonezu, przez co jej wartość kaloryczna jest niska. Obliczyłam, że jedna porcja tej sałatki to około 164 kalorie.
Zatrzymam się trochę przy kaszy jaglanej, bo nie do każdego przemawia filozofia tłumu, że coś trzeba jeść. Dlaczego trzeba? Kasza jaglana jest bezglutenowa, może być podawana nawet niemowlętom jako jeden z pierwszych posiłków innych niż mleko oraz oczywiście uczulonym na gluten. Ma dużo łatwo przyswajalnego białka i witamin z grupy B: B1, B2 i B6, a więc idealna dla wegetarian i weganów, także żelaza i miedzi. Reguluje poziom cholesterolu we krwi. To tylko niektóre jej zalety. Jest jednak dość wysokokaloryczna i podnosi szybko poziom cukru we krwi, co oznacza, że diabetycy powinni z nią uważać.
Co do rzekomej goryczki smaku, nigdy osobiście nie czułam niczego takiego. A gotuję ją, przelewając na sicie zimną wodą, a następnie wrzucam do wrzącej się osolonej wody, a więc bez dodatkowych rytuałów. Wody ma być dokładnie 2 razy tyle co kaszy. Bardzo łatwo można znaleźć w internecie lub na opakowaniu kaszy instrukcję, jak ją gotować. Mnie się bardzo podoba TA GRAFIKA pochodząca z bloga MamaŁyga.
Zapraszam do zapoznania się z przepisem.


Składniki na 3 duże porcje:

60g suchej kaszy jaglanej, którą należy ugotować
20g (garść) suszonych pomidorów
1 świeży pomidor
1 czerwona papryka
garść rukoli
garść posiekanego pora
60g sera feta
1 ząbek czosnku
sól i pieprz do smaku (ja nie użyłam soli, bo dodałam do gotowania kaszy dość dużo plus feta jest słona)

Wykonanie:

Zaczynamy od ugotowania kaszy jaglanej na sypko (mnie się ciągle to nie udaje, ale nie tak bardzo sypko też się sprawdza niewybrednym) i ostudzenia jej. Myjemy warzywa. Pomidora i paprykę kroimy w drobną kostkę. Kroimy w półtalarki także pora, a w kostkę ser feta. Mieszamy te składniki z kaszą jaglaną w misce. Siekamy suszone pomidory na mniejsze kawałki i dodajemy do miski. Wrzucamy także rukolę i trzemy na tarce o małych oczkach ząbek czosnku. Mieszamy dokładnie wszystkie składniki i doprawiamy solą i pieprzem. I gotowe! Smacznego!


sobota, 27 czerwca 2015

Gemista, czyli wegańskie danie kuchni greckiej

Jestem megapodekscytowana, że mogę przedstawić Wam przepis na typowe danie kuchni greckiej. W końcu mieszkam w Grecji (ile? rok i 5 miesięcy), więc nie mogę zaniedbywać informowania Was o specyjałach tego kraju. Wybrałam moje ulubione danie, danie, które Grecy jedzą w lecie, doskonałe na ciepło i na zimno (możecie sobie wyobrazić, że przy 40-stopniowym upale Grecy wybierają częściej wariant na zimno). I uwaga, uwaga! To typowe danie kuchni greckiej jest daniem wegańskim (!) Dlaczego tyle wykrzykników? Każdy, kto był w Grecji, zapewne zauważył, że ten naród pochłania ogromne ilości mięsa w postaci gyrosów, souvlaków i innych. Wbrew obiegowej opinii na temat kuchni śródziemnomorskich, Grecy wcale po zdrowe rozwiązania nie sięgają i to widać na ulicach, gdzie można dostrzeć wielu otyłych ludzi. Jeśli mogę wyrazić swoją opinię, wydaje mi się, że przyczyną otyłości jest w tym kraju jedzenie mięsa w nadmiarze, lubowanie się w fast foodach oraz picie hektolitrów kawy freddo cappuccino ze skondensowanym mlekiem, które do lekkich nie należy, oraz dużą ilością cukru. Grecy oprócz tego, że piją dużo kawy, również dużo palą, także kobiety. Trochę szkoda, że, mając tak wspaniełe warzywa wyrosłe w słoneczku, wybierają tłuste mięsiwo. Dlatego też dziwi mnie, że gemista, bo o niej mowa (będę o niej mówić w rodzaju żeńskim, bo to, co najlepsze jest tegoż rodzaju ;) ), jest całkowicie wolna od mięsa, co więcej jest w 100% wykonana z produktów pochodzenia roślinnego i warzyw. I jest tutaj w Grecji bardzo popularna, choć pewnie bardziej w domowym gotowaniu, ponieważ nie w każdej tawernie można ją dostać (w sezonie oczywiście, bo, jak już wspomniałam, jest daniem letnim), a mięso grillowane można dostać w każdej. Jeżeli umknął Wam post na temat greckiej kuchni, możecie go przeczytać TU
W każdym razie ukłon w stronę Greków za stworzenie i kultywowanie tego przepisu. Gemista (wymawia się jemista) są to, konkretniej mówiąc, warzywa faszerowane. Faszeruje się tu jednak najczęściej pomidory i zielone papryki, a także bakłażany i cukinie. Podobno jednak faszerowanie bakłażanów i cukinii totalnie zmienia przepis, więc nie radzę Wam próbować zamieniać warzyw podanych w moim przepisie na inne. Nie faszeruje się jednak papryki w sposób znany nam w Polsce. Moja mama np. robiła paprykę faszerowaną z farszem z mięsa mielonego i ryżu, podobnym, a może i tym samym jak ten, którym wypełnia się gołąbki. Ten przepis jest w całości wegetariański, choć ponoć na północy Grecji również używa się mięsa mielonego. Ale ponieważ cenię sobie tradycję oraz dietę bezmięsną (choć nie jestem wegetarianką), przedstawię przepis w jego czystej postaci ;)
Danie jest niskokaloryczne, mimo dużej ilości użytej oliwy, głównie dlatego, że większość oliwy pozostaje jednak w naczyniu żaroodpornym czy brytfance. Same składniki są chyba zbiorem najmniej kalorycznych produktów możliwie, choćby papryka, której używa się w jej odmianie zielonej, czyli najmniej kalorycznej. To co? Powiedziałam już wszystko? Ah, to danie jest również niskobudżetowe. Teraz już przejdźmy do przepisu.



Składniki na 4 porcje:

4 większe pomidory
4 zielone papryki, raczej takie, które mogą "ustać" w pozycji pionowej
2 duże ziemniaki pokrojone w ćwiartki
1 duża cebula pokrojona w plastry
2 ząbki czosnku
pół małego bakłażana obranego ze skórki i pokrojonego w dużą kostkę
8 łyżek surowego ryżu o krótkich ziarnach (basmati nie nadaje się do tego dania), co daje 100g, zasada jest taka: łyżka na warzywo
garść natki pietruszki
7 liści świeżej mięty
80ml oliwy z oliwek do farszu
180ml oliwy z oliwek do pieczenia w piekarniku
pieprz i sól

Wykonanie:

Przygotowanie warzyw do momentu włożenia ich do piekarnika zajęło mi ok. godziny, ale myślę, że dlatego, że robiłam to danie pierwszy raz. Trochę zajmuje prawidłowe opróżnienie warzyw. Pieczemy całość w piekarniku ponad godzinę, więc danie jest dość czasochłonne.
1. Zaczynamy od umycia pomidorów i papryki zielonej. Odcinamy górną część pomidora od strony zielonych listków, aby utworzyć coś w rodzaju pokrywki/wieczka. Środek pomidora wydłubujemy ostrą łyżką, uważając by nie uszkodzić ścianek pomidora. Wnętrzności pomidora zbieramy w dużej misce. Pomidory oprószamy solą i odwracamy do góry nogami, pozostawiając je na formie, na której będziemy je piec. Uwaga! Pamiętaj, aby ustawić pomidory blisko ich "wieczek", tak aby wieczka się nie pomyliły.
2. Przechodzimy do papryki. Odcinamy górę, która ma tworzyć wieczko. Wydłubujemy wnętrzności i pestki papryk. Oprószamy solą i dodajemy do pomidorów, również uważając, aby nie pomylić wieczek.
3. Do blendera/procesora wsypujemy: wnętrzności pomidorów, bakłażana, cebulę, nać pietruszki, liście mięty. Zblenduj przez krótką chwilę, ale nie za bardzo, nie chcemy jednolitej papki. To ma byc farsz naszych warzyw.
4. Zawartość blendera przełóż z powrotem do miski, w której były pomidory. Dodaj do nich oliwę z oliwek, czosnek i ryż. Wymieszaj i dopraw solą i pieprzem do smaku.
5. Odwróć pomidory i papryki otworem do góry i wypełnij je farszem z miski. Nie wypełniaj jednak do pełna, ponieważ przy pieczeniu farsz zwiększy swoją objętość (ryż będzie się gotował).  Zostaw 1cm od góry. Przykryj warzywa odpowiadającymi im pokrywkami.

Tak należy napełniać warzywa :)

6. W puste przestrzenie formy/naczynia żaroodpornego włóż ziemniaki. Polej całość oliwą z oliwek, posyp solą i włóż do piekarnika na środkową półkę.

Gemista tuż przed włożeniem do piekarnika

7. Piecz przez ok. 1 godzinę i 10 min. w temperaturze 200 stopni Celsjusza do czasu, aż ziemniaki się upieką. Ziemniaki pieką się najdłużej, więc jeśli one są gotowe, znaczy, że całość też. 

Wskazówki: 
* do wykonania dobrej gemisty konieczne jest użycie dobrej jakości warzyw, najlepiej oczywiście organicznych. Nie wykonuj zatem tego dania w zimie, ale kiedy warzywa potrzebne do jego wykonania są w sezonie.
* nie bójmy się użyć dużej ilości oliwy, inaczej danie może wyjść suche, a idealna gemista ma rozpływać się w ustach.
* niech nas nie kusi, aby podgotowywać ryż ;)

Kali oreksi! Smacznego!

czwartek, 11 czerwca 2015

Tradycyjny przepis na chłodnik litewski

Na tym blogu po prostu musiał się znaleźć przepis na danie kuchni litewskiej. Biję się w pierś, że tak późno. Z Litwą wiąże mnie cudowne 5 miesięcy mojego pobytu w Kownie w ramach programu studenckiego Erasmus. To było w 2008 roku. Na Litwie poznałam ukrytego co-autora tego bloga :) Dwa najsłynniejsze dania kuchni litewskiej to tzw. różowa zupa, czyli chłodnik właśnie (po litewsku šaltibarščiai, czyli zimny barszcz) i cepeliny. Ponieważ mój blog ma też ambicję promowania zdrowego odżywiania wybieram zupę, która jakby nie patrzeć zaprzecza stereotypom, jakoby kuchnie wschodnioeuropejskie były ciężkie i tłuste. Poza tym chłodnik przewspaniale pasuje do klimatu Grecji i na pewno będzie świetną propozycją na lunch dla osób, które jak ja przebywają w ciepłych krajach :) Same zdrowe i lekkie składniki: kefir, buraki, ogórek, koperek, jajka. Wegetarianie, coś dla Was! O przepis poprosiłam Litwinów z krwi i kości i tenże prezentowany jest w moim posiadaniu dzięki wspaniałomyślności mojej znajomej Zity. Zita zgodziła się na jego publikację, za co bardzo dziękuję :)


Składniki:

500g ugotowanych buraczków (mogą być marynowane w occie lub świeże)
1 duży (ogromny) ogórek lub 2 mniejsze
koperek
szczypiorek
1l kefiru
1-2 jajka na osobę (w zależności od preferencji)
sól i pieprz do smaku
1 duży ziemniak na osobę

Wykonanie:

Ja użyłam gotowych buraczków w occie ze słoika. Na początku należy zetrzeć na tarce o małych oczkach buraki i ogórka. Następnie siekamy koperek i szczypiorek. Starte buraki, ogórek, szczypiorek i koper zalewamy kefirem i dokładnie mieszamy. Doprawiamy na koniec solą i pieprzem do smaku, jeśli użyte zostały świeże buraki, należy również doprawić octem. Gotujemy na twardo po 1-2 jajka na osobę. Następnie siekamy je w kostkę, ja wymieszałam jajka z chłodnikiem dopiero na talerzu, ale można je również wrzucić pokrojone do garnka i wymieszać. Chłodnik serwujemy z ugotowanym ziemniakiem, którego podajemy na osobnym talerzyku. Smaczna, lekka zupa w sam raz na letnie upały. Smacznego!