sobota, 28 grudnia 2013

Placki ziemniaczane - smak z dzieciństwa

Dzięki temu, że prowadzę bloga kulinarnego, mam w końcu okazję podzielić się z szerszym gronem moimi ulubionymi smakami. Mogę szczerze powiedzieć, że gdyby ktoś mnie zmusił do wybrania jednej jedynej najulubieńszej potrawy, choć byłoby to ogromnie trudne, wybrałabym placki ziemniaczane. Jeśli miałabym określić swój gust w jednym zdaniu, powiedziałabym, że zawsze uwielbiałam rzeczy proste, ale nie pospolite. Geniusz tkwi w prostocie. I dotyczy to nie tylko jedzenia. Tak jest właśnie z plackami ziemniaczanymi. Prosty przepis, łatwo dostępne składniki, a efekt wyśmienity. Uwielbiam ziemniaki, bo można z nich wyczarować w prosty sposób pyszności. Z plackami ziemniaczanymi miałam tylko taki kłopot, że zawsze byłam zbyt leniwa, żeby trzeć ziemniaki, wszystko inne to prościzna. Myślę, że każdemu, kto tęskni za polskimi smakami, spodoba się ten przepis. Ja dodatkowo kojarzę ten smak ze swoim dzieciństwem na wsi. Nie mogły się nie pojawić na tym blogu jako jedne z pierwszych - moje ukochane placki ziemniaczane. Zapraszam do zapoznania się z przepisem.


Składniki na 10 małych placków:


  • 7 ziemniaków (z tendencją do dużych)
  • 2 cebule
  • 1 jajko
  • 2 duże łyżki mąki
  • sól i pieprz
  • olej do smażenia

Wykonanie:

Ziemniaki i cebule obieramy i trzemy na tarce o małych oczkach. Odciskamy nadmiar wody przez ścierkę - w ten sposób placki wychodzą bardziej chrupiące. Dodajemy jajko oraz mąkę, sól i pieprz i mieszamy bardzo dokładnie. Na patelni rozgrzewamy dobrze olej i smażymy, formując małe placuszki. Placki są dobrze usmażone, kiedy mają złoto-brązowy kolor jak moje na zdjęciu. Wówczas przekładamy je na talerz wyłożony ręcznikami papierowymi, które absorbują nadmiar tłuszczu. Smacznego!
PS. Ja lubię je jeść bez żadnych dodatków, bo nie chcę, żeby cokolwiek zmąciło mi ich smak.


środa, 25 grudnia 2013

Sałatka jarzynowa - "klasyczna" sałatka-legenda

W poprzednim poście pochwaliłam się, że w Boże Narodzenie zabłysnę wśród mojej nowej włoskiej rodziny sałatką jarzynową, która była na polskich stołach jako pierwsza w swojej kategorii i która przez długi czas monopolizowała tego typu przystawki. Wykonanie tej sałatki zostało niejako wymuszone i już tłumaczę dlaczego. Zachęcona przez Franceska, postanowiłam zrobić sałatkę meksykańską, którą robi się u mnie w domu, a którą on uwielbia. Kiedy poinformowaliśmy jego mamę, że powstanie insalata russa w moim wykonaniu, mama zaczęła wyliczać, co ma w domu i czego nie trzeba kupować, a mianowicie: ziemniaki, marchew i ogórki kiszone... Od razu wpadliśmy na to, że ma na myśli klasyczną jarzynową, więc niewiele myśląc, postanowiliśmy, że zrobimy obie wersje. Tak też się stało. Muszę również powiedzieć, że sałatka została zaadaptowana do realiów słonecznej Italii, którą zbyt wcześnie pochwaliłam w poście o kuchni Ligurii, mówiąc, że wybór warzyw jest to przeogromny i że można znaleźć tu każde warzywo. Nieprawda. Włosi nie mają i nie jedzą korzenia pietruszki i selera. Owszem mają oba te warzywa, ale tylko i wyłącznie ich nać. Tak więc klasyczna sałatka jarzynowa, nie mogła zachować swojej klasyki ze względu na brak tych składników. Jednakowoż, określenie klasyczna jest w tym przypadku raczej nietrafione, bowiem, kiedy szukałam przepisu w Internecie, każdy jeden różnił się co najmniej jednym składnikiem. Pamiętam też, że niby klasyczna, a jednak w każdym domu smakowała inaczej. Dużo można by się na jej temat rozpisywać, wszak dla mnie to sałatka-legenda i śmiem twierdzić, że mało kto zdaje sobie sprawę z jej roli w polskiej kuchni. Ja dobrze pamiętam, nie mogę sobie tylko przypomnieć roku, kiedy nagle pojawiła się u mnie w domu i zawojowała nasze podniebienia na dobre kilka lat, uzyskując absolutny monopol, aż do czasu pojawienia się alternatywnych przepisów. W tym momencie rzadko robimy jarzynówkę, a oprócz niej funkcjonuje w mojej rodzinie około 7 innych przepisów na tego typu sałatkę:
1. Sałatka meksykańska, na którą przepis znajdziecie tutaj
2. Sałatka z ryżem, szynką i papryką w 3 kolorach (fantastyczna!)
3. Sałatka śledziowa, którą najczęściej robi mój brat
4. Sałatka z szynką i ananasem
5. Sałatka gyros
6. Sałatka porowa (nie robiłam jej lata, ale bardzo chcę dać Wam na nią przepis, bo to moja najulubieńsza)
7. Sałatka z ryżem i tuńczykiem
Mam nadzieję, że pewnego dnia wszystkie te przepisy opublikuję na blogu. Rozpisałam się, ale rodzinne potrawy i przepisy zaczyna się doceniać, kiedy osiągnie się pewien wiek, a szczególnie, kiedy przebywa się poza swoim krajem ojczystym. Przedstawiam Wam zatem przepis na sałatkę jarzynową, którą zrobiłam na Boże Narodzenie 2013.


Składniki na ok. 7-8 porcji


  • 2 duże marchewki
  • 7 średniej wielkości ziemniaków
  • 4 jajka
  • 7 małych korniszonków
  • 1 puszka zielonego groszku
  • 5 dużych łyżek majonezu
  • 1 duża łyżka musztardy
  • sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

Ziemniaki i marchew myjemy, nie obieramy jednak ze skórki, wkładamy do garnka z osoloną wodą i gotujemy do miękkości. W osobnym garnku gotujemy jajka na twardo. Dobrze jest zrobić to odpowiednio wcześniej przed właściwym przygotowaniem sałatki, ponieważ warzywa i jajka muszą się ostudzić. Po ugotowaniu i ostygnięciu obieramy jajka ze skorupek oraz warzywa ze skórki i kroimy w małą kostkę. Tak samo kroimy korniszony. Zielony groszek odsączamy z wody i wrzucamy do naczynia z pozostałymi składnikami. Solimy i pieprzymy według uznania. Dodajemy majonez i musztardę i mieszamy dokładnie. Dobrze jest wstawić sałatkę na jakiś czas do lodówki przed podaniem, a już najlepiej smakuje na następny dzień, kiedy wszystkie jej składniki "zapoznają się ze sobą" (jak mówi moja mama). Smacznego!

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Sałatka meksykańska - przepis funkcjonujący w mojej rodzinie

Jak już dowiedzieliście się z fanpage'a Rozmarynowego Bloga na facebooku, tegoroczne święta Bożego Narodzenia po raz pierwszy w życiu spędzam nie w Polsce i nie z moją rodziną, a z rodziną mojego narzeczonego we Włoszech. Mój Francesco, wiedząc, że tęsknię za Polską szczególnie w tym świątecznym czasie lub sam tęskniąc za polskimi specyjałami, zaproponował, żebym zrobiła naszą polską sałatkę, którą tu we Włoszech nazywa się insalata russa (rosyjska sałatka). Zapaliłam się do pomysłu, bo dzięki temu choć trochę mogę zasmakować atmosfery polskiego świętowania (wspomnienia smaków stanowią naprawdę ważną część mojej pamięci ogólnej). Jakiś czas zajęło nam ustalenie, który z kilku przepisów funkcjonujących w mojej rodzinie mam wykonać oraz czy aby na pewno znajdę wszystkie składniki. Na życzenie Franceska powstała sałatka meksykańska, a na życzenie jego mamy powstanie klasyczna jarzynówka. Czuję się dumna i podekscytowana, że mogę przedstawić światu przepis na tzw. sałatkę meksykańską (określenie meksykańska pojawia się niemal automatycznie, kiedy składnikiem potrawy jest czerwona fasola, mimo że jej związek z Meksykiem jest żaden). Przepis ten realizujemy w naszej rodzinie od dobrych kilku lat, kiedy to ludziom przestała wystarczać klasyczna jarzynowa, która do tej pory miała monopol, i zaczęły pojawiać się wersje eksperymentalne sałatki z majonezem jako dominującym sosem. Oczywiście każdy robi sałatkę meksykańską po swojemu i znalezienie w Internecie przepisu dokładnie takiego, jaki wykorzystujemy u mnie w domu, było niemożliwe, wobec czego musiałam poprosić bratanicę o przysłanie mi przepisu swoich rodziców. I oto jest - przepis na sałatkę polsko-rosyjsko-meksykańską!



Sałatka meksykańska


Składniki na ok. 4 porcje:


  • puszka kukurydzy (ok. 300g)
  • puszka fasoli czerwonej (ok. 320g)
  • 1 por
  • 1 słoik papryki konserwowej (ok. 400g)
  • 25-30 dag gotowanej szynki wieprzowej
  • majonez
  • sól i pieprz do przyprawienia

Wykonanie:

Czerwoną fasolę wylewamy na durszlak i przelewamy zimną wodą. Osuszamy i wrzucamy ją do garnka, w którym będziemy mieszać sałatkę. To samo robimy z kukurydzą. Białą część pora kroimy w półplastry, a następnie przelewamy go wrzątkiem na durszlaku, odczekujemy kilka sekund i polewamy go zimną wodą. Po odsączeniu wody wrzucamy go do garnka. Paprykę i szynkę kroimy w kostkę i łączymy z pozostałymi składnikami. Przyprawiamy sałatkę solą i pieprzem według uznania, dodajemy majonez i mieszamy wszystko razem. Przekładamy gotową sałatkę do ozdobnej miski, przykrywamy i wkładamy do lodówki. Po schłodzeniu serwujemy. Smacznego!


piątek, 20 grudnia 2013

Zielona sałatka z tuńczkiem w stylu włoskim

Uwielbiam ryby ogólnie, ale gdybym musiała wybierać tę najulubieńszą, wybrałabym chyba tuńczyka. Dzisiaj powrócę do przepisów dietetycznych i łatwych w wykonaniu i zaproponuję Wam moją ulubioną sałatkę. Nie będzie to sałatka w stylu polskim (czy rosyjskim) z majonezem i dużą ilością składników, a znowu raczej we włoskich klimatach. Bardzo chciałabym któregoś dnia umieścić na blogu przepisy na dania typowo polskie, które spisałam od mojej mamy i na pewno ten projekt zrealizuję, bo jak się na coś uprę, to... Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, co mam na myśli ;-) Pojawią się też przepisy na różne nasze polskie sałatki, które u mnie w domu rodzinnym realizuje się przy okazji świąt czy imienin. Ale na razie jestem we Włoszech, dlatego moja propozycja to włoska sałatka z tuńczykiem. Oto przepis.



Zielona sałatka z tuńczykiem


Składniki na ok. 4 porcje:


  • 4 jajka
  • puszka dobrej jakości tuńczyka, najlepiej w oliwie z oliwek, jeśli nie mamy takiego, może być w oleju lub sosie własnym. Jakość tuńczyka jest ważna i będzie stanowić o jakości sałatki
  • 200g pomidorków koktajlowych (lub 2 średniej wielkości pomidory)
  • 200g zielonej sałaty (można połączyć dowolnie przez siebie wybrane odmiany i jakiekolwiek zielone liście)
  • ocet winny
  • oliwa z oliwek
  • sól do smaku
  • opcjonalnie garść kaparów i świeży ogórek

Wykonanie:

Jajka gotujemy na twardo. Po ustudzeniu obieramy ze skorupek. Umytą sałatę rwiemy na małe kawałki i wrzucamy do miski (jeśli mamy gotowy miks, sprawa jest załatwiona). Pomidorki kroimy na pół, wrzucamy na wierzch do miski i posypujemy całość solą. Następnie wykładamy na wierzch tuńczyka rozdrobnionego. Jajka kroimy wzdłuż na pół, a następnie na ćwiartki i układamy na wierzchu sałatki. Solimy jeszcze raz same jajka. Całość polewamy octem winnym (lub balsamicznym) i oliwą z oliwek i gotowe. Bardzo fajnie smakuje też, jeśli całość posypiemy garścią kaparów. W tej sałatce sprawdza się również świeży ogórek (1 raczej mały).



Podajemy na stół tak wykonaną sałatkę, ale przed serwowaniem na talerze należy jej składniki wymieszać. Smacznego!

wtorek, 17 grudnia 2013

Liguria - kraina pesto i focaccii

Kuchnię włoską charakteryzuje prostota. Potrawy składają się ze średnio od 4 do 8 składników. Włoscy szefowie kuchni (tudzież włoskie mammy) stawiają raczej na jakość wykorzystywanych produktów niż na wyrafinowany proces tworzenia. Włochy to kraj, którego łagodny klimat sprzyja wzrostowi warzyw i owoców przez cały okrągły rok. Posiadanie morza jako dominującego sąsiada sprawia, że wybór ryb i innych morskich stworzeń jest przeogromny. Włosi mają szeroki dostęp do świeżych produktów, które rosną w naturalnych i sprzyjających warunkach. Dzięki temu można tu spotkać największy wybór warzyw, jaki moje oko do tej pory widziało. Mówiąc "kuchnia włoska", mamy na myśli kuchnię kraju, jest to jednak jeden z tych, które posiadają dużą różnorodność regionalnych potraw i specyjałów. Włochy są podzielone na 20 regionów i każdy z tych regionów posiada typową tylko dla siebie kuchnię. Los związał mnie szczególnie z jednym z nich - Ligurią, a konkretniej z Genuą. Liguria to mały skrawek lądu na północy Włoch od południa graniczący z Morzem Liguryjskim, na zachodzie z Francją, od północy z Piemontem ze stolicą w Turynie, a od wschodu z Toskanią i Emilią-Romanią (ta ostatnia z Bolonią jako stolicą). Genua jest stolicą Ligurii, pozostałe stolice prowincji to Savona, La Spezia i Imperia. Ten obszar Włoch posiada malownicze i dość wertykalne ukształtowanie terenu z górami schodzącymi do morza. Ze względu na to kuchnia liguryjska jest wewnętrznie zróżnicowana, posiadając wiejskie produkty z okolicznych wiosek położonych w górach, włączając w to grzyby, oraz duży wybór ryb i owoców morza. Uważana jest za kuchnię bazującą na prostych składnikach, pochodzących z własnego regionu. Czasem mam wrażenie, że Liguryjczycy jedzą wszystko, co da się jeść, nawet chwasty, a w dodatku to smakuje dobrze. Miałam okazję zajadać panierowane liście ogórecznika, słyszałam, że robią też jakieś danie z pokrzywą. Zaradni ludzie nic nie marnują ;-) Przedstawię Wam dość szczegółowo kuchnię Ligurii, a niniejszy artykuł będzie owocem ponad 5-letnich obserwacji i wizyt w tej części Włoch. Swoją pierwszą podróż do Ligurii odbyłam pod koniec września 2008 roku i od tego czasu jestem tu dziewiąty raz. Na codzień również mieszkam z genueńczykiem, który, jak wszyscy genueńczycy, jest niezmiernie dumny ze swojego miasta i regionu i wiele mnie o nich nauczył. Prosto z Genui artykuł o kuchni Ligurii!
Zacznę od najbardziej znanego produktu z Genui. Pesto to pasta, której Liguryjczycy używają głównie jako sosu do makaronu, ale również dodają do zupy minestrone (i wówczas powstaje minestrone alla genovese) lub do chleba. Pastę robi się z liści bazylii, orzeszków piniowych, czosnku, sera pecorino idealnie (lub ewentualnie parmezanu) oraz oliwy z oliwek. Składniki te uciera się pałką w marmurowej makutrze (fachowo nazywa się to moździerzem, ale mnie nic ta nazwa nie mówi). I tu kolejny raz muszę podkreślić, że prostota tego przepisu osiąga genialność tylko dzięki najlepszym składnikom. Bardzo ważna jest bazylia, która tutaj, we Włoszech jest bardziej aromatyczna niż gdziekolwiek indziej.

Składniki do wykonania pesto

czwartek, 12 grudnia 2013

Kurkuma i szafran. Rozmowa o kuchni Iranu

Z kuchnią Iranu mogła mnie zaznajomić tylko jedna osoba. Kiedy pracowałam w Southwark Day Centre for Asylum Seekers, większość naszych klientów pochodziła z Iranu, ale tylko jeden z nich gotował niebiańsko i w rezultacie tego stał się nadwornym kucharzem naszego centrum, co środę gotując dla około 60 osób. Dlatego kiedy w mojej głowie zrodził się pomysł tego cyklu artykułów, od razu pomyślałam, że Amir jest idealną osobą, która opowie mi o jedzeniu swojego kraju. Dzięki niemu miałam wyobrażenie o potrawach perskich jako niezwykle aromatycznych, pachnących mieszanką ziół oraz przypraw, nigdy nudnych czy monotonnych. Kiedy pracowałam jako wolontariuszka, Amir zwykł był pytać mnie dzień przed, co ma ugotować w tym tygodniu. Kiedyś powiedziałam: "Ugotuj coś irańskiego". I tak następnego dnia na obiad mieliśmy ghormeh sabzi - ziołowy gulasz na bazie jagnięciny, który, jak się później dowiedziałam, jest narodowym daniem w Iranie. Kiedy poprosiłam Amira o rozmowę na temat jedzenia irańskiego, zaproponowałam, że wpadnę do centrum w środę, kiedy będzie gotował, niech tylko zrobi w tym dniu ghormeh sabzi, wtedy będę mieć okazję zobaczyć, jak się robi to typowe irańskie danie i już w trakcie gotowania możemy zacząć rozmowę. Jego odpowiedź brzmiała: "I can't say no to you". Tak więc rozmowę o kuchni Iranu odbyliśmy nad bulgoczącym garnkiem wypełnionym zielonym gulaszem, w którym pływały suszone limonki.
Ghormeh sabzi wykonujemy z kawałków jagnięciny podsmażonych z cebulą oraz specjalnej mieszanki ziołowej, którą w Londynie można dostać gotową w puszce w perskim sklepie, np. w dzielnicy Peckham.


W skład mieszanki wchodzą zielone zioła: pietruszka, kolendra, szczypiorek, kozieradka pospolita (której nazwy zwyczajowe to: greckie siano lub fenegryka), czasami szpinak, zanurzone w oleju roślinnym z solą i przyprawami. Tą miksturę również przesmażamy na patelni, a następnie łączymy ją z mięsem w garnku i zalewamy wodą. Do gotującego się gulaszu dla aromatu dodajemy suszone limonki oraz przyprawy, w tym obowiązkową i podstawową w kuchni irańskiej kurkumę. Amir wyjaśnił mi, że kurkuma (po angielsku turmeric powder) jest wraz z szafranem kanoniczną przyprawą w Iranie. Na koniec gotowania dodajemy do gulaszu czerwoną fasolę. Gotowy gulasz podajemy oczywiście z ryżem (w centrum był to najczęściej ryż basmati).

Ghormeh sabzi - typowe danie narodowe Iranu

środa, 11 grudnia 2013

Spaghetti carbonara - oryginalny włoski przepis

Obecnie przebywam w pięknej, słonecznej Italii i sama nie wiem, czy jeść, czy fotografować czy pisać dla Was. Włochy to kraj idealny dla bloggera kulinarnego. Oferuje różnorodność kuchni regionalnych i produktów, które przy tym są zdrowe i ekologiczne. Najściślejsze więzy łączą mnie z Ligurią, regionem Włoch położonym na północy, którego stolicą jest Genua. Przepisy, które pojawią się na blogu w przyszłości będą pewnie specjałami kuchni liguryjskiej bądź genueńskiej, bowiem mój narzeczony domaga się specjalnej rubryki, poświęconej daniom Ligurii. Niektóre przepisy, które już tutaj opublikowałam też z kuchni tego regionu się wywodzą. 
Niemniej jednak dziś zaproponuję Wam przepis na danie ogólnowłoskie albo nawet i ogólnoświatowe. Spaghetti carbonara, bo o nim mowa, zyskało szeroką popularność w wielu krajach globu, w tym i w naszej pięknej Polsce. Pojawiło się jednak pewne przekłamanie w przepisie i trudno mi teraz dojść, dlaczego tak się stało. Może ktoś z Was mnie oświeci, skąd w przepisie na carbonarę pojawiła się śmietana..? Pytałam wielu Włochów, czy używają śmietany, wszyscy twierdzili zgodnie, że nie, pytałam, czy może używają jej w innych regionach, też twierdzili, że nie. Tak więc mam przyjemność zweryfikować przepis na to znane danie i przedstawić go w takiej formie, w jakiej funkcjonuje we Włoszech. Przyznam, że raz w życiu jadłam spaghetti carbonara ze śmietaną, wykonane przez moją dobrą koleżankę Polkę i bardzo mi smakowało, ale żaden Włoch nie nazwałby go carbonarą. Przepisy na dania swojej kuchni Włosi traktują kanonicznie i niechętni są na majstrowanie przy nich. Błagam, nie róbcie więc tego. Przynajmniej nie w obecności Włochów ;) Spaghetti carbonara nie jest daniem wegetariańskim ze względu na zawartość boczku (lub idealnie pancetty) i nie jest też specjalnie lekkie, więc odchudzającym się czytelnikom nie mogę go polecić. Jeśli jednak nie dbasz o diety, a specjalną wagę przykładasz do smaku, oto i jest, specjalnie dla Ciebie - spaghetti carbonara! 




Spaghetti carbonara



Składniki na 4 porcje:


  • 400g spaghetti
  • ok. 200g niewędzonego pokrojonego w kostkę boczku lub idealnie pancetty - włoskiego suszonego boczku
  • 1 cebula
  • 4 żółtka i 1 całe jajko (ma być tyle żółtek, na ile osób przyrządzamy spaghetti)
  • 40g startego parmezanu
  • czarny pieprz
  • sól do osolenia wody na makaron

Wykonanie:

Zastawiamy osoloną wodę na makaron i gotujemy spaghetti al dente. Boczek wrzucamy na patelnię i smażymy we własnym tłuszczu. Kiedy jest lekko chrupiący (a broń Boże nie przypalony!), dorzucamy do niego cebulę pokrojoną w drobniutką kostkę i rumienimy ją. Po uzyskaniu złotego koloru cebuli, zestawiamy patelnię z ognia. W misce rozbijamy jajko i dodajemy 4 żółtka, starty parmezan oraz dość dużo czarnego pieprzu (nazwa carbonara pochodzi od węgla, co znaczy, że potrawa ma być czarna od pieprzu). Wszystko to roztrzepujemy ubijaczką lub widelcem, jeśli nie mamy pod ręką ubijaczki. Kiedy makaron jest ugotowany i odcedzony, mieszamy go dokładnie z zawartością patelni oraz miski. I gotowe. Prawda, że proste? Buon appetito! :-)

wtorek, 3 grudnia 2013

Zupa na wzmocnienie odporności

Zaczął się grudzień, robi się zimniej i zimniej, ciemniej i ciemniej. Wielu z nas zapada na przeziębienia lub inne infekcje. Ponieważ zbliżają się święta, każdy ma mnóstwo ciekawych planów i wiele do zrobienia. Odrzucamy nerwowo myśl o chorobie, bo przecież "teraz nie mogę sobie na to pozwolić". Pomyślałam zatem, że zaproponuję sobie i Wam coś na wzmocnienie odporności. I tu z pomocą przyszedł Francesco, który gdzieś głęboko w sieci wyszukał przepis na zupę, której składniki to istne doładowanie dla naszego systemu immunologicznego. Przepis swoje korzenie ma gdzieś w Chinach. Przyjrzyjmy się zatem składnikom zupy:

1. Jagody goji - wzmacniają odporność organizmu, spowalniają procesy starzenia, poprawiają cerę i wzrok,  pamięć i koncentrację, mają działanie antystresowe, a nawet antyrakowe. Więcej reklamy chyba nie potrzeba.
2. Imbir - jest bogaty w substancje przeciwzapalne, zwiększa koncentrację i wydajność umysłową, poprawia krążenie i tym samym rozgrzewa organizm.
3. Czosnek - zapobiega przeziębieniom i wzmacnia odporność, działa antybakteryjnie.
4. Czerwona papryka chilli - rozgrzewa skórę i błony śluzowe i jest bogata w witaminę C.
5. Cebula - ma właściwości przeciwzapalne i antybakteryjne, tak samo jak czosnek, wzmacnia odporność i poprawia krążenie, jest bogata w witaminy A, B i C. Jest źródłem kwasu foliowego, magnezu, wapnia, fosforu, żelaza i błonnika pokarmowego.
6. Grzyby shiitake - zapobiegają chorobom serca i układu krążenia oraz nowotworom, obniżają ciśnienie i cholesterol, spowalniają procesy starzenia, zawierają witaminy z grupy B, prowitaminę D oraz wapń, fosfor, potas, żelazo i cynk.

Mam nadzieję, że analiza właściwości odżywczych poszczególnych składników już zachęciła Was do ugotowania proponowanej przeze mnie zupy. Żeby dodatkowo ją zareklamować, wspomnę jeszcze o właściwościach smakowych, które są niesamowite: cudowny zapach imbiru roztaczający się w całym domu już podczas gotowania, stymuluje apetyt, lekko ostry posmak chilli oraz smak czosnku, które są w stanie dodać wyrazu każdej potrawie, dają się odczuć dość wyraźnie, zwłaszcza ten pierwszy, poza tym czuć smak grzybów i bulionu z kurczaka. Po zjedzeniu zupy na obiad czułam się naładowana energią oraz rozgrzana do końca dnia. Brzmi zachęcająco? Przejdźmy do przepisu.


Zupa z jagodami goji


Składniki na ok. 5 porcji:


  • 50g jagód goji
  • 2 cebule
  • 125g grzybów shiitake
  • korzeń imbiru
  • 3 pałki z kurczaka (można również użyć innych części kurczaka)
  • 2 duże czerwone papryki chilli
  • 2 kostki rosołowe
  • 3 ząbki czosnku
  • 2l zimnej wody

Wykonanie:

Jagody goji zalewamy wodą i namaczamy, ale tylko przez czas gotowania się zupy, nie trzeba jakoś na długo wcześniej ich namaczać. Kroimy cebulę, imbir w cienkie paski przekrojone na pół, umyte grzyby shiitake oraz papryki chilli. Wszystkie te składniki wrzucamy do garnka wraz z pałkami z kurczaka i zalewamy wodą. Dodajemy kostki rosołowe. Stawiamy zupę na ogniu i przykrywamy, żeby nam się zagotowała. W międzyczasie kroimy w drobne kawałeczki czosnek, żeby był gotowy na później. Po zawrzeniu należy gotować zupę jeszcze ok. 1,5 godziny. Po upływie godziny i 20 minut wrzucamy do garnka czosnek oraz jagody goji odsączone z wody. Gotujemy jeszcze około 10 minut i zestawiamy z ognia. Gdzieś pod koniec gotowania, wyjmujemy kurczaka, obieramy z niego mięso i wrzucamy je z powrotem do zupy. Smacznego oraz dużo zdrowia! :-)