wtorek, 15 grudnia 2015

Wegańska meksykańska chili

Od czasu do czasu (a nawet dość często) romansuję z kuchnią meksykańską. To, czego miałam okazję próbować, było pewnie jakąś tam reprezentacją tej kuchni, bo w końcu w Meksyku nigdy nie byłam, ale nawet to było bardzo dobre i myślę, że kuchnia meksykańska przypadłaby mi do gustu. Od 26 października nie jem mięsa czerwonego, dlatego chili con carne, na które przepis znajdziecie TUTAJ, poszło w odstawkę. Robiłam też zupę meksykańską z mięsem mielonym. Musiałam poszukać dla siebie wersji wegetariańskiej i znalazłam - nawet wegańską i naprawdę przepyszną, którą zajadał się również mój partner-mięsożerca i nie szczędził komplementów. Jest bardzo rozgrzewająca, bo to w końcu chili. Dzielę się tym, co dobre z Wami, licząc na przychylność weganów ;) 



Składniki na 4 porcje:

2 papryki (u mnie 1 czerwona, 1 zielona)
2 puszki fasoli czerwonej
pół litra dyni piżmowej pokrojonej w kostkę (po angielsku nazywa się butternut squash, ja np. tak rozpoznaję to warzywo lepiej ;))
puszka pomidorów
1 mniejsza cebula
1l bulionu warzywnego
3 ząbki czosnku
płaska łyżeczka chili sproszkowanego (jeśli nie lubicie bardzo pikantnych dań, można zredukować ilość chili)
łyżeczka kminu rzymskiego
łyżeczka papryki słodkiej
pół łyżeczki soli
3 łyżki oliwy z oliwek
1 zielona cebulka

Do podania:
1 limonka

Wykonanie:

Zaczynamy od przygotowania bulionu. Kolejnym krokiem jest obranie i pokrojenie warzyw, a więc:
1. Dynię obieramy ze skóry i kroimy w kostkę.
2. Papryki myjemy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w paski, a następnie w kostkę.
3. Cebulę kroimy, jak lubimy.
4. Czosnek obieramy i przygotowujemy do przeciśnięcia przez praskę lub starcia na tarce, ewentualnie drobno kroimy.
5. Kroimy zieloną cebulkę.
W garnku rozgrzewamy oliwę i złocimy na niej cebulę. Następnie do garnka dodajemy papryki, przyprawiamy je chili, kminem, solą, czosnkiem, słodką papryką i chwilę, dosłownie moment, je przesmażamy (uwaga na opary chili! najlepiej otworzyć okno i włączyć wentylację). Wlewamy do garnka bulion i dodajemy pomidory z puszki oraz dynię piżmową. Doprowadzamy to do zagotowania, a następnie zniżamy ogień i zostawiamy zupę w garnku na maleńkim ogniu, aby "pyrkała" przez ok. 35 min. Po tym czasie dodajemy fasolę z puszki i po zawrzeniu gotujemy na malutkim ogniu jeszcze przez jakieś 10 min. Po zestawieniu zupy z ognia dodajemy do niej zieloną cebulkę.
Koniecznie serwować z limonką, której sokiem skrapiamy zupę już na talerzu. Pychota!

czwartek, 10 grudnia 2015

Botwinka

Mam jakieś dziwne wrażenie, że moje posty są anachroniczne i ja, której celem jest propagowanie sezonowego jedzenia, publikuję przepis na fasolkę szparagową w październiku... Dzisiaj jeszcze raz popełnię tą anachroniczność, ale wytłumaczę się z niej. Sezon na buraki w Grecji trwa teraz i w sklepach są dostępne młode buraczki z liśćmi, więc jak mogłam się powstrzymać? Zwłaszcza, że nie byłam w Polsce od ponad roku i znowu polskie smaki zaczynają mnie prześladować w myślach, to znaczy tęsknię za polskimi smakami :) Tak więc podczas, gdy wszyscy publikują przepisy na dania wigilijne i wypieki, u mnie będzie botwinka. Zrobicie w maju ;) Ale żeby nie było, wczoraj zastawiłam zakwas na barszcz wigilijny z przepisu z mojego ulubionego bloga Fotokulinarnie. I to właśnie kupno buraków na ten zakwas było bodźcem do zrobienia botwinki, pierwszy raz w życiu zresztą. Kupiłam prawie kilogram tych buraczków i zostały mi te liście i łodygi, a ja jestem znana z tego, że nie znoszę marnować niczego, co nadaje się do spożycia. Postanowiłam zgłębić wykonanie botwinki. Niestety jak to zawsze blogów kulinarnych jest milion i tyleż przepisów, ale ja nie lubię zbyt skomplikowanych, zbyt ciężkich itd. itp. Dlatego też zebrałam wiedzę do kupy, dodałam do tego moje preferencje smakowe i zrobiłam moją własną wersję botwinki. Była tak pyszna, że nie umiem Wam tego opowiedzieć. I koniecznie zaserwujcie ją z jajkiem i ubitymi ziemniakami z masełkiem. Jeśli pominąć jajko, mój przepis jest całkowicie wegański. Zapraszam!



Składniki na ok. 5 porcji:

1 cebula
ćwiartka dużego selera
1 marchew
2 listki laurowe
4 ziela angielskie
2 litry wody
2 buraczki z łodygami i liśćmi
2 ząbki czosnku
koperek
oliwa z oliwek do podsmażania
sól i pieprz do smaku
sok z cytryny

Do podania:
ziemniaki ugotowane w osolonej wodzie, utłuczone i omaszczone masłem (1 duży ziemniak na osobę)
jajka ugotowane na twardo 

Przygotowanie:

Zaczynamy wykonanie botwinki od przygotowania warzyw:
1. Cebulę obieramy i kroimy w półtalarki. 
2. Marchew i selera obieramy i trzemy na tarce o grubych oczkach.
3. Buraki odcinamy od liści, obieramy i kroimy w drobną kostkę, liście przebieramy, myjemy dokładnie i kroimy drobno.
4. Przygotowujemy 2 ząbki czosnku do późniejszego przeciśnięcia przez praskę.
5. Koperek drobno siekamy.
W dużym garnku, w którym będzie się gotowała botwinka, rozgrzewamy 2 łyżki oliwy z oliwek i wrzucamy na nią cebulę. Kiedy cebula się zezłoci, dodajemy marchew i selera i chwilę podsmażamy, a następnie zalewamy je 2 litrami wody i dodajemy listek laurowy i ziele angielskie. Gotujemy całość przez okolo 15 minut. W czasie gdy nasze warzywa się gotują, na patelni lub w osobnym garnku podsmażamy na oliwie buraczki przez około 5 minut, pod koniec skrapiając je sokiem z cytryny (pomoże nam to zachować ładny kolor zupy). Po upływie tych 15 minut buraczki oraz pokrojone liście dodajemy do wywaru. Wszystko razem gotujemy przez kolejne 20-30 minut. Pod koniec gotowania solimy i dodajemy pieprz do smaku oraz czosnek przeciśnięty przez praskę. Po zestawieniu zupy z ognia dodajemy do niej koperek. 
Botwinka smakuje wyśmienicie z gniecionymi ziemniakami i ugotowanym na twardo jajkiem.

czwartek, 5 listopada 2015

Hummus - optymalny przepis

Hummus - słynny dip wywodzący się z krajów tzw. Lewantu, czyli wschodnioazjatyckich krajów nad Morzem Śródziemnym: Syrii, Jordanii, Libanu, Izraela i Autonomii Palestyńskiej, ale także z Egiptu i Turcji. W chwili obecnej popularny jest prawie na całym świecie, propagowany przez zastępy aktywnych ostatnimi czasy weganów. 
Ostatnio udało mi się zrobić hummus, który miał smak zbliżony do tego, który zaserwowali mi znajomi z Izraela. A wzorowałam się na tym przepisie KLIK z mojego ulubionego bloga, zmieniając go nieznacznie. Znakomity wyszedł. Dla weganów i wegetarian ten niepozorny dip jest bardzo ważny, ponieważ zarówno cieciorka, jak i sezam są dobrym źródłem żelaza, plus żelazo jest ponoć lepiej wchłaniane w towarzystwie witaminy C (patrz sok z cytryny). Cieciorka jest też źródłem białka. 
A dla pozostałych myślę kuszące mogą być walory smakowe ;)




Składniki:

1 puszka cieciorki (lub 240g samodzielnie przez siebie ugotowanej cieciorki)
3 łyżki tahini - pasty z sezamu
sok z 1 cytryny
3 łyżki oliwy z oliwek
1 ząbek czosnku
pół łyżeczki soli
pół łyżeczki kminu rzymskiego
2 łyżki wody
szczypta słodkiej papryki do posypania po wierzchu

Wykonanie:

Zaczynamy od zblendowania tahini wraz z sokiem z cytryny. Następnie dodajemy do blendera cieciorkę i blendujemy na gładką masę. Dodajemy ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę (ewentualnie starty) i wlewamy oliwę z oliwek, miksujemy wszystko razem aż olej się wchłonie. Na koniec przyprawiamy solą i kminem (kuminem). Jeśli hummus jest za gęsty, dodajemy 2 łyżki wody i jeszcze z minutkę miksujemy. Całość jeszcze polewa się oliwą z oliwek oraz oprósza papryką słodką, ale wykończenie pozostawiam inwencji i preferencjom każdego z Was :) Zajadamy z chlebem arabskim, pitą, chlebem lub krakersami. W wersji light niektórzy jedzą marchewki lub seler naciowy - według uznania ;)

I choć wykonanie hummusu może być tak proste, jak na obrazku poniżej, ja polecam jednak ten przepis.




poniedziałek, 2 listopada 2015

Bezglutenowe naleśniczki bananowe - tylko 2 składniki

Od początku 2014 roku zaczęłam się interesować fitnessem, czyli, generalnie rzecz ujmując, zaczęłam ćwiczyć i edukować się na temat zdrowego odżywiania. Jakoś od początku kwietnia zeszłego roku zaczęłam śledzić w Internecie i ćwiczyć razem z wesolutką youtuberką Cassey Ho, która prowadzi kanały Blogilates i BlogilatesTV. Na swoich kanałach oprócz zestawów ćwiczeń podaje też przepisy na zdrowe jedzonko oraz różne rady dotyczące fitnessu. Takim chyba sztandarowym przepisem, który propaguje Cassey są pancakes bananowe, bez mąki, bez glutenu, niskokaloryczne i zrobione tylko z 2 składników. Dość ciekawe mi się to wydało, co można zrobić z banana i 2 jajek, bo to są właśnie te 2 składniki. Długo żyłam z tą ciekawością. Aż do dziś. Dziś w końcu zrobiłam. I wyszło całkiem yummmie... Dlatego dzielę się. Bo to fajna opcja śniadaniowa, a pomysłów na śniadanie nigdy za wiele. Poza tym od kiedy zaczęłam się interesować zdrowym odżywianiem jestem ciągle poszukująca, taki niespokojny duch. Czego poszukuję? Głównie przepisów na dania proste, kilkuskładnikowe, szybkie w wykonaniu, a przy tym niskokaloryczne i odżywcze. Dlatego jeśli ktoś z was jeszcze nie spotkał się z tym przepisem, podaję linki do 2 filmików Cassey:
1. Filmik tylko i wyłącznie dotyczący naleśników KLIK
2. Filmik z 4 pomysłami na zdrowe śniadania, z którego ja korzystałam KLIK


Nie ma już wymówki, żeby zjeść pyszne i zdrowe śniadanie: przejrzały banan i 2 jajka w domu się znajdą ;) I jeszcze jeden ważny aspekt tego dania: uwielbiają je niemowlęta i dzieci! Może być serwowane już od... No właśnie, zależy od tego, jakich dyrektyw przestrzegacie. W naszym przypadku było to całe jajko od 7 miesiąca, ale różnie się o tym pisze. Te placuszki są słodkie w smaku i są świetnym sposobem na przemycenie jajek do jadłospisu waszych pociech, jeśli nie lubią jajek. 

Składniki na 1 porcję:

1 bardzo dojrzały banan
2 jajka
szczypta cynamonu (to moja innowacja, bardzo polecam)
olej kokosowy lub inny tłuszcz do smażenia

Na sos:

pół jabłka
6 truskawek
1 łyżeczka miodu
odrobina wody

Wykonanie:

Zaczynamy wykonanie od przyrządzenia sosu jabłkowo-truskawkowego. Przekrawamy na pół jabłko, usuwamy gniazdo nasienne, nie obieramy z łupki, tylko kroimy w kostkę. Pokrojone jabłko umieszczamy w blenderze, dodajemy do niego truskawki (ja użyłam mrożonych), łyżeczkę miodu i odrobinę wody (sos ma być gęsty, jeśli będzie potrzeba, można w trakcie dolać jeszcze wody). Blendujemy sos i przelewamy go do pojemnika, z którego łatwo będzie nam polewać naleśniczki.
Do blendera wrzucamy banana i rozbijamy 2 jajka, dodajemy szczyptę cynamonu i blendujemy. Naleśniczki smażymy na rozgrzanym tłuszczu, jednak nie na maksymalnie dużym ogniu, ale na średnim. Układamy je piętrowo na talerzu, polewamy sosem i zajadamy. Pyszne, prawda? Mnie wyszło 6 małych naleśników. Ewentualnie można wymyślić inne sposoby dekoracji naleśników albo zajadać same. Porcja naleśników ma podobno 277 kcal.

Moje rady:
1. Aby naleśniczki nie przywarły do patelni, musi być ona cały czas natłuszczona, ale nie ociekająca olejem.
2. Formujemy małe placuszki, w ten sposób łatwiej się je przewraca.
3. Ważne jest aby ustawić średnią moc palnika, bo naleśniczki łatwo się przypalają.

czwartek, 29 października 2015

Fasolakia - fasolka szparagowa na sposób grecki

Trochę się spóźniłam z tym przepisem, bo sezon na fasolę szparagową się już skończył. Cóż, będzie na kolejne lato albo zamiast świeżej fasoli można użyć mrożonej. Kolejne greckie danie po gemiście i tzatziki, którego się nauczyłam gotować, to fasolakia - fasola mamut lub zielona fasola szparagowa w sosie pomidorowym. Świetnie smakuje zwłaszcza w lecie posypana pokruszoną fetą. Pomyślałam, że może to być trochę inne spojrzenie na fasolkę i sposób jej przyrządzania niż nasze polskie (masło i bułka tarta). Po raz kolejny zaskoczenie: tradycyjne danie kuchni greckiej jest wegańskie. Zbędne są wszystkie wstępy. Na pewno nie raz jeszcze przyrządzę w ten sposób zieloną fasolkę, no i dumna jestem, kiedy gotuję jak Greczynka ;) Zapraszam do zapoznania się z przepisem.


Składniki:

1 kg fasoli mamut (można ewentualnie użyć zielonej fasolki szparagowej)
50 ml oliwy z oliwek
2 cebule
2 ząbki czosnku
1 puszka krojonych pomidorów
garść drobno pokrojonej natki pietruszki
sól i pieprz
100 ml wody

Wykonanie:

Zaczynamy od umycia fasoli i odcięcia końcówek. Cebule obieramy i trzemy na tarce o grubych oczkach, tak samo czosnek, z tym że jego trzemy na małych oczkach (można również przecisnąć go przez praskę). Na głębokiej patelni lub w garnku o teflonowym dnie rozgrzewamy oliwę z oliwek. Wrzucamy na oliwę cebulę i smażymy ją przez chwilę. Następnie wrzucamy fasolkę oraz czosnek i mieszamy przez jakąś minutę. Następnie wlewamy pomidory z puszki oraz wodę i przyprawiamy solą i pieprzem. Całość przykrywamy i na bardzo małym ogniu gotujemy przez około godzinę i 20 minut. Pod koniec dodajemy pietruszkę, zwiększamy ogień i odkrywamy garnek/patelnię, aby odparował nadmiar wody. Efektem końcowym ma być gęsty sos pomidorowy. Jeśli chcemy być jeszcze bardziej greccy, pokruszmy na talerzu ser feta na wierzch naszej fasolakii ;)

sobota, 24 października 2015

Zapiekanka z ziemniaków, boczku i cukinii

Moja fascynacja zapiekankami (bynajmniej nie tymi z krakowskiego Kazimierza, bo ta jest wcześniejsza) zaczęła się, kiedy mieszkałam w Londynie z rodziną goszczącą mnie na wolontariacie. Mówię teraz o daniu typu casserole, którego składniki zapieka się w piekarniku po pierzynką serową lub inną. Moja landlady robiła świetne zapiekanki, w tym angielski fish pie. Dodatkowo zauważyłam wtedy jak efektownie prezentują się podczas kolacji, a do tego nie są trudne i czasochłonne w wykonaniu. Poszukiwałam jednak idealnego przepisu i zajęło mi to długo, aż do zeszłego tygodnia. Udało mi się znaleźć ten przepis, wpisując w google, co akurat znajdowało się w mojej lodówce. Danie pochodzi z bloga Płaszkowo, choć przepis prezentowany tu jest nieco zmodyfikowaną wersją swojego pierwowzoru. Link do przepisu z bloga Płaszkowo znajdziecie TUTAJ. Pominęłam suszone pomidory, które nie bardzo mi tu pasowały i odchudziłam nieco danie, bo i tak do bardzo lekkich nie należy. Powiem jeszcze tylko tyle, że robiłam je dwa razy i będę jeszcze nie raz. Jest absolutnie przepyszne, co potwierdza Francesco. No i wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że włączam jajka do swoich posiłków ochoczo (żeby nie powiedzieć maniakalnie...). Zapraszam.



Składniki na 2 duże porcje:

250g cukinii
250g ziemniaków (2 duże ziemniaki)
100g boczku w plasterkach
1/2 cebuli
2 jajka
200ml jogurtu naturalnego (najlepiej jogurtu greckiego, bo jest gęstszy)
1 ząbek czosnku
garść drobno pokrojonej natki pietruszki
100g startego na grubych oczkach sera żółtego
2 i 1/2 łyżki oliwy z oliwek
sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

1. Wykonanie tego dania zaczynamy od obrania i ugotowania do miękkości dwóch dużych ziemniaków. Moja rada (ponieważ zrobiłam ten błąd za pierwszym razem): naprawdę ugotujmy ziemniaki do miękkości, nie łudźmy się, że dojdą w piekarniku. 
2. W międzyczasie, kiedy ziemniaki się gotują, kroimy drobno cebulę i natkę pietruszki, czosnek na pół i w plasterki, cukinię w cienkie plasterki i boczek wzdłuż węższego boku w paski. 
3. Gdy ziemniaki się ugotują, odcedzamy je i studzimy, następnie kroimy w plasterki. 
4. W miseczce mieszamy jogurt na serem żółtym i doprawiamy ten miks solą i pieprzem.
5. Rozgrzewamy na patelni łyżkę oliwy i smażymy do zarumienienia się plasterki cukinii. W trakcie solimy cukinię. Przekładamy cukinię na talerz.
6. Dolewamy na patelnię 1 łyżkę oliwy z oliwek i smażymy na niej cebulę, pod koniec dokładając do niej czosnek. Po uzyskaniu złotego koloru przekładamy cebulę i czosnek na talerzyk.
7. Jako ostatni smażymy boczek do uzyskania złotobrązowego koloru.
8. Naczynie żaroodporne smarujemy 1/2 łyżki oliwy (najlepiej dokładnie rozprowadzić oliwę pędzlem). Układamy na spodzie ziemniaki, na nich cukinię, a na niej połowę boczku. Całość smarujemy połową jogurtowo-serowej mikstury, którą posypujemy cebulą z czosnkiem oraz natką pietruszki. Ponownie układamy składniki w tej kolejności: ziemniaki, cukinia, boczek i smarujemy całość miksturą jogurtowo-serową. 
9. Na wierzch rozbijamy 2 jajka. Jajka solimy lekko i pieprzymy.
10. Tak przygotowaną całość wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza na 20 minut.

Po upływie tego czasu serwujemy zapiekankę. Smacznego!



środa, 23 września 2015

Wyśmienita zupa z soczewicą

Zostałam oficjalnie specem od gulaszu, kurczaka i warzyw z curry i zupy z soczewicą. Zupę zrobiłam wczoraj po raz drugi z filmikiem z youtube'a (link do filmu TUTAJ). Uwielbiam ten przepis, prosty, nieskomplikowany, a efekt: zawsze proszą o dokładkę ;) Sam przepis oczywiście nieznacznie zmodyfikowałam i podaję Wam moją wersję. Dla osób niejedzących mięsa mam przepis wegetariański (a nawet wegański) TUTAJ. To troszkę egoistyczny post, chcę spisać ten przepis, bo na pewno będę do niego wracać milion razy. I wreszcie zrobiło się chłodniej w Grecji, więc sezon na zupy można uznać za otwarty.


 Składniki na ok. 6 porcji:

250g soczewicy zielonej
2 łodygi selera naciowego
3 średnie marchewki
2 cebule
250g chudej kiełbasy albo innego mięska (ja użyłam kreteńskiej apaki)
1 puszka krojonych pomidorów
1,5l bulionu (jeśli nie mamy aż tyle, śmiało możemy dopełnić go wodą, nie stracimy i tak na smaku)
1 ząbek czosnku
1 papryczka chilli świeża lub suszona
słodka papryka w proszku
2 liście laurowe
pieprz 
pół łyżeczki soli
2 łyżki oliwy z oliwek
opcjonalnie tarty parmezan do posypania zupy

Wykonanie:

Zaczynamy od namoczenia soczewicy w wodzie przez 5 min. Następnie przepłukujemy ją na sicie pod bieżącą wodą, żeby usunąć ewentualne nieczystości. Następnie kroimy drobno cebule, marchewkę w kostkę oraz seler naciowy w półtalarki. Czosnek można pokroić drobno, przecisnąć przez praskę lub zetrzeć na tarce. Kroimy również w kostkę kiełbaskę (lub co tam mamy). W dużym garnku rozgrzewamy oliwę z oliwek i dorzucamy do niej poszatkowaną cebulę, a za jakiś czas czosnek. Przesmażamy aż cebula lekko zmięknie i będzie ładnie pachnieć. Następnie dodajemy do garnka marchew i selera, mieszamy chwilę i posypujemy je papryką w proszku. Dodajemy kiełbasę. Podsmażamy całość, mieszając dość intensywnie przez 10 min., po czym dodajemy pomidory z puszki, bulion oraz soczewicę. Przyprawiamy całość 2 listkami laurowymi, chilli i pieprzem i mieszamy. Podkręcamy ogień na największy, aby doprowadzić zupę do wrzenia. Kiedy zawrzy, stopniowo zmniejszamy ogień na najmniejszy, przykrywamy i gotujemy 1 godzinę. 10 minut przed upływem godziny (najlepiej ustawić timer) dodajemy sól. Po godzinie zupa jest gotowa i przepyszna. Można serwować z tartym parmezanem, którym posypujemy zupę już na talerzu. 
Smacznego :)

sobota, 19 września 2015

Przystawka z tuńczyka i awokado

Awokado. Pisałam już, że mam z nim trochę kłopot, bo nie wiem, jak go jeść i jak go przyrządzać (jestem otwarta na sugestie). Nie wspominając, że za samym jego smakiem nie szaleję. Do tej pory zrobiliśmy guacamole raz i na tym poprzestaliśmy. Ale jakiś miesiąc temu zobaczyłam na fanapage'u osoby ze świata fitness ten przepis i pomyślałam, że awokado występuje w nim w towarzystwie składników, które bardzo lubię, więc powinno być smacznie. I przyszedł czas na przystawkę z awokado. Wyszła bardzo smaczna i efektownie wyglądająca, a po jej zrobieniu inteligentnie dostrzegłam, że niezła z niej pasta na chleb. Spróbujcie zrobić i dopasujcie do swoich potrzeb. Jak dla mnie może to być fajny sposób na starter przy okazji romantycznej kolacji we dwoje, a może też być smacznym śniadaniem (jeśli lubicie słone) lub kolacją z chlebem. 

A czemu się upieram na awokado? (Jak wcześniej na kasze, z kaszami idzie mi już całkiem dobrze ;) ) Wszyscy wiemy, że awokado to tzw. zdrowy tłuszcz, zdrowy bo pochodzenia roślinnego, a tłuszczu, choć znienawidzony zwłaszcza przez kobiety, też nasze ciało potrzebuje. Mało tego, obecność tego tłuszczu powoduje, że lepiej przyswajamy witaminy z produktów, które w towarzystwie awokado jemy. Oprócz tego reguluje ciśnienie, obniża cholesterol, zawiera więcej potasu niż banany. Ma również działanie antyrakowe, przez co zaliczany jest do tzw. super foods. Warto go włączyć do swojego menu? Niewątpliwie tak. Pomysłów na przepisy z jego wykorzystaniem nigdy dość. Ja proponuję jeden. Smaczny :)


Składniki:


1 dojrzałe awokado
1 puszka dobrej jakości tuńczyka we wodzie
1/4 drobno pokrojonej cebuli
garść posiekanej zielonej cebulki
sok z cytryny
1 łyżeczka czosnku w proszku
1 łyżeczka soli

Wykonanie:

1. Awokado przecinamy dokładnie na pół, usuwamy pestkę, a miąższ wyskrobujemy łyżką i przekładamy do miski.
2. Do miski dodajemy odcedzonego z wody tuńczyka i pozostałe składniki i wszystko dokładnie ugniatamy i mieszamy widelcem.
3. Pięknie wymieszaną mikturą wypełniamy łupki awokado lub smarujemy kromki chleba.
Smacznego!

środa, 2 września 2015

Sałatka z kaszą jaglaną, rukolą i pomidorami suszonymi

Za prawie każdym moim przepisem jest jakaś osoba, jakiś inspirator. W sobotę poznałam Ewelinę, do której wybrałam się na sesję zdjęciową mojego półrocznego synka. Sesja trwała cały dzień i Ewelina w swej gościnności zapewniła nam także posiłki. Byłam absolutnie oczarowana sałatką, którą mi zaserwowała, a na którą przepis bodajże można znaleźć w sieci (choć nie jestem pewna, czy dokładnie w takiej postaci). Dziś zrobiłam tą sałatkę i postanowiłam się i z Wami podzielić przepisem. Super się wpasowuje w moje postanowienie jedzenia kasz, jest wegetariańska i bardzo bardzo zdrowa. Sałatka z kaszą jaglaną. Do jej zalet należy m.in. to, że jako nieliczna nie wymaga żadnych okraszaczy w postaci oliwy z oliwek i octu czy majonezu, przez co jej wartość kaloryczna jest niska. Obliczyłam, że jedna porcja tej sałatki to około 164 kalorie.
Zatrzymam się trochę przy kaszy jaglanej, bo nie do każdego przemawia filozofia tłumu, że coś trzeba jeść. Dlaczego trzeba? Kasza jaglana jest bezglutenowa, może być podawana nawet niemowlętom jako jeden z pierwszych posiłków innych niż mleko oraz oczywiście uczulonym na gluten. Ma dużo łatwo przyswajalnego białka i witamin z grupy B: B1, B2 i B6, a więc idealna dla wegetarian i weganów, także żelaza i miedzi. Reguluje poziom cholesterolu we krwi. To tylko niektóre jej zalety. Jest jednak dość wysokokaloryczna i podnosi szybko poziom cukru we krwi, co oznacza, że diabetycy powinni z nią uważać.
Co do rzekomej goryczki smaku, nigdy osobiście nie czułam niczego takiego. A gotuję ją, przelewając na sicie zimną wodą, a następnie wrzucam do wrzącej się osolonej wody, a więc bez dodatkowych rytuałów. Wody ma być dokładnie 2 razy tyle co kaszy. Bardzo łatwo można znaleźć w internecie lub na opakowaniu kaszy instrukcję, jak ją gotować. Mnie się bardzo podoba TA GRAFIKA pochodząca z bloga MamaŁyga.
Zapraszam do zapoznania się z przepisem.


Składniki na 3 duże porcje:

60g suchej kaszy jaglanej, którą należy ugotować
20g (garść) suszonych pomidorów
1 świeży pomidor
1 czerwona papryka
garść rukoli
garść posiekanego pora
60g sera feta
1 ząbek czosnku
sól i pieprz do smaku (ja nie użyłam soli, bo dodałam do gotowania kaszy dość dużo plus feta jest słona)

Wykonanie:

Zaczynamy od ugotowania kaszy jaglanej na sypko (mnie się ciągle to nie udaje, ale nie tak bardzo sypko też się sprawdza niewybrednym) i ostudzenia jej. Myjemy warzywa. Pomidora i paprykę kroimy w drobną kostkę. Kroimy w półtalarki także pora, a w kostkę ser feta. Mieszamy te składniki z kaszą jaglaną w misce. Siekamy suszone pomidory na mniejsze kawałki i dodajemy do miski. Wrzucamy także rukolę i trzemy na tarce o małych oczkach ząbek czosnku. Mieszamy dokładnie wszystkie składniki i doprawiamy solą i pieprzem. I gotowe! Smacznego!


sobota, 4 lipca 2015

Owsianka z bananem i wiórkami kokosowymi


Śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Podobno najlepiej spożyć go w ciągu pierwszej godziny od wstania z łóżka. I podobno też jedzenie śniadań ma być sekretem szczupłej sylwetki, ponieważ ten pierwszy posiłek stymuluje skutecznie nasz metabolizm. 
O zaletach owsianki rozpisują się wszyscy specjaliści od fitnessu i dietetyki. Wspomnę tylko niektóre: poprawia pamięć i koncentrację, zapobiega anemii, przeciwdziała zmęczeniu i rozdrażnieniu, a nawet depresji, dzięki witaminie B1 i kwasowi pantotenowemu wpływa korzystnie na włosy i paznokcie, zawiera najwięcej błonnika rozpuszczalnego, ma właściwości probiotyczne, sprzyjając namnażaniu się "dobrych" bakterii. Zawiera także kwasy tłuszczowe, które zapobiegają powstawaniu zakrzepów, dbają o nawilżenie skóry, łagodzą podrażnienia oraz chronią przed nowotworami. Ponoć udowodnione zostało, że owsianka zwiększa sprawność fizyczną i wytrzymałość.
Pisałam już wielokrotnie, że nie przepadam za słodkimi śniadaniami, więc do jedzenia owsianki muszę się zawsze przekonywać. Koniec końców, jak już ją stworzę, bardzo mi smakuje. I generalnie to kolejny produkt, który chcę do swojego menu włączyć na stałe.
Mówią, że istnieje nieskończenie wiele sposobów na łączenie owsianki z innymi produktami. Niby tak, ale w moim odczuciu pasują do niej bardziej powiedzmy zimowe smaki i zimowe owoce. Super smakuje owsianka z jabłkiem i cynamonem, o której pisałam parę miesięcy temu (link TUTAJ). Dzisiaj odkryłam również połączenie banan-kokos. Przedstawiam Wam przepis. Kwestia dekoracji owsianki jest opcjonalna i pozostawiam ją Waszemu nastrojowi, smakowi w danym dniu oraz produktom, jakie w danej chwili macie w domu. Ja posypałam wierzch mojej owsianki jagodami goji oraz płatkami migdałowymi. Sprawdzą się również orzechy, rodzynki, nasiona. W ogóle jedzenie owsianki ułatwia wprowadzenie do menu tychże, więc jeśli nie lubicie po prostu wcinać orzeszków, nasionek, pestek czy bakalii, posypcie nimi owsiankę.



Składniki:

pół szklanki wody
pół szklanki mleka
1 banan
7 łyżek płatków owsianych
1 łyżka wiórek kokosowych
1 łyżeczka miodu
jagody goji i płatki migdałowe do posypania wierzchu owsianki - opcjonalne

Wykonanie:

Obierz banana ze skórki i pokrój w plasterki. Mleko i wodę wlej do garnka i postaw na ogniu. Do nich wsyp płatki owsiane i wiórki kokosowe i mieszaj, aby się połączyły. Po chwili wrzuć także banana (zostaw około 5-6 talarków do położenia na wierzchu owsianki) oraz dodaj miód. Mieszaj wszystko aż do zgęstnienia owsianki. Kiedy owsianka uzyska gęstą konsystencję zdejmij ją z ognia i przełóż na miseczkę. Udekoruj ją według uznania i zajadaj. Miłego dnia!

sobota, 27 czerwca 2015

Gemista, czyli wegańskie danie kuchni greckiej

Jestem megapodekscytowana, że mogę przedstawić Wam przepis na typowe danie kuchni greckiej. W końcu mieszkam w Grecji (ile? rok i 5 miesięcy), więc nie mogę zaniedbywać informowania Was o specyjałach tego kraju. Wybrałam moje ulubione danie, danie, które Grecy jedzą w lecie, doskonałe na ciepło i na zimno (możecie sobie wyobrazić, że przy 40-stopniowym upale Grecy wybierają częściej wariant na zimno). I uwaga, uwaga! To typowe danie kuchni greckiej jest daniem wegańskim (!) Dlaczego tyle wykrzykników? Każdy, kto był w Grecji, zapewne zauważył, że ten naród pochłania ogromne ilości mięsa w postaci gyrosów, souvlaków i innych. Wbrew obiegowej opinii na temat kuchni śródziemnomorskich, Grecy wcale po zdrowe rozwiązania nie sięgają i to widać na ulicach, gdzie można dostrzeć wielu otyłych ludzi. Jeśli mogę wyrazić swoją opinię, wydaje mi się, że przyczyną otyłości jest w tym kraju jedzenie mięsa w nadmiarze, lubowanie się w fast foodach oraz picie hektolitrów kawy freddo cappuccino ze skondensowanym mlekiem, które do lekkich nie należy, oraz dużą ilością cukru. Grecy oprócz tego, że piją dużo kawy, również dużo palą, także kobiety. Trochę szkoda, że, mając tak wspaniełe warzywa wyrosłe w słoneczku, wybierają tłuste mięsiwo. Dlatego też dziwi mnie, że gemista, bo o niej mowa (będę o niej mówić w rodzaju żeńskim, bo to, co najlepsze jest tegoż rodzaju ;) ), jest całkowicie wolna od mięsa, co więcej jest w 100% wykonana z produktów pochodzenia roślinnego i warzyw. I jest tutaj w Grecji bardzo popularna, choć pewnie bardziej w domowym gotowaniu, ponieważ nie w każdej tawernie można ją dostać (w sezonie oczywiście, bo, jak już wspomniałam, jest daniem letnim), a mięso grillowane można dostać w każdej. Jeżeli umknął Wam post na temat greckiej kuchni, możecie go przeczytać TU
W każdym razie ukłon w stronę Greków za stworzenie i kultywowanie tego przepisu. Gemista (wymawia się jemista) są to, konkretniej mówiąc, warzywa faszerowane. Faszeruje się tu jednak najczęściej pomidory i zielone papryki, a także bakłażany i cukinie. Podobno jednak faszerowanie bakłażanów i cukinii totalnie zmienia przepis, więc nie radzę Wam próbować zamieniać warzyw podanych w moim przepisie na inne. Nie faszeruje się jednak papryki w sposób znany nam w Polsce. Moja mama np. robiła paprykę faszerowaną z farszem z mięsa mielonego i ryżu, podobnym, a może i tym samym jak ten, którym wypełnia się gołąbki. Ten przepis jest w całości wegetariański, choć ponoć na północy Grecji również używa się mięsa mielonego. Ale ponieważ cenię sobie tradycję oraz dietę bezmięsną (choć nie jestem wegetarianką), przedstawię przepis w jego czystej postaci ;)
Danie jest niskokaloryczne, mimo dużej ilości użytej oliwy, głównie dlatego, że większość oliwy pozostaje jednak w naczyniu żaroodpornym czy brytfance. Same składniki są chyba zbiorem najmniej kalorycznych produktów możliwie, choćby papryka, której używa się w jej odmianie zielonej, czyli najmniej kalorycznej. To co? Powiedziałam już wszystko? Ah, to danie jest również niskobudżetowe. Teraz już przejdźmy do przepisu.



Składniki na 4 porcje:

4 większe pomidory
4 zielone papryki, raczej takie, które mogą "ustać" w pozycji pionowej
2 duże ziemniaki pokrojone w ćwiartki
1 duża cebula pokrojona w plastry
2 ząbki czosnku
pół małego bakłażana obranego ze skórki i pokrojonego w dużą kostkę
8 łyżek surowego ryżu o krótkich ziarnach (basmati nie nadaje się do tego dania), co daje 100g, zasada jest taka: łyżka na warzywo
garść natki pietruszki
7 liści świeżej mięty
80ml oliwy z oliwek do farszu
180ml oliwy z oliwek do pieczenia w piekarniku
pieprz i sól

Wykonanie:

Przygotowanie warzyw do momentu włożenia ich do piekarnika zajęło mi ok. godziny, ale myślę, że dlatego, że robiłam to danie pierwszy raz. Trochę zajmuje prawidłowe opróżnienie warzyw. Pieczemy całość w piekarniku ponad godzinę, więc danie jest dość czasochłonne.
1. Zaczynamy od umycia pomidorów i papryki zielonej. Odcinamy górną część pomidora od strony zielonych listków, aby utworzyć coś w rodzaju pokrywki/wieczka. Środek pomidora wydłubujemy ostrą łyżką, uważając by nie uszkodzić ścianek pomidora. Wnętrzności pomidora zbieramy w dużej misce. Pomidory oprószamy solą i odwracamy do góry nogami, pozostawiając je na formie, na której będziemy je piec. Uwaga! Pamiętaj, aby ustawić pomidory blisko ich "wieczek", tak aby wieczka się nie pomyliły.
2. Przechodzimy do papryki. Odcinamy górę, która ma tworzyć wieczko. Wydłubujemy wnętrzności i pestki papryk. Oprószamy solą i dodajemy do pomidorów, również uważając, aby nie pomylić wieczek.
3. Do blendera/procesora wsypujemy: wnętrzności pomidorów, bakłażana, cebulę, nać pietruszki, liście mięty. Zblenduj przez krótką chwilę, ale nie za bardzo, nie chcemy jednolitej papki. To ma byc farsz naszych warzyw.
4. Zawartość blendera przełóż z powrotem do miski, w której były pomidory. Dodaj do nich oliwę z oliwek, czosnek i ryż. Wymieszaj i dopraw solą i pieprzem do smaku.
5. Odwróć pomidory i papryki otworem do góry i wypełnij je farszem z miski. Nie wypełniaj jednak do pełna, ponieważ przy pieczeniu farsz zwiększy swoją objętość (ryż będzie się gotował).  Zostaw 1cm od góry. Przykryj warzywa odpowiadającymi im pokrywkami.

Tak należy napełniać warzywa :)

6. W puste przestrzenie formy/naczynia żaroodpornego włóż ziemniaki. Polej całość oliwą z oliwek, posyp solą i włóż do piekarnika na środkową półkę.

Gemista tuż przed włożeniem do piekarnika

7. Piecz przez ok. 1 godzinę i 10 min. w temperaturze 200 stopni Celsjusza do czasu, aż ziemniaki się upieką. Ziemniaki pieką się najdłużej, więc jeśli one są gotowe, znaczy, że całość też. 

Wskazówki: 
* do wykonania dobrej gemisty konieczne jest użycie dobrej jakości warzyw, najlepiej oczywiście organicznych. Nie wykonuj zatem tego dania w zimie, ale kiedy warzywa potrzebne do jego wykonania są w sezonie.
* nie bójmy się użyć dużej ilości oliwy, inaczej danie może wyjść suche, a idealna gemista ma rozpływać się w ustach.
* niech nas nie kusi, aby podgotowywać ryż ;)

Kali oreksi! Smacznego!

czwartek, 11 czerwca 2015

Tradycyjny przepis na chłodnik litewski

Na tym blogu po prostu musiał się znaleźć przepis na danie kuchni litewskiej. Biję się w pierś, że tak późno. Z Litwą wiąże mnie cudowne 5 miesięcy mojego pobytu w Kownie w ramach programu studenckiego Erasmus. To było w 2008 roku. Na Litwie poznałam ukrytego co-autora tego bloga :) Dwa najsłynniejsze dania kuchni litewskiej to tzw. różowa zupa, czyli chłodnik właśnie (po litewsku šaltibarščiai, czyli zimny barszcz) i cepeliny. Ponieważ mój blog ma też ambicję promowania zdrowego odżywiania wybieram zupę, która jakby nie patrzeć zaprzecza stereotypom, jakoby kuchnie wschodnioeuropejskie były ciężkie i tłuste. Poza tym chłodnik przewspaniale pasuje do klimatu Grecji i na pewno będzie świetną propozycją na lunch dla osób, które jak ja przebywają w ciepłych krajach :) Same zdrowe i lekkie składniki: kefir, buraki, ogórek, koperek, jajka. Wegetarianie, coś dla Was! O przepis poprosiłam Litwinów z krwi i kości i tenże prezentowany jest w moim posiadaniu dzięki wspaniałomyślności mojej znajomej Zity. Zita zgodziła się na jego publikację, za co bardzo dziękuję :)


Składniki:

500g ugotowanych buraczków (mogą być marynowane w occie lub świeże)
1 duży (ogromny) ogórek lub 2 mniejsze
koperek
szczypiorek
1l kefiru
1-2 jajka na osobę (w zależności od preferencji)
sól i pieprz do smaku
1 duży ziemniak na osobę

Wykonanie:

Ja użyłam gotowych buraczków w occie ze słoika. Na początku należy zetrzeć na tarce o małych oczkach buraki i ogórka. Następnie siekamy koperek i szczypiorek. Starte buraki, ogórek, szczypiorek i koper zalewamy kefirem i dokładnie mieszamy. Doprawiamy na koniec solą i pieprzem do smaku, jeśli użyte zostały świeże buraki, należy również doprawić octem. Gotujemy na twardo po 1-2 jajka na osobę. Następnie siekamy je w kostkę, ja wymieszałam jajka z chłodnikiem dopiero na talerzu, ale można je również wrzucić pokrojone do garnka i wymieszać. Chłodnik serwujemy z ugotowanym ziemniakiem, którego podajemy na osobnym talerzyku. Smaczna, lekka zupa w sam raz na letnie upały. Smacznego!

czwartek, 14 maja 2015

Sałatka z ryżem i tuńczykiem

Ach, mam dziś jakiś bardzo produktywny blogowo dzień. Postanowiłam napisać jeszcze jeden wpis, ponieważ mam takie postanowienie stopniowo ujawniać światu przepisy z mojego tajnego zeszytu. Zawiera on przepisy na dania, które w moim rodzinnym domu się pojawiają. Ta sałatka nie jest akurat wymysłem mojej mamy, tylko moim i to dzięki mnie zaczęła na naszym stole gościć. Z przepisem zaznajomiła mnie moja współlokatorka, a teraz dobra przyjaciółka, w czasach studenckich. Jednakowoż sałatka z tuńczykiem gościła w moim domu rodzinnym już wcześniej za sprawą mojej cioci, która zawsze przywoziła ją w święta, nie pamiętam jednak, jakie dokładnie składniki się na nią składały, na pewno przepis był inny. Jest to jedna z opcji z gatunku naszych polskich sałatek z majonezem. Kiedyś chyba pisałam przy okazji posta o sałatce jarzynowej, że mamy do wyboru kilka w naszym rodzinnym menu. Tak, i wówczas wspomniałam też i o tej. Wybór zazwyczaj jest dokonywany pomiędzy 8 różnymi rodzajami sałatki z majonezem. Udało mi się już opublikować przepisy na dwie z nich: sałatkę jarzynową i sałatkę meksykańską, to będzie trzeci przepis. Zapraszam do zapoznania się z nim. Nie będzie dietetycznie (za sprawą majonezu), ale będzie SMACZNIE. Wyliczyłam, że całość ma w sumie 1300kcal, ale przecież nie jemy całej miski. Z takiej ilości otrzymujemy ok. 5 porcji, a więc jedna porcja ma tylko 260 kcal!



Składniki:

  • 2 puszki dobrego tuńczyka w oliwie z oliwek (z naciskiem na dobrego, w sałatce, której podstawą smaku jest tuńczyk, jego jakość jest ogromnie ważna, polecam Rio Mare)
  • 200g ryżu
  • 1 puszka kukurydzy
  • pół większej cebuli
  • 3 czubate łyżki majonezu
  • pieprz czarny

Wykonanie:

Zaczynamy od ugotowania ryżu w osolonej wodzie zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Po ugotowaniu i odsączeniu ryżu na durszlaku, studzimy ryż aż będzie całkowicie zimny. Cebulę kroimy drobno. Po wystudzeniu ryżu łączymy go z cebulą, rozdrobnionym tuńczykiem i kukurydzą. Dodajemy do całości 3 solidne łyżki majonezu i dokładnie mieszamy wszystkie składniki. Na koniec posypujemy świeżo zmielonym pieprzem. Schłodzić przez podaniem. Smacznego!


Pina colada smoothie

Kocham smoothies. Muszą się więc na blogu pojawić. Dzisiaj przygotowałam bardzo smaczne pina colada smoothie, inspirowane składnikami z tego znanego koktajlu. Świetnie nadaje się takie smoothie na śniadanie lub na drugie śniadanie. Dostępne są teraz na rynku blendery specjalnie do robienia smoothies i zabierania ich ze sobą do szkoły/pracy/na spacer, mają bowiem pokrywkę do pojemnika, w którym proces mieszania zachodzi. Pojawiły się również słoiki do smoothies właśnie, mają pokrywkę i słomkę, dzięki czemu umożliwiają nam zabranie smoothie do autobusu np., bo można go pić i nam się nie wychlapie. Rozważam zakup takiego słoika jako prezent na urodziny mojej drugiej połówki, które już jutro (!).
Łapię się na tym, że brakuje mi pomysłów na smoothies. Lubię bardzo połączenie truskawka/banan plus jakieś mleko roślinne (migdałowe np.), ale chciałabym poeksperymentować z innymi smakami. Jeśli ktoś ma przepis na jakieś pyszne smoothie, proszę podzielcie się :) Modne i zdrowe są też tzw. green smoothies. Przyznam, że nie próbowałam i mam lekkie obawy, że właściwości zdrowotne takiegoż nie idą w parze ze smakiem. Jeśli jednak chcesz mnie przekonać, że wcale tak nie musi być, proszę bardzo! Przepis na megasmaczne zielone smoothie będzie więcej niż mile widziany ;)
A teraz już pina colada smoothie. 


Składniki na 2 duże szklanki:

  • 1 ananas
  • 1 banan
  • 1 łyżeczka brązowego cukru
  • ok. 125 ml mleczka kokosowego
  • odrobina soku z cytryny

Wykonanie:

Najkrótszy przepis życia ;) Ananasa i banana obieramy ze skórki i kroimy na mniejsze cząstki. Wszystkie składniki miksujemy w blenderze. Schładzamy przed wypiciem. Pycha! Smacznego

sobota, 2 maja 2015

Moje podejście do odżywiania

Postanowiłam napisać, jak podchodzę do tematu odżywiania siebie i moich bliskich (mały jeszcze na razie pije mleko, ale już niedługo pozna nowe smaki). Pewnie się domyślacie, że aby prowadzić bloga o takiej tematyce, trzeba być jedzeniowym maniakiem. I ja właśnie nim jestem. Dużo czasu poświęcam myśleniu o tym, co zjeść. Ale myślę, że nie jestem w tym jakimś odosobnionym przypadkiem, wystarczy tylko wejść na różne portale społecznościowe czy aplikacje, aż roi się tam od zdjęć tego, co dzisiaj zjadłam na obiad, śniadanie czy deser. Trochę to płytkie, aczkolwiek dobitnie świadczy o tym, jak ważne jest dla nas jedzenie. Ja też często publikuję gdzieś w sieci zdjęcia swojego posiłku, zwłaszcza jeśli jest szczególnie udany. Chcę uwiecznić go zanim zniknie w czeluściach :) 
Jeśli chodzi o to, w jaki sposób się odżywiam, to powiem tak: staram się zdrowo. W dzisiejszych czasach mamy wielki boom na zdrowe odżywianie i fitness. I dobrze. Jest też dużo szumu wokół tzw. organicznego jedzenia. W pewnym momencie ludzie sobie przypomnieli, że należy po prostu jeść to, co wyrosło/wyhodowało się. Trochę to dziwne. Wydaje się oczywiste, a okazało się, że trzeba ludziom o tym przypominać. Zabrnęliśmy za daleko w sztucznym napędzaniu naszego jedzenia, żeby rosło szybciej, większe i żeby przynosiło zyski. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. No bo zachodzę w głowę, jakim cudem trzeba nam teraz płacić więcej, żeby zjeść to, co po prostu wyrosło siłami natury.
Ja nie zaopatruję się w produkty spożywcze w sklepach bio. Nie wybieram też produktów ze specjalnych półek z jedzeniem organicznym, gdzie za pomidory w puszce muszę zapłacić ponad 2 euro, a normalnie ok.1. Może dlatego, że aż tak nie ufam temu, że to jest faktycznie takie bio i że jest dużo lepsze od tego nie bio. Nie wiem. Staram się większość swojego jedzenia robić sama, żeby wiedzieć, co jem. Ale nie wszystko oczywiście robię sama: chleb czy makaron kupuję, a tam też jest duże pole do wmanewrowania czegoś chemicznego. Ostatnio dojrzewam do tego, aby zacząć piec sobie chleb, ale na pewno nie dam rady na bieżąco piec dla siebie. Brak czasu na takie rzeczy niestety. Nie mogę być w 100% pewna, że jem samo zdrowie. Ale przynajmniej staram się, żeby było zdrowo i śledzę różnego typu publikacje na temat zdrowego odżywiania. Właściwie jest teraz tego tyle, że nie możemy zwalać winy na naszą niewiedzę na temat tego, co wybierać. Ja osobiście wiem doskonale, co się kwalifikuje do kategorii "jedz to, bo to zdrowe", a co do kategorii "be". I staram się, idąc do supermarketu, wybierać produkty do tej pierwszej kategorii należące. Wiadomo, jak nie będziesz mieć w domu niezdrowego jedzenia, nie będziesz go jeść.
A zatem. Jakich zasad się trzymam:

1. Jedz owoce i warzywa

Tutaj dużo pisać nie trzeba. Po prostu idąc na zakupy, wkładam do koszyka różnorodne owoce i warzywa, przestrzegając jednak tego, które z nich są w sezonie, żeby nie jeść sztucznie hodowanych. Jeśli włożysz do koszyka banana, a nie chipsy, w chwili gdy dopadnie cię głód, sięgniesz po banana, a nie po chipsy. As simple as that. Niestety nie mogę w mieście sadzić dla siebie warzyw i owoców, choć Francesco posadził ostatnio swoje najukochańsze warzywo w doniczce. Mówię o chilli. Jedzenie owoców i warzyw nie sprawia mi problemu, bo lubię je wszystkie, oczywiście jedne bardziej, drugie mniej, ale czasami jest to kwestia przyrządzenia. Absolutnie kocham smak truskawek i borówek (moje najulubieńsze owoce!), wiśni, białych winogron, pomarańczy. Jeśli chodzi o warzywa moje ukochane to: pomidory (wiem, wiem, to owoce, występują jednak w roli warzyw), papryka, marchewka i oczywiście ziemniak (ci, którzy są ze mną na codzień, wiedzą, że jestem absolutnym maniakiem ziemniaczanym i mogę je jeść o każdej porze i w każdej postaci). Bardzo lubię też rośliny strączkowe i kapary. W Grecji jest to bardzo fajnie urządzone w miastach, w wyznaczony dzień tygodnia w każdej dzielnicy na danej ulicy ma miejsce targ warzywny, owocowy i rybny, gdzie swoimi produktami handlują rolnicy. Właściwie gdziekolwiek nie mieszkałam, zawsze miałam ten targ blisko, kilka ulic dalej. Chyba nie muszę pisać, że te warzywa i te owoce są najlepsze.

2. Zajadaj dużo zielonych liści

To będzie właściwie kontynuacja punktu pierwszego, wszak sałaty zaliczają się do warzyw. Jednakowoż chciałam podkreślić, że od jakiegoś czasu wyrobiłam sobie, idąc za przykładem szacownej teściowej, nawyk jedzenia sałat po obiedzie (jeśli obiadu nie stanowi jakaś sałatka) i po kolacji. Jest to obyczaj typowy dla włoskiej kuchni. Dlaczego? Zielone liście obfitują w wiele cennych składników, takich jak: witamina C, witamina A, kwas foliowy, potas, magnez, wapń, mniejsze ilości witaminy E oraz witamin z grupy B oraz antyoksydanty. I tu znowu staram się nie kupować gotowych miksów, ale kupić powiedzmy 3 rodzaje liści i je własnoręcznie umyć, osuszyć i podrzeć. Bardzo ładnie wizualnie prezentuje się połączenie jakiejś purpurowej sałaty jak np. cykoria czy sałaty dębolistnej z zieloną, plus do tego obowiązkowo moja ukochana rukola. Często mieszam również świeży szpinak. Tak przygotowany miks, posypujemy solą (my używamy różowej soli z Himalajów), a następnie skrapiamy octem (balsamicznym, winnym lub jabłkowym) i oliwą z oliwek. 

3. Trzymaj się z daleka od soków i napojów w kartonach oraz napojów gazowanych

Nie piję w ogóle powyżej wymienionych. Soki owocowe nie mają z owocem nic wspólnego, za to z cukrem wiele. Spożywając taki sok, możemy wyczerpać swój tygodniowy limit spożycia cukru. Mówię również o coca coli. Piję tylko i wyłącznie wodę mineralną (z konieczności niegazowaną, ponieważ w Grecji nie ma wód gazowanych, i tęsknię za naszą Muszynianką), herbatę czarną i zieloną, herbaty ziołowe (moje ulubione to melisa i rumianek), kawę (1 moka dziennie) i soki świeżo wyciskane z owoców. Jeżeli chodzi o wyciskanie soków mamy w domu wyciskarkę do owoców cytrusowych, marzy mi się jednak taki prawdziwy sokownik. Kiedyś u koleżanki piłam przepyszny sok wyciśnięty z marchwi, jabłka i jakiegoś jeszcze owocu - wspaniały! Jeśli mowa o dopajaniu, wspomnę, że uwielbiam tzw. smoothies. Z racji tego, że mój Francesco nie toleruje mleka krowiego, a żeby i jego do smoothies przekonać, zaczęłam używać mleka migdałowego. Mam jeszcze zamiar wypróbować mleko sojowe i kokosowe, do tej pory nigdy nie miałam przyjemności. 

4. Wybieraj produkty zdrowe

Brzmi jak ogólnik, ale wiadomo, o co chodzi. Pisałam już o tym na wstępie. Mamy obecnie ogromną bazę wiedzy na temat tego, co zdrowe, a co nie. Mówiąc zdrowe, mam w tym momencie na myśli produkty, których wartości odżywcze zostały zbadane naukowo i określone jako dobroczynne dla naszego organizmu. Staram się sięgać po nie, tak więc wybieram np. kasze, ryż brązowy, owoce, warzywa, nabiał, chude wędliny, chude mięso, ryby, pieczywo wieloziarniste, czy też produkty z listy tzw. superfoods: jagody goji, borówki czy awokado. 



Z wieloma z tych produktów mam problem, jak np. z awokado czy z kaszami, bo nie wiem, jak je przyrządzać, ale wówczas szukam w internecie przepisów i staram się je wprowadzać do swojego jadłospisu. Pod to hasło podpięłabym również fakt poszerzania przeze mnie wiedzy na temat wartości odżywczych oraz kalorycznych poszczególnych produktów. Wartości odżywcze dopasowuję do swojej kondycji w danym momencie oraz zgodnie z zaleceniami lekarza. Z racji tego, że tracę dużo białka wraz z moczem, muszę jeść dużo produktów bogatych w białko, jak kurczak, jajka, nabiał, strączkowce czy kasze. Ciąża przyczyniła się do wystąpienia u mnie anemii, dlatego starałam się jeść produkty bogate w żelazo.
Nie znaczy jednak, że jem tylko i wyłącznie pumpernikiel i ryż brązowy. Owszem bardzo często jem białe pieczywo i biały ryż, bo je po prostu lubię. Pewnych rzeczy nie umiem się wyrzec ze względu na to, że kocham ich smak. Nie jestem maniakiem czekolady i słodyczy, problematyczne są dla mnie inne produkty z tej "złej listy". Na przykład uwielbiam boczek i jego smak i to, co z jego użyciem się robi. Dlatego więc robię sobie jajecznicę na boczku czy też wcinam carbonarę. Moje podejście jest takie, że dla smaku czasem można sobie pofolgować. Jeśli staramy się jeść zdrowo i chudo, sporadycznie można wpleść w to coś, co nie jest już aż takie zdrowe czy lekkie, jeśli to lubimy. W końcu jedzenie to jedna z największych przyjemności w życiu :)

5. Staraj się przyrządzać swoje posiłki, ale jeśli nie możesz, zamawiaj z głową

Myślę, że dużą częścia zdrowego odżywiania jest przygotowywanie samemu swoich posiłków od początku do końca. Jeżeli jednak stanie się tak, że nie mamy na to czasu i musimy skorzystać z jedzenia na wynos lub na telefon, wybierajmy z głową. My często zamawiamy albo pizzę albo chińskie jedzenie. Jedno i drugie z w miarę pewnego źródła, jedzenie wydaje się robione ze świeżych składników. Myślę, że jeśli mamy do wyboru pizzę i hamburgera czy gyros, pizza jest tu lepszą opcją. W zdrowym odżywianiu chodzi o nasze wybory przede wszystkim.

Na chwilę obecną zdaje mi się, że wyczerpałam temat. Chętnie usłyszę Wasze opinie na temat zdrowego odżywiania i komentarze do mojego wywodu.

czwartek, 30 kwietnia 2015

Gulasz cielęcy z kaszą gryczaną

Po prostu muszę samą siebie pochwalić. Udało mi się ugotować mój pierwszy gulasz w życiu, sama obmyśliłam, jak go ugotuję i w dodatku wyszedł mi przepyszny! Jak to się w ogóle stało, że chciałam gotować gulasz? Otóż Ci, którzy śledzą fanpage tego bloga na facebooku, wiedzą, że mam ostatnio mocne postanowienie wprowadzenia do swojego jadłospisu różnego rodzaju kasz. Udałam się do sklepu rosyjskiego w celu zakupienia tychże, bo w greckich supermarketach nie można dostać kaszy. Wróciłam z pożądanym zakupem: z kaszą jaglaną i kaszą gryczaną. I tu zaczął się dla mnie kłopot. Niby jedzenie kasz jest takie typowo polskie i wschodnioeuropejskie, ale u mnie w domu rodzinnym, podobnie jak pierogów, nie gotowało się kasz. Mama gotuje jedynie krupnik z kaszy pęczaku i mamy w domu kaszę jęczmienną od czasu do czasu, ale nie używa jej się jakoś często. Kaszy jaglanej ani kaszy gryczanej moja mama nie gotuje w ogóle. Wobec tego musiałam zacząć dość intensywnie przeszukiwać sieć w poszukiwaniu przepisów, które pozwoliłyby mi zrobić użytek z zakupionych produktów. Najpierw przyrządziłam kaszę jaglaną na sposób meksykański według przepisu z blogu Kaszomania i bardzo mi smakowało to danie. Na pewno będę jeszcze nie raz je robić i Wam je również bardzo polecam. Wklejam link do przepisu na kaszę jaglaną po meksykańsku i ogólnie polecam tego bloga, bo jest bardzo sensowny i pełen dobrych pomysłów na użycie kaszy jaglanej. 
W taki oto sposób jaglankę odhaczyłam. No to teraz co zrobić z kaszy gryczanej? Przyszło mi do głowy, że znajomi często mówili, że kasza gryczana dobrze smakuje z gulaszem, szybko jednak otrząsnęłam się z tej myśli, bo jak to gulasz, przecież jest za trudny dla mnie. Jednak zaczęłam szukać przepisów i znalazłam kilka, którymi się zainspirowałam. Postanowiłam jednak do swojego pierwszego gulaszu dodać pieczarki, pomyślałam, że nadadzą wyrazistości i smaku. Zakupiłam w supermarkecie piękną porcję mięsa cielęcego, na które patrzyłam z podziwem (wegetarianie już mnie nie lubią) i modliłam się w duchu, żeby nie zepsuć tego mięsa moim eksperymentem. Kiedy zaczęłam siekać składniki, moja włoska druga połowa zapytała mnie: "Gotujesz gulasz polski czy węgierski?". Odpowiedziałam: "To będzie fusion".
Wyszło wspaniale. Nie spodziewałam się tak dobrego efektu, który uzyskałam właściwie tylko dzięki swoim pomysłom. Z radością i nieśmiałością stwierdzam, że zaczynam nabierać pewnego instynktu w gotowaniu. I zaczyna mi się to podobać. Na potwierdzenie, że wyszło naprawdę pysznie dodam, że mój, do tej pory jedyny kucharz w rodzinie, zjadł 3 porcje. Kaszę gryczaną jadł wczoraj pierwszy raz w życiu i nie mógł się nadziwić, co to jest. Wyszukałam mu nawet w wikipedii info dotyczące gryki, ale dalej niewiele ma wyobrażenia na temat tego, co właściwie z takim smakiem zajadał. Najważniejsze, że próba wprowadzenia kasz na nasz stół zakończyła się 100% sukcesem. Mogę zatem kontynuować tym tropem :) Przedstawiam Wam mój autorski przepis, z którego jestem dumna niezmiernie.

Gulasz cielęcy z kaszą gryczaną


Składniki na 5 dużych porcji:


  • 70 dag cielęciny
  • 1 marchewka
  • 2 cebule
  • 1 mały seler
  • 1 papryka czerwona i 1 żółta
  • 6 pieczarek
  • 3 czubate łyżki mąki
  • oliwa z oliwek do podsmażania
  • przyprawy: sól, pieprz, papryka słodka, chilli w proszku, 3 listki laurowe, ok. 5-6 ziarenek ziela angielskiego
  • kasza gryczana

Wykonanie:

Wykonanie najlepiej rozpocząć od umycia, obrania i pokrojenia wszystkich składników. 
1. Pieczarki myjemy i kroimy w plasterki, 
2. Cebule obieramy i drobno kroimy, 
3. Papryki myjemy i usuwamy z nich gniazda nasienne, a następnie kroimy w kosteczkę, 
4. Marchew i selera po obraniu trzemy na tarce o dużych oczkach,
5. Mięso myjemy pod strumieniem zimnej wody, a następnie kroimy w dużą kostkę
Kiedy wszystko jest pokrojone, łatwiej kontrolować przebieg gotowania i można się skupić na poszczególnych etapach tworzenia. Zaczynamy od rozgrzania niewielkiej ilości oliwy na patelni. Wrzucamy do niej cebulę i szklimy. Połowę cebuli wykładamy na talerz, a następnie do pozostałej na patelni cebuli dodajemy pieczarki. Podsmażamy pieczarki, mieszając energicznie. Po jakimś czasie dodałam odrobinę wody, żeby pieczarki się nie spaliły. Kiedy pieczarki są już podsmażone, wykładamy je na talerz, gdzie już poprzednio umieściliśmy zeszkloną cebulę. Na tą patelnię dolewamy trochę oliwy i przesmażamy przez ok. 2 minuty mięso. Następnie mięso przekładamy do garnka i zalewamy je wodą tak, żeby woda pokryła mięso. Dodajemy startą marchew i selera, papryki oraz pieczarki z cebulą. Dolewamy wody, aby pokryć całość. Teraz jest moment, kiedy dodajemy wszystkie przyprawy. Gotujemy na małym ogniu aż mięso będzie miękkie, mieszając co jakiś czas. Kiedy w garnku wygotuje się spora ilość wody, a mięso będzie już miękkie i gotowe do spożycia, zaprawiamy gulasz następujących roztworem: w 0,5l wody mieszamy 3 czubate łyżki mąki i wlewamy do naszego gulaszu. Mieszamy całość i gotujemy jeszcze przez chwilę, mieszając raz po raz. Gulasz ma teraz piękną lekko gęstą konsystencję i można zdjąć go z gazu i zająć się gotowaniem kaszy gryczanej (jeśli nie zrobiliśmy tego w tzw. międzyczasie).
Kaszę gryczaną gotowałam według instrukcji na opakowaniu. Na nas dwoje użyłam 200g kaszy i ok. 700ml wody. Wyszło z tego dość dużo kaszy, ale my to za jednym posiedzeniem zjedliśmy, bo było takie dobre ;) Instrukcja mówiła, że kaszę należy przykryć i gotować przez 15 min., nie zdejmując pokrywki. Warto jednak od czasu do czasu zajrzeć, czy woda się nie wygotowała całkowicie, bo w zależności od mocy naszej kuchenki czasem gotowanie może być bardziej intensywne i możemy spalić garnek, a kaszy nie ugotować do końca. Po 15 min. kasza wchłonęła pięknie wodę i była miękka, sypka i gotowa do spożycia.

piątek, 17 kwietnia 2015

Bomba proteinowo-błonnikowa - mesciua

Po tym wpisie zaczną mnie bardzo lubić weganie, bo wegetarianie chyba już powinni mnie lubić od jakiegoś czasu :) Na 27 przepisów aż 15 to przepisy odpowiednie dla wegetarian. To więcej niż połowa. A to za sprawą tego, że ja jakoś dużo mięsa nie jem, aczkolwiek chyba nie umiałabym całkowicie powiedzieć mu żegnaj. Główni winowajcy to włoskie prosciutto crudo (chyba szynka w ogóle), nasza kiełbasa polska i pyszne dania rodzime, które się z mięsem czy kiełbasą robi, a które uwielbiam, jak fasolka po bretońsku, gołąbki czy bigos. Bardzo lubię też ryby i owoce morza. No nie, chyba nigdy nie uda mi się przejść na wegetarianizm. Byłoby to bardzo sztuczne, bo jadąc do Polski, nie oparłabym się kuchni mojej mamy. Mam chyba za mało ideologicznej motywacji, a za dużo ciągot smakosza dobrego jedzenia :)
Dziś proponuję Wam wykonanie dania, które poznałam dzięki mojej drugiej połowie. Jest to danie, powiedzmy, chłopskie, proste i bazujące na tym, co akurat na polu urosło. Można powiedzieć, że jest to zupa, ale to zależy od tego, ile wody dodamy. Jej pochodzenie to oczywiście Liguria, region na północy Włoch. Wdzięczna nazwa tejże to mesciua. Samo słowo "mesciua" (wymawiane mesiua) wywodzi się z dialektu liguryjskiego. Do jej wykonania potrzebujemy tylko 3 składników, do przyprawienia kolejnych 3. Jest to świetna propozycja dla wegetarian i weganów, ponieważ jedna porcja tego dania dostarcza dużo białka. Dodatkowo zawiera błonnik, dzięki czemu jest zdrowe i przyspiesza nasz metabolizm. 



Składniki na ogromny garnek tej zupy:


  • 350g suchej cieciorki
  • 450g mrożonej fasoli borlotti (lub jakiejkolwiek innej odmiany)
  • 250g ziaren pszenicy (myślę, że kasza gryczana byłaby tutaj dobrym zamiennikiem)
  • sól
  • oliwa z oliwek
  • pieprz czarny świeżo mielony
  • opcjonalnie parmezan

Wykonanie:

1. Cieciorkę i pszenicę moczymy w wodzie przez noc. Mówiąc pszenica, naprawdę mam na myśli ziarna tego zboża, które są tutaj w Grecji do kupienia w supermarketach, a wyglądają jak na zdjęciu poniżej.


2. Cieciorkę i pszenicę zalewamy wodą i gotujemy do miękkości. 
3. Kiedy cieciorka i pszenica są miękkie, dodajemy mrożoną fasolkę i całość jeszcze gotujemy aż fasolka będzie ugotowana.
4. Pod koniec gotowania doprawiamy solą.

I gotowe. Przekładamy zupę na talerze. Ale to nie wszystko. Sekret wyjątkowości smaku tego dania tkwi właściwie w jego finalnym doprawieniu. Kolejność doprawiania (która jest ważna) jest taka: trzemy na wierzch parmezan (weganie oczywiście ten krok opuszczą), następnie całość polewamy niewielką ilością oliwy z oliwek i na to mielimy czarny pieprz. I teraz dopiero możemy zajadać. Smaczne (go!) 

środa, 15 kwietnia 2015

Łatwe i zdrowe curry z cieciorką i szpinakiem

Ciąża ciąża i po ciąży... Zostało mi po niej, oprócz oczywiście cudownego bobasa, parę zbędnych centymetrów. Kilogramów jakimś cudem nadprogramowych nie mam i udało mi się utrzymać wagę sprzed ciąży. Już niecierpliwie zaczęłam snuć plany, co by tu zrobić, żeby mój brzuch i talia wyglądały lepiej. Niestety na ćwiczenia fizyczne jeszcze za wcześnie, dlatego zaczynam od zwracania uwagi na to, co na moim talerzu ląduje. I tak dumając nad menu na kolację, przypomniałam sobie o pewnym daniu, które rok temu, będąc na diecie, zrobiłam chyba dwa razy. Jest to curry z cieciorką. Przepis znalazłam na stronie Budget Bytes, o której już tu kiedyś pisałam i którą bardzo lubię. Chciałam Wam polecić to danie jako naprawdę zdrowe, niskokaloryczne, tanie, szybkie i proste w wykonaniu. Czyż danie może mieć więcej zalet? No nie. To danie ma wszystkie zalety, które mieć powinno. A! Nie wspomniałam o tym, że jest supersmaczne :) Zwróćcie też uwagę na to, że w przepisie nie ma ani ziarenka soli. Na te rzeczy zaczęliśmy zwracać uwagę, od kiedy w ciąży pojawił się problem wysokiego ciśnienia. Podaję przepis, a na wszelki wypadek daję też link do źródła, choć moja wersja nieznacznie się różni. Danie jest odpowiednie zarówno dla wegetarian, jak i weganów.


Curry z cieciorką i szpinakiem


Składniki na 3 duże porcje albo 4 mniejsze:


  • 230g szpinaku swieżego lub mrożonego
  • 1 mała cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 puszka posiekanych pomidorów (waga takiej puszki to 400g, dlatego ja dodałam jeszcze odrobinę passaty pomidorowej, ok. 25g)
  • 1 i pół łyżki przyprawy curry
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • ok. 800g ugotowanej cieciorki (może być z puszki, jeśli zaś używamy suchej i dopiero ją gotujemy, to ok. 350g suchej)
  • 2,5 cm laski swieżego imbiru
  • ryż biały, jeśli serwujemy z ryżem

Wykonanie:

Zaczynamy od namoczenia cieciorki w wodzie przez noc. W dniu przygotowania przystępujemy do ugotowania do miękkości cieciorki w lekko osolonej wodzie. Przygotowujemy w tym czasie składniki. Imbir obieramy ze skórki i trzemy na tarce o małych oczkach. Cebulę i czosnek drobno siekamy. Imbir, cebulę i czosnek podsmażamy na dużej patelni lub w tzw. woku do czasu aż cebula zmięknie (3-4 min.). Dodajemy do tego przyprawę curry i jeszcze podsmażamy przez minutę. Następnie do tego wlewamy 1/4 kubka wody i dodajemy swieży szpinak. Uwaga, jeśli używamy szpinaku mrożonego, nie ma potrzeby dodawania wody. Pozwalamy się szpinakowi podgotować nieco, jeśli jest to szpinak mrożony, niech rozpuści się zmarzlina. Do całości dodajemy ugotowaną i odsaczoną z wody ciecierzycę oraz pomidory z puszki. Mieszamy dokladnie, aby przyprawy połączyły się ze składnikami przez kolejne 5 minut. I gotowe! Serwujemy z ryżem, najlepiej białym. Można ewentualnie potraktować to danie jako przystawkę i wtedy serwować samo.

piątek, 10 kwietnia 2015

Fasolka po bretońsku

Fasolka po bretońsku to potrawa, o której moja mama zapomniała. Pamiętam, że dawno dawno temu ją robiła, ale jakoś przestała, nie wiem, z jakiego powodu. Szkoda, bo to jest naprawdę jedna ze smaczniejszych potraw w naszej rodzimej kuchni. Kiedyś spisałam od mamy ten przepis w specjalnym zeszycie, w którym mam przepisy na dania, które robi się u mnie w domu. Przepisy, które wydębiłam w bólach od mamy, bo mama robi wszystko "z głowy" i zupełnie nie umie podawać ilości i tłumaczyć jak laikowi. A ja laikiem jestem, dlatego wszystko muszę mieć powiedziane jasno i wyraźnie. Takie są moje przepisy. Udało mi się stworzyć jednak własny przepis na fasolkę po bretońsku, aby odejść trochę od gotowania wszystkiego na mięsnych wywarach, bo w tej potrawie i tak jest dużo mięsa. Z czystym sumieniem polecam, bo jestem dumna z tego przepisu, a samo danie gotowałam dzisiaj i jest przepyszne. Dopiszę, ile porcji z tego wyszło, jak skończymy garnek ;-)



Składniki na 5-6 porcji:


  • 500g fasoli jaś
  • 200g kiełbasy
  • 100-150g boczku
  • 2 średnie marchewki
  • 1 cebula
  • 80g koncentratu pomidorowego
  • 3 kopiaste łyżki mąki
  • 1 kostka rosołowa
  • 2 liście laurowe
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • natka pietruszki
  • sól, pieprz i papryka słodka do doprawienia

Wykonanie:

Fasolę należy moczyć w wodzie przez całą noc, jak moja mama mówi: "dziś na jutro". Fasolę odcedzamy z wody, w której się moczyła i przekładamy do dużego garnka, dorzucamy do niej pokrojone w talarki marchewki, ziele angielskie, kostkę rosołową, liście laurowe i natkę pietruszki, zalewamy wodą i gotujemy. Kiełbasę kroimy w talarki, boczek w kostkę i w miarę drobno kroimy też cebulę. Kiełbasę, boczek i cebulę przekładamy na patelnię, gdzie podsmażamy wszystko aż do zrumienienia. Odstawiamy na bok i czekamy aż fasola się ugotuje. Gotowanie fasoli do miękkości zajmuje ok. 55 minut. Kiedy fasolka jest miękka, dodajemy do niej zawartość patelni, czyli kiełbasę, boczek i cebulę. W garnuszku przygotowujemy 0,5l wody, w której mieszamy 3 kopiaste łyżki mąki i koncentrat pomidorowy. Zaprawiamy tak przygotowaną mikturą naszą fasolkę po bretońsku. Gotujemy jeszcze przez chwilę. Próbujemy jak smakuje całość i doprawiamy solą, pieprzem i mieloną papryką słodką. Gotowe. Smacznego :)

piątek, 3 kwietnia 2015

Nie ma Wielkanocy bez babki cytrynowej

Która to już Wielkanoc poza domem rodzinnym? Czwarta w sumie, trzecia pod rząd i druga w Atenach. I tak człowiekowi tęskno za polską swojską kiełbasą, którą się święci, jakby nie była wystarczająco dobra, i za chrzanem i za sałatką i za wieloma innymi rzeczami, które tylko made in Poland smakują równie dobrze. Pomyślałam w tym roku, jakby tu przemycić trochę Polski i trochę naszego klimatu świąt wielkanocnych do Grecji, która jest prawosławna i z racji tego obchodzi Wielkanoc za tydzień. I tak, co jest absolutnym numerem jeden dla mnie i bez czego w moim domu nie ma świąt? Ano bez babki cytrynowej i bez jajek faszerowanych chrzanowym nadzieniem. Jestem znana w kręgu bliskich mi osób z tego, że jak sobie coś umyślę, to nie ma mocnych. Prędko napisałam do siostry po przepis na babkę, którą wiele razy robiłam, kiedy byłam jeszcze w Polsce. To ciasto ucierało się u mnie w domu rodzinnym zawsze w makutrze pałką, pomagając sobie mikserem jedynie przy ubijaniu piany z białek. Ale że jestem mamą świeżo upieczoną i nie mam za wiele czasu, mikserem potraktowałam całość. Co i Wam polecam, jeśli zależy Wam na czasie. Jeśli macie czas, możecie utrzeć wszystkie składniki, smak ponoć jest lepszy. Babka bardzo posmakowała moim włoskim teściom, więc mogę ją Wam z czystym sercem polecić. Upieczcie ją jednak w typowo "babkowej" formie, bo ta, którą miałam w domu - na wpół babkowa, niezbyt się sprawdziła, kształt babki pozostawia wiele do życzenia. Z przyjemnością obwieszczam światu mój pierwszy słodki przepis ;-)

Babka cytrynowa



Składniki:


  • 250g mąki
  • 250g masła
  • 250g cukru pudru
  • 4 jajka
  • 10g proszku do pieczenia
  • 1 cytryna
  • masło i bułka tarta do posypania formy

Wykonanie:

Aby wyrobić ciasto mikserem najlepiej wyjąć masło z lodówki odpowiednio wcześniej, żeby zmiękło. Do garnka lub dużej miski wrzucamy masło, mąkę, cukier puder, proszek do pieczenia i żółtka jajek i wyrabiamy to wszystko mikserem. Cytrynę sparzamy i scieramy na tarce o małych oczkach jej skórkę, a sok wyciskamy i nadal miksujemy. Kiedy ciasto jest już wyrobione, ubijamy pianę z białek mikserem na sztywno i mieszamy łyżką (to ważne, nie miksujemy!) z wyrobionym ciastem, tak aby całość uzyskała jednolitą konsystencję. Formę smarujemy masłem i wysypujemy bułką tartą i przelewamy do niej ciasto. Pieczemy w temperaturze 180 stopni przez ok. godzinę. Kiedy ciasto ostygnie, pozbywamy się foremki i posypujemy je cukrem pudrem. Smacznego i wesołych świąt!

piątek, 20 lutego 2015

Owsianka z karmelizowanymi jabłkami i cynamonem

Poranek to szczególny czas w ciągu dnia. Zapowiada się nowy dzień, obietnica czegoś nieznanego, dreszczyk niepewności, ale i kolejna szansa do wykorzystania dla nas. Posiłkiem, który powinien być najszczególniej celebrowany, jest według mnie śniadanie. Zacznijmy to nowe uroczystą ucztą. Nestety rzadko jest czas, aby uczynić je wyjątkowym, ponieważ spieszymy się do pracy, do szkoły, do urzędu, po prostu się spieszymy. Dlatego warto poświęcić śniadaniu więcej uwagi, kiedy nie musimy się nigdzie spieszyć, np. w weekendy czy gdy jesteśmy na urlopie. Pisałam już kiedyś przy okazji posta o tradycyjnym śniadaniu polskim, że ja raczej preferuję śniadania wytrawne, czyli jajka, szyneczka i ser żółty, ewentualnie twarożek czy pasty kanapkowe oraz świeże pieczywo. Ostatnio jednak, pewnie z powodu mojego odmiennego stanu, naszła mnie wielka ochotę na owsiankę w połączeniu z jabłkiem i cynamonem. Mimo iż nie przepadam za słodkościami, są pewne smaki, które uważam za idealne dopasowanie. Takim właśnie jest para - jabłko plus cynamon. Dzisiaj udało mi się zachciankę zrealizować, łącząc przepisy z dwóch blogów: Wino i oliwki oraz W koperkowej kuchni, oczywiście nieznacznie je modyfikując do swoich potrzeb. Efekt był przepyszny i mam zamiar śniadanie w takiej formie jeszcze nie raz i nie dwa razy powtórzyć. Prezentuję Wam przepis z wielką radością. Zobaczcie również jak pięknie się prezentuje takie śniadanie. Przepis podaję na jedną porcję, ponieważ wiem, że często nasi mężczyźni nie bardzo przepadają za słodkimi śniadaniami albo też jesteśmy zmuszone konsumować śniadanie w samotności. Ja osobiście szukałam właśnie przepisu na jedną miseczkę.


Owsianka z karmelizowanymi jabłkami i cynamonem


Składniki na 1 porcję:


  • 5 łyżek płatków owsianych
  • 1 jabłko
  • 1 szklanka mleka (ok. 200 ml)
  • cynamon
  • ok. 1,5 łyżki brązowego cukru
  • 1 łyżka masła
  • płatki migdałowe

Wykonanie:

Jabłko myjemy, nie obieramy ze skórki i kroimy dokładnie na pół. Jedną połowę oczyszczamy z pestek i trzemy na tarce o małych oczkach, drugą połowę kroimy w większą kostkę. Do małego garnka wsypujemy 5 łyżek owsianki, starte jabłko, 1/4 łyżeczki cynamonu i całość zalewamy mlekiem. Wstawiamy na ogień. W momencie zagotowania się owsianki słodzimy ją 1 łyżeczką brązowego cukru, mieszamy i gotujemy jeszcze ok. 5 minut. W tym samym czasie przygotowujemy małą patelnię, na której rozgrzewamy łyżkę masła i wrzucamy pokrojoną w kostkę drugą połówkę jabłka. Jabłka słodzimy 1 płaską łyżką cukru brązowego i mieszamy, obracając raz po raz, aby jabłka się równomiernie smażyły. Zniżamy również ogień, żeby masło się nie spaliło. Owsiankę gotującą się w garnku przelewamy do miseczki, jabłka karmelizowane układamy na jej wierzchu, posypując całość płatkami migdałów i szczyptą cynamonu. I gotowe. Pychota!